Świątek nie strzela, Górnik nie wygrywa. "Nie mieliśmy pustych głów"

27.05.2010
Adrian Świątek strzelał bramki w trzech kolejnych meczach. Wczoraj mógł zapewnić Górnikowi awans, lecz nie trafił, choć okazję miał wyborną. - Będzie mi się śniła po nocach - skomentował.
Po remisie Sandecji, do upragnionego awansu zabrzanom wystarczało zdobyć punkt z Wartą Poznań. Najlepszą sytuację na kilka minut przed końcem miał Świątek, który w sytuacji oko w oko z Łukaszem Radlińskim posłał piłkę obok bramki. - Będzie mi się śniła ta sytuacja po nocach, ale nie mogę się załamywać - rozpamiętywał Świątek. - Mam nadzieję, że nie zadecyduje ona o naszym awansie - dodał.

Co było przyczyną porażki? Zdaniem "Świętego” brak skuteczności. - W tym meczu jej zabrakło - przyznał. - Trudno zwalać winę na cokolwiek. Wydawało się, że po doprowadzeniu do remisu gra nam się będzie lepiej układała - przyznał Tomasz Zahorski. - Po chwili tracimy gola, znowu doprowadzamy do remisu i następnie dostajemy trzecią bramkę. Nie wiem skąd ta huśtawka - komentował "Zahor". Czy stawka meczu przeszkadzała? - Może to nas troszeczkę przerosło. Nie mieliśmy pustych głów, a przecież powinniśmy podejść do tego spotkania jak do każdego innego - kontynuował.

Teraz trzeba Górnik musi szukać punktów w wyjazdowym spotkaniu z Dolcanem Ząbki. - Nie będzie łatwo, ale trener potrafi nas zmotywować - zapewnił Świątek. - Każdy sobie życzył, abyśmy zakończyli wspinaczkę do ekstraklasy na własnym stadionie. To jest jednak sport. Trzeba sobie zdawać sprawę, że nie wszystkie mecze się wygrywa. Miejmy nadzieję, że osiągniemy cel we wtorek - zakończył Zahorski.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również