TAK TO WIDZĘ: Ultimatum Górnika
07.03.2014
Przeciwko Koronie zabrzanie zagrali przeciętnie. Z pewnością czerwona kartka, którą został ukarany Maciej Mańka okazała się kluczowym momentem meczu. Pośrednią przyczyną takiego stanu rzeczy był brak asekuracji jednego z zawodników Górnika podczas wykonywania rzutu rożnego w ofensywie. Jeden piłkarz przysnął, zapomniał, zdekoncentrował się podczas stałego fragmentu gry i nie wrócił do pomocy swojemu partnerowi. W taki sposób jeden, pozornie mały, błąd taktyczny wywrócił mecz do góry nogami…
Gdy zobaczyłem w górze czerwoną kartkę dla zawodnika Górnika, zadźwięczały mi w uszach słowa wypowiedziane przed rundą wiosenną przez prezydenta miasta Zabrza, Małgorzatę Mańkę-Szulik: „IDZIEMY NA MISTRZA!”
„Gra o mistrza” na razie odbija się czkawką wśród wszystkich na stadionie im. Ernesta Pohla. Kibice rozemocjonowani populistycznym hasłem zaczynają rzucać „mięsem” w stronę zespołu i trenera Wieczorka, wspominając przy tym z tęsknotą grę Górnika za czasów trenera Nawałki. Pociąg z napisem mistrzostwo powoli zaczyna odjeżdżać, a przecież miało być zupełnie inaczej...
Temat od razu podchwyciły media. Już zaczęto podawać ewentualnych następców trenera Górnika. I niewykluczone, że już w sobotę prasa postawiłaby krzyżyk na trenerze Wieczorku, gdyby Jacek Kiełb wykorzystał swoją szansę albo gdyby Kasprzik nie wybronił kilku sytuacji, które uchroniły Górnik przed stratą jednego punktu.
Stare rosyjskie powiedzenie mówi: „Tisze jedziesz, dalsze budiesz”. Do tej pory w Zabrzu funkcjonowało to bardzo dobrze. Za czasów trenera Nawałki za każdym razem słyszałem, że liczy się najbliższy mecz, a tabela na koniec rozgrywek pokaże prawdę. Ta prawda do tej pory to było szóste, ósme i piąte miejsce Górnika w ostatnich trzech sezonach. Warto dodać, że w poprzednich rozgrywkach po rundzie jesiennej Górnik zajmował wspólnie z Polonią Warszawa trzecie miejsce. W następnych piętnastu meczach rundy wiosennej przegrał dziesięć razy…
Górnik nie jest aktualnie klubem, jak chociażby z lat 80., kiedy sięgał po kolejne mistrzostwa Polski. Zespołowi na razie przychodzi niezwykle ciężko dźwiganie takich jednoznacznych deklaracji, na które dziś może pozwolić sobie Legia, Wisła czy Lech. Rola faworyta w meczu powoduje zupełnie inne nastawienie mentalne i taktyczne. W zespole trenera Wieczorka jedynie Radosław Sobolewski, Robert Jeż, Grzegorz Kasprzik czy Łukasz Madej mogą pochwalić się tytułem mistrza Polski. A i tak zapytajcie tego ostatniego, czy mówił ktoś głośno w Śląsku Wrocław po zdobyciu wicemistrzostwa, że zespół w następnym sezonie będzie bił się o mistrza?
Matt Jarvis w swojej bardzo ciekawej książce „Psychologia sportu” przywołuje, że w wielu dyscyplinach sportowych zwycięzców i pokonanych najbardziej różni umiejętność radzenia sobie ze stresem, pobudzeniem i lękiem. Dla większości zawodników Górnika pozycja, którą im wykreowano jest zupełnie nowa. Wywieranie na nich presji przez otoczenie, paradoksalnie zamiast ich motywować, deprymuje. Ktoś może powiedzieć, że w sporcie presja jest nieunikniona. Nie kwestionuję tego. Ale nastawienie mentalne ma różne oblicza, a chcieć nie zawsze znaczy móc.
Droga na szczyt to jedno, a bycie i utrzymywanie się na szczycie to drugie, zupełnie inne doświadczenie. Problem w tym, że najpierw trzeba się TAM dostać. Po cichu, pomału. Drogi na skróty nie ma.
Filip Surma
Dziennikarz NC+
Gdy zobaczyłem w górze czerwoną kartkę dla zawodnika Górnika, zadźwięczały mi w uszach słowa wypowiedziane przed rundą wiosenną przez prezydenta miasta Zabrza, Małgorzatę Mańkę-Szulik: „IDZIEMY NA MISTRZA!”
„Gra o mistrza” na razie odbija się czkawką wśród wszystkich na stadionie im. Ernesta Pohla. Kibice rozemocjonowani populistycznym hasłem zaczynają rzucać „mięsem” w stronę zespołu i trenera Wieczorka, wspominając przy tym z tęsknotą grę Górnika za czasów trenera Nawałki. Pociąg z napisem mistrzostwo powoli zaczyna odjeżdżać, a przecież miało być zupełnie inaczej...
Temat od razu podchwyciły media. Już zaczęto podawać ewentualnych następców trenera Górnika. I niewykluczone, że już w sobotę prasa postawiłaby krzyżyk na trenerze Wieczorku, gdyby Jacek Kiełb wykorzystał swoją szansę albo gdyby Kasprzik nie wybronił kilku sytuacji, które uchroniły Górnik przed stratą jednego punktu.
Stare rosyjskie powiedzenie mówi: „Tisze jedziesz, dalsze budiesz”. Do tej pory w Zabrzu funkcjonowało to bardzo dobrze. Za czasów trenera Nawałki za każdym razem słyszałem, że liczy się najbliższy mecz, a tabela na koniec rozgrywek pokaże prawdę. Ta prawda do tej pory to było szóste, ósme i piąte miejsce Górnika w ostatnich trzech sezonach. Warto dodać, że w poprzednich rozgrywkach po rundzie jesiennej Górnik zajmował wspólnie z Polonią Warszawa trzecie miejsce. W następnych piętnastu meczach rundy wiosennej przegrał dziesięć razy…
Górnik nie jest aktualnie klubem, jak chociażby z lat 80., kiedy sięgał po kolejne mistrzostwa Polski. Zespołowi na razie przychodzi niezwykle ciężko dźwiganie takich jednoznacznych deklaracji, na które dziś może pozwolić sobie Legia, Wisła czy Lech. Rola faworyta w meczu powoduje zupełnie inne nastawienie mentalne i taktyczne. W zespole trenera Wieczorka jedynie Radosław Sobolewski, Robert Jeż, Grzegorz Kasprzik czy Łukasz Madej mogą pochwalić się tytułem mistrza Polski. A i tak zapytajcie tego ostatniego, czy mówił ktoś głośno w Śląsku Wrocław po zdobyciu wicemistrzostwa, że zespół w następnym sezonie będzie bił się o mistrza?
Matt Jarvis w swojej bardzo ciekawej książce „Psychologia sportu” przywołuje, że w wielu dyscyplinach sportowych zwycięzców i pokonanych najbardziej różni umiejętność radzenia sobie ze stresem, pobudzeniem i lękiem. Dla większości zawodników Górnika pozycja, którą im wykreowano jest zupełnie nowa. Wywieranie na nich presji przez otoczenie, paradoksalnie zamiast ich motywować, deprymuje. Ktoś może powiedzieć, że w sporcie presja jest nieunikniona. Nie kwestionuję tego. Ale nastawienie mentalne ma różne oblicza, a chcieć nie zawsze znaczy móc.
Droga na szczyt to jedno, a bycie i utrzymywanie się na szczycie to drugie, zupełnie inne doświadczenie. Problem w tym, że najpierw trzeba się TAM dostać. Po cichu, pomału. Drogi na skróty nie ma.
Filip Surma
Dziennikarz NC+
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów