Strzelec dwóch goli: Atakowałem, żeby Krzysiek na mnie nie krzyczał
24.04.2012
Feruga po powrocie do Tychów z Katowic nie miał pewnego miejsca w składzie, jednak w niedzielę udowodnił przydatność. - W ligowych występów dla GKS-u Tychy nigdy nie zdobyłem jeszcze dwóch bramek w jednym meczu. Głową też raczej nie trafiałem, a tu nie dość, że zanotowałem dublet, to jeszce po główkach. Przy pierwszym golu nawet nie wiedziałem, że tuż za mną, oprócz rywala, był też Remek Malicki. Przy rzucie rożnym tłok był jeszcze większy i cieszę się bardzo, że piłka zacentrowana przez Krzyśka Bizackiego wpadła akurat na moją głowę - mówi Feruga.
Piłkarz tyszan nie jest natomiast zadowolony z wyniku 2-2. - Powinniśmy byli wygrać. W ogóle, powinniśmy byli grać inaczej, a my już po raz kolejny wychodzimy na boisko jakby przestraszeni, czekając co zrobią rywale. Dopiero gdy zostaniemy trafieni, zaczynamy grać swoje. A to przecież my jesteśmy liderem II ligi i to nas przeciwnicy powinni się bać - twierdzi.
Feruga przyznaje, że po wejściu w niedzielę było mu... obojętne na jakiej pozycji będzie grał. - Nie zastanawiałem się nad tym, na jaką pozycję wejdę, bo wiedziałem, że będę grał do przodu. Przez półtora roku gry u boku Bizackiego nauczyłem się, że najważniejsza jest ofensywa i, żeby Krzysiek na mnie nie krzyczał, atakowałem. Opłaciło się, ale strata dwóch punktów spowodowała, że w siedmiu kolejkach nie możemy sobie już pozwolić na potknięcia - kończy Daniel Feruga.
Piłkarz tyszan nie jest natomiast zadowolony z wyniku 2-2. - Powinniśmy byli wygrać. W ogóle, powinniśmy byli grać inaczej, a my już po raz kolejny wychodzimy na boisko jakby przestraszeni, czekając co zrobią rywale. Dopiero gdy zostaniemy trafieni, zaczynamy grać swoje. A to przecież my jesteśmy liderem II ligi i to nas przeciwnicy powinni się bać - twierdzi.
Feruga przyznaje, że po wejściu w niedzielę było mu... obojętne na jakiej pozycji będzie grał. - Nie zastanawiałem się nad tym, na jaką pozycję wejdę, bo wiedziałem, że będę grał do przodu. Przez półtora roku gry u boku Bizackiego nauczyłem się, że najważniejsza jest ofensywa i, żeby Krzysiek na mnie nie krzyczał, atakowałem. Opłaciło się, ale strata dwóch punktów spowodowała, że w siedmiu kolejkach nie możemy sobie już pozwolić na potknięcia - kończy Daniel Feruga.
Polecane
II liga