Sławomir Szary: Miałem lepsze propozycje, ale pieniądze to nie wszystko

04.01.2012
Po półrocznej przygodzie z Olimpią Elbląg Sławomir Szary wrócił na Śląsk. Będzie grał w mieście, w którym na co dzień mieszka - Rybniku. - Nie chciałem znów zmieniać miejsca pobytu - mówi obrońca.
Wraca Pan na Śląsk. Wyprawa do Elbląga nie udała się za bardzo...
- Jeżeli chodzi o aspekt sportowy, to nie narzekam, choć skończyliśmy rundę na ostatnim miejscu. Ja przychodząc tam, byłem piłkarzem, który trochę już doświadczenia miał. Nie ułożyło się tak, jakbym tego chciał, głównie z tego powodu, że w Olimpii były bardzo złe warunki organizacyjne. Muszę jednak powiedzieć, że prezes Łukasz Konończuk zachował się bardzo dobrze. Rozstaliśmy się bez problemów, bez niepotrzebnych utarczek.

Mariusz Muszalik, który grał w Elblągu razem z panem, powiedział, że miał problemy, bo był Ślązakiem. Pana też spotkały jakieś nieprzyjemności?
- Niestety muszę się zgodzić ze słowami Mariusza. Trochę mnie to zdziwiło. Grając na Śląsku, często wprowadzałem zawodników z zewnątrz do zespołu. Nie miałem z tym żadnych problemów. Tam kibice traktowali nas trochę jak najemników. Być może udział mieli w tym miejscowi zawodnicy, którzy wywalczyli awans do I ligi, a potem nie grali w tej drużynie, bo klub sprowadził innych graczy.

Mam jednak kilka pozytywnych wspomnień z pobytu w tym mieście. Często z synem mogłem pojechać nad morze, bo do Stegny miałem około 25 kilometrów.

Teraz czeka pana walka z Energetykiem ROW w II lidze. Nie było propozycji z I ligi?
- Było kilka, także ze Śląska. I to o wiele atrakcyjniejszych finansowo, niż ta z Rybnika. Pieniądze to nie wszystko. Uświadomiłem sobie, że nie warto pędzić za rzeczami materialnymi. Postanowiłem, że nie będę się już nigdzie ruszał poza Rybnik. W tym mieście mieszkam od trzeciego miesiąca życia. Chcę tutaj już na stałe być z rodziną, tym bardziej, że zbliża się I Komunia mojego syna. Mam też w planach dokończyć budowę domu. ROW to bardzo dobra opcja. II liga to już szczebel centralny.

Na Gliwickiej pracuje trener Wieczorek i jak już pan kiedyś przyznał, miało to wpływ na związanie się z tym klubem.
- To miało duże znaczenie. Trener Ryszard Wieczorek jest bardzo doświadczony, znamy się dobrze. Razem pracowaliśmy w Odrze Wodzisław. Poszły w świat informacje, że mieliśmy spięcie. Ja nigdy nie powiedziałem, że jest słabym trenerem. On przede wszystkim gwarantuje dyscyplinę i zgodziłem się na grę tutaj.

ROW miał jesienią duże problemy w defensywie. Pana umiejętności powinny dać dużo temu zespołowi.
- Myślę, że jakiś poziom prezentuję, choć, od razu mówię, nie kreuję się na jakiegoś zbawcę, czy lek na całe zło. Najpierw sam muszę wywalczyć miejsce w składzie, bo za zasługi go nie dostanę.

Kontrakt będzie obowiązywał do końca sezonu.
- Na razie podpisałem umowę do końca rundy. Po sezonie usiądziemy i zobaczymy, co dalej. W dalszej przyszłości chciałbym pracować, a grać już tylko amatorsko, ale to jeszcze nie teraz.

Z pana słów wynika, że postanowienia noworoczne są dwa: pomóc w utrzymaniu II ligi w Rybniku i dokończyć budowę domu.
Jakieś plany są, choć muszę przyznać, że ostatnio mam ból głowy, jak słyszę, ile firmy sobie życzą za prace budowlane (śmiech).

Rozmawiał Michał Knura
autor: Michał Knura

Przeczytaj również