Seweryn Gancarczyk był szczęśliwy ze zwycięstwa Górnika w Lubinie... ale niezbyt z gry swojej drużyny. - Pozwoliliśmy Lubinowi na zbyt wiele i w drugiej połowie zrobił się mały horror - przyznał "Garniol".
"Strzelone bramki nas uśpiły. Pozwoliliśmy Zagłębiu nas zbyt wiele..."
13.05.2013
Seweryn Gancarczyk w dzisiejszym spotkaniu mierzył się głównie z Szymonem Pawłowskim, jednym z najlepszych skrzydłowych polskiej ekstraklasy. - Szymek jest bardzo dobrym piłkarzem, udowadniał to już wielokrotnie. Napsuł mi nieco krwi... - przyznał "Garniol".
- Jednak sądząc po wyniku, który osiągnęliśmy jako drużyna, wyszedłem z pojedynku z Pawłowskim obronną ręką. Wygraliśmy dziś mecz i bardzo się z tego cieszymy. Na minus jest jednak na pewno to, że prowadząc 2-0 daliśmy sobie strzelić bramkę z kontry. Myślę, że te gole nas uśpiły i pozwoliliśmy Lubinowi na trochę zbyt wiele. Dlatego w drugiej połowie zrobił się mały horror - opowiadał obrońca.
Piłkarz przyznał również, że czuje się współwinny straconego gola i na wieść o tym, że gol kontaktowy dla Zagłębia padł ze spalonego, zareagował nieco nerwowo. - Właśnie tak mi się wydawało, bo byłem blisko linii. Znowu porażka sędziów na naszą niekorzyść... - westchnął "Garniol".
Błąd arbitrów nie wpłynął jednak na wynik spotkania. Natomiast być może tym, co zadecydowało o wyniku pozytywnym dla Górnika były dobrze bite stałe fragmenty gry. Również przez Gancarczyka. - Wiedzieliśmy, że Zagłębie ma problemy ze stałymi fragmentami gry. Trener udzielił nam kilku rad i poświęciliśmy trochę czasu na trening tych elementów. To przyniosło oczekiwany skutek, który ujrzeliśmy dziś na boisku.
- Jednak sądząc po wyniku, który osiągnęliśmy jako drużyna, wyszedłem z pojedynku z Pawłowskim obronną ręką. Wygraliśmy dziś mecz i bardzo się z tego cieszymy. Na minus jest jednak na pewno to, że prowadząc 2-0 daliśmy sobie strzelić bramkę z kontry. Myślę, że te gole nas uśpiły i pozwoliliśmy Lubinowi na trochę zbyt wiele. Dlatego w drugiej połowie zrobił się mały horror - opowiadał obrońca.
Piłkarz przyznał również, że czuje się współwinny straconego gola i na wieść o tym, że gol kontaktowy dla Zagłębia padł ze spalonego, zareagował nieco nerwowo. - Właśnie tak mi się wydawało, bo byłem blisko linii. Znowu porażka sędziów na naszą niekorzyść... - westchnął "Garniol".
Błąd arbitrów nie wpłynął jednak na wynik spotkania. Natomiast być może tym, co zadecydowało o wyniku pozytywnym dla Górnika były dobrze bite stałe fragmenty gry. Również przez Gancarczyka. - Wiedzieliśmy, że Zagłębie ma problemy ze stałymi fragmentami gry. Trener udzielił nam kilku rad i poświęciliśmy trochę czasu na trening tych elementów. To przyniosło oczekiwany skutek, który ujrzeliśmy dziś na boisku.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów