Strąk odkupił wszystkie winy
18.08.2009
Defensywnemu pomocnikowi Górnika zarzucano, że nie stara się grać do przodu i jest bezproduktywny w ofensywie. Ten jednak postanowił pokazać, że strzelać potrafi. Po dokładnym odegraniu Besty przymierzył z dystansu i po chwili piłka zatrzepotała w siatce obok interweniującego Jacka Gorczycy. - Pierwsza bramka w spotkaniu na pewno jest ważna. Nawet jak się wygrywa 7-0, to strzelec premierowego trafienia zasługuje na szczególne uznanie - twierdzi Strąk. Zawodnik sprowadzony z SV Ried trafił do bramki po raz pierwszy od ponad dwóch lat. - Trochę czasu już upłynęło odkąd strzeliłem gola po raz ostatni. Ja jednak nie zaprzątałem sobie tym głowy. Wiadomo, że moja rola na boisku jest inna - dodaje.
Strąk miał także okazję, by trafić po raz drugi. Po dokładnej centrze Grzegorza Bonina, pomocnik Górnika najwyżej wyskoczył w polu karnym i silnym uderzeniem głową skierował piłkę w stronę bramki. Bramkarz GKS-u odprowadził futbolówkę wzrokiem, ta jednak na jego szczęście zatrzymała się na słupku. - Niewiele brakowało, ale nie można mieć wszystkiego - podsumował wychowanek Alitu Ożarów. Warto również podkreślić dobrą grę piłkarza w środku pola. Zabrzanie długimi fragmentami dominowali w tym fragmencie boiska i spora w tym zasługa piłkarza, którego sprowadził do klubu poprzedni trener ekipy z Roosevelta.
Za czasów, gdy w Górniku najważniejszą role pełnił właśnie Henryk Kasperczak, Strąk był podstawowym zawodnika i w całej rundzie wiosennej rozegrał wszystkie spotkania od pierwszej do ostatniej minuty, mimo tego, że jego dyspozycja pozostawiała czasami sporo do życzenia. Spore pretensje mieli o to zabrzańscy fani, którzy uważali, że jego występy często były bezproduktywne. - Starałem się o tym nie myśleć. Mam już 26 lat i trochę w piłkę pograłem. Wiedziałem, że muszę wykonywać zadania szkoleniowca jak najlepiej umiem i nie myśleć o innych sprawach - tłumaczy Strąk. - Z drugiej strony myślę, że nie ma ludzi, którzy potrafiliby całkowicie obojętnie przejść obok słów krytyki. Ta na pewno mi nie pomagała. Teraz, gdy idzie nam bardzo dobrze, kibice z pewnością drobne błędy mogą z łatwością puścić w niepamięć - mówi z uśmiechem.
Strąk miał także okazję, by trafić po raz drugi. Po dokładnej centrze Grzegorza Bonina, pomocnik Górnika najwyżej wyskoczył w polu karnym i silnym uderzeniem głową skierował piłkę w stronę bramki. Bramkarz GKS-u odprowadził futbolówkę wzrokiem, ta jednak na jego szczęście zatrzymała się na słupku. - Niewiele brakowało, ale nie można mieć wszystkiego - podsumował wychowanek Alitu Ożarów. Warto również podkreślić dobrą grę piłkarza w środku pola. Zabrzanie długimi fragmentami dominowali w tym fragmencie boiska i spora w tym zasługa piłkarza, którego sprowadził do klubu poprzedni trener ekipy z Roosevelta.
Za czasów, gdy w Górniku najważniejszą role pełnił właśnie Henryk Kasperczak, Strąk był podstawowym zawodnika i w całej rundzie wiosennej rozegrał wszystkie spotkania od pierwszej do ostatniej minuty, mimo tego, że jego dyspozycja pozostawiała czasami sporo do życzenia. Spore pretensje mieli o to zabrzańscy fani, którzy uważali, że jego występy często były bezproduktywne. - Starałem się o tym nie myśleć. Mam już 26 lat i trochę w piłkę pograłem. Wiedziałem, że muszę wykonywać zadania szkoleniowca jak najlepiej umiem i nie myśleć o innych sprawach - tłumaczy Strąk. - Z drugiej strony myślę, że nie ma ludzi, którzy potrafiliby całkowicie obojętnie przejść obok słów krytyki. Ta na pewno mi nie pomagała. Teraz, gdy idzie nam bardzo dobrze, kibice z pewnością drobne błędy mogą z łatwością puścić w niepamięć - mówi z uśmiechem.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów