Strzelił gola w debiucie w GKS-ie Tychy i zapracował na... dumę ojca

13.03.2013
- Graliśmy przy pustych trybunach, więc nie było komu dedykować gola, ale najbardziej dumny z jego zdobycia jest chyba tata - mówi Marcin Ściański, napastnik, który w debiucie w GKS-ie Tychy strzelił gola.
Tyszanie przegrali w Stróżach, ale ich najlepszy strzelec w zimowych sparingach, pokazał się z dobrej strony, strzelając gola w końcówce meczu. - Myślałem tylko o tym, że jeszcze musimy spróbować. Znaleźliśmy się nawet w polu karnym Kolejarza. Szkoda tylko, że po moim odegraniu Mateusz Mączyński nie zdecydował się na strzał z pierwszej piłki. Chciał minąć przeciwnika, ale nie udało mu się i sędzia zakończył mecz - opisuje były napastnik Ruchu Zdzieszowice.

Asystę przy golu zaliczył Piotr Rocki. - Nie musiałem krzyczeć, żeby mi podał, bo Piotrek jest takim zawodnikiem, który widzi ustawionych lepiej kolegów z drużyny. Zobaczył mnie i dograł. Pozostało tylko spokojnie przymierzyć w długi róg - dodaje.

Czy ten gol pozwoli mu wskoczyć do podstawowego składu? - Trener wie, że obojętnie kiedy wpuści mnie na boisko, dam z siebie wszystko. Każdy z trenujących zawodników chce grać od początku, ale decyzja należy do trenera. Graliśmy przy pustych trybunach, więc gola nie było komu zadedykować, ale najbardziej dumny z jego zdobycia jest chyba jednak tata, który 20 lat temu grał w Przeboju Wolbrom, występującym wtedy w amatorskich rozgrywkach - kończy Marcin Ściański.
źródło: Sport

Przeczytaj również