TAK TO WIDZĘ: Karuzelowy wajchę zdjął!

25.03.2015
Znacie piosenkę Andrzeja Grabowskiego „Karuzelowy”? Koniecznie jej teraz posłuchajcie. Polecam. Pasuje jak ulał do tego, co dzieje się w klubach i na ławkach trenerskich. Zmiany, zmiany, zmiany. Tak było, jest i będzie. Taki zawód. W środowisku piłkarskim panuje anegdota, że nie ma to jak być prezesem. Tyle że, to nie takie proste, więc następnie w kolejności najlepiej być… kierownikiem drużyny. Jest nie do ruszenia. Swoją drogą, ciekawe dlaczego!?
I karuzela kręci się,
i ktoś śmiertelnie blady jest…


Smyła, Perez Garcia, Brehmer, Kiereś, Smuda etc. Jeden trener na karuzelę wsiada, drugi z niej wyskakuje. A ona kręci się dalej. Zazwyczaj przyjmują cię na czerwonym dywanie, a kończysz trochę jak bezdomny. Na twój widok w klubie przekręcają szyję o dziewięćdziesiąt stopni. Prawie kark się łamie, ale wówczas nikt nie chce cię już znać. Jeśli masz jednak dobrze skonstruowany kontrakt, to – mimo zwolnienia - pozostaje satysfakcja, że strata pracy nie łączy się równocześnie z brakiem zabezpieczenia finansowego. Przynajmniej na pewien czas. Problem polega jednak na tym, że taka sytuacja dotyczy zazwyczaj nielicznych, czyli trenerów z Ekstraklasy i pierwszej ligi. W drugiej i niższych ligach trener nie jest w stanie zbyt długo przetrwać bez pracy.

Karuzelowy życie zna
Chcieliście latać, voila!


W Gliwicach sytuacja jest wypisz-wymaluj taka sama jak niemal przed rokiem. Wtedy Marcina Brosza zastąpił Angel Perez Garcia. Pomimo swoich „resultado historico”, jak pisał hiszpański szkoleniowiec o zwycięstwach nad Cracovią, Legią czy Lechem, Piast za kadencji Hiszpana znalazł się dzisiaj w tym samym miejscu, w którym był.  Status quo uznano za krok w tył, więc przyszedł czas na Czecha Radosława Latala. Oczywiście Piast chce uniknąć degradacji, czyli ewentualnych strat ogromnych sum pieniędzy z praw telewizyjnych i od sponsorów, więc wolał poświęcić głowę jednego człowieka na rzecz efektu nowej miotły. Na razie nic z tego nie wyszło. Porażki z Koroną nie brano pod uwagę. Wciąż uważam, że niepotrzebne była zwolnienie Marcina Brosza. Zabrakło jednak wówczas wsparcia dla trenera ze strony zarządu. Cóż zamiast długofalowej perspektywy znów zaczęła się walka o przetrwanie. Voila!

I nagle płakać zaczął ktoś
Już chyba wszyscy mają dość...


Nie rozumiem decyzji podjętej w Rozwoju Katowice, a przynajmniej argumentów nowego prezesa Zbigniewa Waśkiewicza. Po trzech meczach (dwie porażki i remis) prezes stwierdził, ze zespół ma za mało punktów, styl gry jest niezadowalający, a w sparingach wyniki też nie były obiecujące. W efekcie, w klubie nie ma trenera Diethmara Brehmera. Tymczasem pamiętamy, że kiedy prezes Waśkiewicz zatrudniał Roberta Warzychę w Górniku, to wówczas w pierwszych sześciu kolejkach zabrzanie nie odnieśli ani jednego zwycięstwa, a Pan Waśkiewicz - co mi się bardzo wówczas podobało - wspierał zatrudnionego trenera. Po drugie, co istotniejsze, Rozwój nie afiszował się, że ma ambicje na awans do I ligi, ponieważ klubowa kasa i infrastruktura nie jest na to gotowa. Po trzecie, co jest chyba najistotniejsze, w przerwie zimowej, którą Rozwój zakończył na 2.miejscu w tabeli(!), zawodnicy zostali zobligowani do pracy w kopalni. Nie wydaje mi się, żeby można było połączyć jedno z drugim. Po czwarte, Rozwój po trzech kolejkach na wiosnę tego roku jest na 4.miejscu w tabeli, czyli miejscu dającym prawo gry w barażach. Argumentacja Pana Prezesa nie jest według mnie przekonywająca. To raczej mydlenie oczu. Dlaczego nie powiedzieć prawdy?

Dopóki wajcha w dole tkwi
macie tych swoich parę chwil



Filip Surma
dziennikarz NC+
trener II klasy (UEFA A)
filipsurma@hotmail.com
autor: Filip Surma

Przeczytaj również