Ślązak z Czech zauroczył kibiców w Zabrzu
17.08.2009
Nowy napastnik Górnika na murawie pojawił się w 21. minucie spotkania. Niespełna 120 sekund później przyjął piłkę w polu karnym, a następnie odegrał ją do Pawła Strąka, który huknął bez zastanowienia. Efekt? Zabrzanie objęli prowadzenie. To jednak dla czeskiego napastnika było za mało. Minęło sześć minut. Besta otrzymał piłkę na lewym skrzydle. Nie widząc żadnego z partnerów, zdecydował się na zejście do środka. Po drodze minął dwóch zawodników i uderzeniem "po długim rogu" pokonał Gorczycę. Po chwili utonął w objęciach... kibiców. - To mój najlepszy debiut w karierze. Nie mogłem sobie lepiej tego wymarzyć - mówi rozpromieniony zawodnik. - To było wejście smoka - krótko skomentował pojawienie się na murawie piłkarza wypożyczonego ze Slavii Praga, Robert Szczot.
Paradoksalnie, Besta zaliczył w Zabrzu tak szybki debiut właśnie dzięki kontuzji Szczota. - Alesz miał zagrać w tym spotkaniu około 30 minut. Na całe spotkanie nie jest jeszcze przygotowany. Jednak uraz Roberta spowodował, że musiałem wprowadzić go szybciej na murawę. Inna sprawa, że pod koniec meczu nie miał już sił - wyjaśnia Ryszard Komornicki, trener Górnika. - Nawet nie miałem czasu, by się zastanowić nad swoim wejściem. Ze szkoleniowcem też nie zdążyłem porozmawiać za wiele, więc kiedy wszedłem na boisko, starałem się po prostu robić to, co najlepiej umiem - podkreśla czeski napastnik.
Biorąc pod uwagę, że Besta jeszcze nie najlepiej rozumie się z pozostałymi piłkarzami Górnika, gdyż wspólne treningi można praktycznie policzyć na palcach jednej ręki, należy zwrócić szczególną uwagę na zmysł Czecha do kombinacyjnej gry. - Dopiero poznajemy się z Aleszem. Przez cały okres przygotowawczy zgrywałem się z Piotrkiem Madejskim - tłumaczy Przemysław Pitry, napastnik zabrzan, który już w niedzielę wymienił kilka ciekawych podań z 26-letnim piłkarzem.
Bramka i asysta to z pewnością wynik, który pozwolił się wkupić w łaski wymagającej zabrzańskiej publiczności. To jednak nie wszystkie walory nowego napastnika Górnika. Besta już w trakcie swojego debiutu zaprezentował na boisku swój charakter i obrońcy GKS-u nie mieli z nim łatwej przeprawy. - Sprawdziło się to, co o nim słyszałem. Co słyszałem? Że to super piłkarz. Walczak. Nie odstawia nogi. Potrafi się - mówiąc naszym żargonem - wpieprzyć rywalowi - Kamil Cholerzyński, pomocnik GKS-u. Czech starał się walczyć o każdą górną piłkę, nie oszczędzając przy tym swoich łokci. - Takiej walki chce od was widzieć. To nie wy mieliście się go bać, yo on miał czuć przed wami respekt! - grzmiał tuż po zakończeniu spotkania w rozmowie ze swoimi piłkarzami, Adam Nawałka, szkoleniowiec katowiczan.
Paradoksalnie, Besta zaliczył w Zabrzu tak szybki debiut właśnie dzięki kontuzji Szczota. - Alesz miał zagrać w tym spotkaniu około 30 minut. Na całe spotkanie nie jest jeszcze przygotowany. Jednak uraz Roberta spowodował, że musiałem wprowadzić go szybciej na murawę. Inna sprawa, że pod koniec meczu nie miał już sił - wyjaśnia Ryszard Komornicki, trener Górnika. - Nawet nie miałem czasu, by się zastanowić nad swoim wejściem. Ze szkoleniowcem też nie zdążyłem porozmawiać za wiele, więc kiedy wszedłem na boisko, starałem się po prostu robić to, co najlepiej umiem - podkreśla czeski napastnik.
Biorąc pod uwagę, że Besta jeszcze nie najlepiej rozumie się z pozostałymi piłkarzami Górnika, gdyż wspólne treningi można praktycznie policzyć na palcach jednej ręki, należy zwrócić szczególną uwagę na zmysł Czecha do kombinacyjnej gry. - Dopiero poznajemy się z Aleszem. Przez cały okres przygotowawczy zgrywałem się z Piotrkiem Madejskim - tłumaczy Przemysław Pitry, napastnik zabrzan, który już w niedzielę wymienił kilka ciekawych podań z 26-letnim piłkarzem.
Bramka i asysta to z pewnością wynik, który pozwolił się wkupić w łaski wymagającej zabrzańskiej publiczności. To jednak nie wszystkie walory nowego napastnika Górnika. Besta już w trakcie swojego debiutu zaprezentował na boisku swój charakter i obrońcy GKS-u nie mieli z nim łatwej przeprawy. - Sprawdziło się to, co o nim słyszałem. Co słyszałem? Że to super piłkarz. Walczak. Nie odstawia nogi. Potrafi się - mówiąc naszym żargonem - wpieprzyć rywalowi - Kamil Cholerzyński, pomocnik GKS-u. Czech starał się walczyć o każdą górną piłkę, nie oszczędzając przy tym swoich łokci. - Takiej walki chce od was widzieć. To nie wy mieliście się go bać, yo on miał czuć przed wami respekt! - grzmiał tuż po zakończeniu spotkania w rozmowie ze swoimi piłkarzami, Adam Nawałka, szkoleniowiec katowiczan.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów