Sławomir Szary: Karny to był kabaret. Potem sędzia naprawiał swój błąd

29.04.2012
W drugiej połowie meczu ROW-Chrobry, sędzia Gajewski z Krakowa podyktował karnego dla gości za rzekomy faul Sławomira Szarego. - Liniowy nie pokazywał karnego, a stał przodem do sytuacji - mówił obrońca.
Rybniczanie znów pokazali, że na wiosną są klasową drużyną. Nie pierwszy raz pod wodzą Ryszarda Wieczorka odwrócili losy meczu, choć grali w osłabieniu. - Mimo, że straciliśmy bramkę i gracza, to nie miałem nawet sekundy zwątpienia. Jesteśmy mega przygotowani do tego sezonu. To widać w każdym spotkaniu. Mógłbym śmiało teraz wyjść i rozegrać kolejny mecz - mówił w piątek wieczorem Sławomir Szary, obrońca Energetyka ROW Rybnik.

- Karny to w ogóle kabaret. Przeciwnik nie wygrał ani jednego pojedynku główkowego w tym meczu. Skakał więc ze mną i wiedział, że jest na przegranej pozycji. Liniowy nie pokazywał karnego, a dobrze widział sytuację, bo stał przodem - opisywał sytuację z drugiej połowy spotkania z Chrobrym Głogów, po którym goście wyrównali po rzucie karnym "z kapelusza".

Szary zna przyczyny decyzji arbitra. - Niestety, tak to jest. Wiemy, co się działo w polskiej piłce parę lat temu. Najlepsi sędziowie, fachowcy, za swoje brudne czyny musieli skończyć ze sportem. Za nich przyszli nowi, często za szybko. Oglądam też ekstraklasę i tam też widzę często kabaretowe sytuacje. A wiadomo, że im niżej, tym gorzej - stwierdził.

- Nie biję tylko i wyłącznie w sędziego, bo każdy ma prawo do błędu - dodał defensor. - Potem jednak zaczął to naprawiać. Kiedy faulu dla nas nie było, to dawał. Kiedy aut był dla przeciwnika, to nam go przyznawał. Gdy chce się naprawić błąd, najczęściej robi się kolejne. Tym się jednak nie martwimy, bo to jest problem naszego związku - powiedział gracz II-ligowca.

ROW Rybnik jest o krok od utrzymania. Wiosną zdobył już 16 punktów, a na własnym boisku jest w tym roku niepokonany. - Dalej będziemy szli tym tropem, by zrobić coś więcej niż tylko II ligę. Ci ludzie i to miasto na to zasługują - zakończył Szary.
autor: Michał Knura

Przeczytaj również