"Sześć lat starałem się o obywatelstwo", czyli o hanysach i gorolach
25.12.2009
Były szkoleniowiec Górnika, a wcześniej dobrze znany piłkarz tego klubu, urodził się w Ścinawie, nieopodal Lubina i Legnicy. Przyjeżdżając na Górny Śląsk był więc uważany za tzw. "gorola". - Nim trafiłem do Zabrza, przeszedłem "kwarantannę" w GKS-ie Tychy. Przyznam, nie rozumiałem kolegów, bo mówili gwarą. Pół roku trwało, nim się odnalazłem. W Górniku miałem już status "pół-gorola", a po sześciu latach spędzonych na Śląsku koledzy mówili, że mogę się starać o obywatelstwo - wspomina z uśmiechem Komornicki.
Wszystko to jednak w ramach żartów. Na złośliwości w szatni nie było miejsca. - Wiadomo, "gorol" to ktoś... inny - uśmiecha się popularny Marian Janoszka, niegdyś znakomity napastnik Ruchu Radzionków. - Ale traktowaliśmy ich jak swoich. Nawet tłumaczyliśmy im, o czym mówimy, bo nie rozumieli. Dużo śmiechu przy tym było - kiwa głową "Ecik", dobrze znany ze swojego śląskiego charakteru.
Gdy prowadził on od zwycięstwa do zwycięstwa Ruch w ekstraklasie, z kolegami porozumiewał się niemal wyłącznie po śląsku. A było to przecież niecałe 10 lat temu. - Czasem się zdarzyło, że ktoś użył jakiegoś polskiego słowa. Na porządku dziennym było jednak mówienie "po naszymu". W Radzionkowie to było tradycją - wyjaśnia Janoszka. I ukradkiem wzdycha, bo czasy się zmieniają...
- Nawet już w "Cidrach" coraz mniej słychać śląskiego. Nic dziwnego, więcej piłkarzy przyjeżdża teraz z innych regionów, a mniej jest chłopaków "stąd" - słusznie zauważa "król Radzionkowa".
- Przecież wszyscy jesteśmy Europejczykami. Nie ma sensu więc dzielić drużyny na Ślązaków, ludzi spoza regionu, jak i obcokrajowców - przekonuje Komornicki.
Wszystko to jednak w ramach żartów. Na złośliwości w szatni nie było miejsca. - Wiadomo, "gorol" to ktoś... inny - uśmiecha się popularny Marian Janoszka, niegdyś znakomity napastnik Ruchu Radzionków. - Ale traktowaliśmy ich jak swoich. Nawet tłumaczyliśmy im, o czym mówimy, bo nie rozumieli. Dużo śmiechu przy tym było - kiwa głową "Ecik", dobrze znany ze swojego śląskiego charakteru.
Gdy prowadził on od zwycięstwa do zwycięstwa Ruch w ekstraklasie, z kolegami porozumiewał się niemal wyłącznie po śląsku. A było to przecież niecałe 10 lat temu. - Czasem się zdarzyło, że ktoś użył jakiegoś polskiego słowa. Na porządku dziennym było jednak mówienie "po naszymu". W Radzionkowie to było tradycją - wyjaśnia Janoszka. I ukradkiem wzdycha, bo czasy się zmieniają...
- Nawet już w "Cidrach" coraz mniej słychać śląskiego. Nic dziwnego, więcej piłkarzy przyjeżdża teraz z innych regionów, a mniej jest chłopaków "stąd" - słusznie zauważa "król Radzionkowa".
- Przecież wszyscy jesteśmy Europejczykami. Nie ma sensu więc dzielić drużyny na Ślązaków, ludzi spoza regionu, jak i obcokrajowców - przekonuje Komornicki.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów