Świątek jedną nogą w "Cidrach". "Odbyliśmy szczerą rozmowę"

20.02.2011
Ruch wygrał z LZS-em Piotrówka. Nie tyle z wyniku, co z gry zadowolony był trener radzionkowian, który może odetchnąć z ulgą. Wygląda na to, że do dyspozycji będzie mieć nowego napastnika.
45 minut na zaprezentowanie swoich umiejętności otrzymali wczoraj od szkoleniowca Ruchu gracze Górnika Zabrze - Adrian Świątek i Sebastian Leszczak. Tylko tyle, bo obaj mają w nogach zgrupowanie w Turcji. - Więcej i tak by nie pokazali. Ich organizm odmówiłby posłuszeństwa. To logiczne. 19 dni dużego obciążenia, trzy sparingi... - tłumaczył Artur Skowronek.

Połówka wystarczyła mu, by móc orzec: Adrian Świątek - tak, Sebastian Leszczak - nie. - Fajny chłopak, ale nie pasuje do mojej wizji zespołu. Podziękowałem mu - wyjaśniał rezygnację z usług 19-letniego napastnika. Wiosną w ekipie żółto-czarnych zobaczymy prawdopodobnie natomiast "Świętego".

- Wartość tego zawodnika jest wielka i dzisiaj, mimo tego że bramki nie zdobył, potwierdził to. Dlatego szefowi powiedziałem już, że chciałbym go w naszym zespole - nie ukrywał trener radzionkowian, zdradzając, że sprawa transferu napastnika Górnika zakończy się prawdopodobnie happy endem. - Myślę, że mogę już powiedzieć: Adrian jest z nami.

A były w tym scenariuszu chwile zwątpienia. Szczególnie wtedy, gdy Świątek zapytany o możliwość gry dla żółto-czarnych, rzekomo miał stwierdzić, że "gra w Ruchu go nie interesuje, bo charytatywnie to może pokopać w A-klasie". Nie wiadomo, czy takie słowa rzeczywiście padły z jego ust. W każdym razie Skowronek twierdzi, że 25-letni napastnik już wkomponował się do szatni. - Odbyliśmy szczerą rozmowę i przed spotkaniem, i po. Jest dobrze - stwierdził szkoleniowiec.

Zobacz skrót ze sparingu Ruch Radzionków - LZS Piotrówka >

Równie optymistycznie wypowiadał się na temat gry swojego zespołu. Mimo że wynik 3-2 z III-ligowcem nie wygląda zbyt imponująco. - No tak, wynik idzie w świat, tyle że nie odzwierciedla on jakości naszej gry - zastrzegał. - Wniosek jest jeden: musimy poprawić naszą skuteczność w polu karnym - naszym i przeciwnika. Piotrówka trzy razy gościła pod naszą bramką i dwa razy wykorzystała to w 100 procentach. My natomiast prowadziliśmy grę przez 90 procent minut spotkania, ale zachowujemy się w obronie tak, a nie inaczej. Z kolei trzy bramki do przodu to najmniejszy wymiar kary - podkreślał.
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również