"Ten mecz równie dobrze mógł się zakończyć naszą przegraną"
05.11.2011
Górnik wyszedł na prowadzenie na niecałe 30 minut przed końcem spotkania. Krzysztof Mączyński zagrał na lewe skrzydło do Mariusza Magiery. Obrońca wypatrzył w polu karnym Tomasza Zahorskiego, do którego skierował dokładną centrę. Napastnik zabrzan... no właśnie, czy to on wpisał się na listę strzelców?
- Nie wiem, czy ta bramka będzie mi uznana, więc z radością trzeba poczekać - przyznał Zahorski. Pytanie o strzelca sprawia tyle problemów, ponieważ piłkę jako ostatni do siatki skierował Bartłomiej Konieczny. Problemy z prawidłowym odgadnięciem strzelca miał także stadionowy spiker, który za autora trafienia uznał... Aleksandra Kwieka. Jeśli jednak gol powędruje na konto napastnika Górnika, będzie miał on dwa trafienia w ekstraklasie w obecnych rozgrywkach.
- Radość z punktu nie jest jednak do końca pełna, bo po raz kolejny wygrywamy i tracimy bramkę. Z tą różnicą, że tym razem rywal strzelił w końcówce. W poprzednich spotkaniach miało to miejsce trochę wcześniej. Do 80. minuty wynik był fajny. Teraz więc możemy mieć mieszane uczucia - stwierdził Zahorski.
Sam poziom spotkania nie zachwycił. - Nie było to porywające widowisko, aż do bramki. Od samego początku zapowiadało się, że tak będzie. Podbeskidzie gra twardo. Czasami na pograniczu faulu. My musieliśmy się temu przeciwstawić. W drugiej połowie bielszczanie rzucili wszystko na jedną szalę i ich zagrania lądowały na nasze tylne rejony. Wiadomo, że taka gra często kończy się chaosem - opisywał napastnik.
- To był mecz, w którym mogła zadecydować jedna bramka. Po zdobyciu przez nas gola myśleliśmy, że ten wynik dowieziemy do końca. Podbeskidzie bardzo nas zdominowało w końcówce. Było ciężko nam wyjść z własnej połowy. Z każdego punktu musimy się cieszyć, bo ten mecz równie dobrze mógł się zakończyć naszą przegraną - podsumował Zahorski.
- Nie wiem, czy ta bramka będzie mi uznana, więc z radością trzeba poczekać - przyznał Zahorski. Pytanie o strzelca sprawia tyle problemów, ponieważ piłkę jako ostatni do siatki skierował Bartłomiej Konieczny. Problemy z prawidłowym odgadnięciem strzelca miał także stadionowy spiker, który za autora trafienia uznał... Aleksandra Kwieka. Jeśli jednak gol powędruje na konto napastnika Górnika, będzie miał on dwa trafienia w ekstraklasie w obecnych rozgrywkach.
- Radość z punktu nie jest jednak do końca pełna, bo po raz kolejny wygrywamy i tracimy bramkę. Z tą różnicą, że tym razem rywal strzelił w końcówce. W poprzednich spotkaniach miało to miejsce trochę wcześniej. Do 80. minuty wynik był fajny. Teraz więc możemy mieć mieszane uczucia - stwierdził Zahorski.
Sam poziom spotkania nie zachwycił. - Nie było to porywające widowisko, aż do bramki. Od samego początku zapowiadało się, że tak będzie. Podbeskidzie gra twardo. Czasami na pograniczu faulu. My musieliśmy się temu przeciwstawić. W drugiej połowie bielszczanie rzucili wszystko na jedną szalę i ich zagrania lądowały na nasze tylne rejony. Wiadomo, że taka gra często kończy się chaosem - opisywał napastnik.
- To był mecz, w którym mogła zadecydować jedna bramka. Po zdobyciu przez nas gola myśleliśmy, że ten wynik dowieziemy do końca. Podbeskidzie bardzo nas zdominowało w końcówce. Było ciężko nam wyjść z własnej połowy. Z każdego punktu musimy się cieszyć, bo ten mecz równie dobrze mógł się zakończyć naszą przegraną - podsumował Zahorski.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów