Śląsk - Górnik 2-0. Koniec passy zabrzan
30.08.2014
Wydarzenie
Co prawda pierwszego gola dla Śląska zdobył Flavio Paixao, ale za bramkę największe brawa należą się Sebastianowi Mili, który popisał się kapitalnym, prostopadłym podaniem, po którym Portugalczyk popatrzył, jak ustawiony jest Pavels Steinbors i uderzył po "długim słupku". Trzeba jednak zaznaczyć, że strzelec gola był na minimalnym spalonym.
Bohater
Flavio Paixao w doliczonym czasie gry strzelił swoją drugą bramkę. Zabrzanie atakowali większą liczbą zawodników, co wykorzystali gospodarze, którzy ruszyli z kontrą. Portugalczyk był w sytuacji sam na sam ze Steinborsem... od połowy boiska. Podbiegł najbliżej jak się dało i podciął piłkę nad bramkarzem Górnika.
Rozczarowanie
Górnik słabo wyglądał w ofensywie. Zabrzanie w pierwszej połowie próbowali wykorzystać panujące warunki i często strzelał z dystansu. O ile pierwsze uderzenie Romana Gergela jeszcze można wyróżnić - strzał minimalnie obok słupka - tak pozostałe próby gości były już słabsze. Po przerwie "Trójkolorowi" również mieli problemy z wykańczaniem sytuacji podbramkowych. Jeśli już strzelali, to przeważnie niecelnie. Z 14 prób tylko trzy były celne.
Co ciekawego:
- Sytuacja ze spalonym przy bramce dla Śląska to nie jedyna kontrowersja z tego spotkania. Wbiegającego w pole karne Mateusza Zacharę przytrzymywał Piotr Celeban. Napastnik Górnika przewrócił się, ale sędzia przewinienia nie dopatrzył się. Wcześniej Celeban razem z Łukaszem Madejem walczyli o piłkę wślizgami, za co pomocnik Górnika ujrzał żółtą kartkę.
- Przed meczem i w trakcie pierwszej połowy nad Wrocławiem przechodziła duża ulewa i boisko było mocno nasiąknięte wodą, przez co w kilku sytuacjach zawodnikom było trudno utrzymać równowagę. Już na samym początku poślizgnął się Dzikamai Gwaze, dzięki czemu gospodarze mogli ruszyć z atakiem, po którym musiał interweniować Steinbors.
- Gospodarze ciekawie rozegrali rzut wolny w drugiej połowie. Wszyscy spodziewali się dośrodkowania Mili, ten jednak krótko zagrał do Dudu Paraiby, który uderzył po ziemi, nieznacznie obok bramki.
- Górnik miał wyborną sytuację, by doprowadzić do wyrównania mniej więcej na kwadrans przed końcem spotkania. Złą interwencją popisał się Mariusz Pawełek, który wyszedł z bramki, ale piłki nie złapał. Futbolówkę miał Łukasz Madej, lecz nie zdecydował się na uderzenie, tylko na dogranie do Rafała Kosznika. Ten nie opanował piłki i nie oddał strzału. Zabrzanie jeszcze próbowali wykończyć akcję strzałem, ale z ogromnego zamieszania wrocławianie wyszli obronną ręką.
- Do gry powrócił Oleksandr Szeweluchin, który w drugiej połowie zmienił Seweryna Gancarczyka. Dla Ukraińca był to pierwszy występ po wyleczeniu kontuzji, której nabawił się w pierwszej kolejce.
- Pod koniec meczu mocny strzał z dystansu oddał Dominik Sadzawicki. Pawełek z trudem odbił piłkę.
Co prawda pierwszego gola dla Śląska zdobył Flavio Paixao, ale za bramkę największe brawa należą się Sebastianowi Mili, który popisał się kapitalnym, prostopadłym podaniem, po którym Portugalczyk popatrzył, jak ustawiony jest Pavels Steinbors i uderzył po "długim słupku". Trzeba jednak zaznaczyć, że strzelec gola był na minimalnym spalonym.
Bohater
Flavio Paixao w doliczonym czasie gry strzelił swoją drugą bramkę. Zabrzanie atakowali większą liczbą zawodników, co wykorzystali gospodarze, którzy ruszyli z kontrą. Portugalczyk był w sytuacji sam na sam ze Steinborsem... od połowy boiska. Podbiegł najbliżej jak się dało i podciął piłkę nad bramkarzem Górnika.
Rozczarowanie
Górnik słabo wyglądał w ofensywie. Zabrzanie w pierwszej połowie próbowali wykorzystać panujące warunki i często strzelał z dystansu. O ile pierwsze uderzenie Romana Gergela jeszcze można wyróżnić - strzał minimalnie obok słupka - tak pozostałe próby gości były już słabsze. Po przerwie "Trójkolorowi" również mieli problemy z wykańczaniem sytuacji podbramkowych. Jeśli już strzelali, to przeważnie niecelnie. Z 14 prób tylko trzy były celne.
Co ciekawego:
- Sytuacja ze spalonym przy bramce dla Śląska to nie jedyna kontrowersja z tego spotkania. Wbiegającego w pole karne Mateusza Zacharę przytrzymywał Piotr Celeban. Napastnik Górnika przewrócił się, ale sędzia przewinienia nie dopatrzył się. Wcześniej Celeban razem z Łukaszem Madejem walczyli o piłkę wślizgami, za co pomocnik Górnika ujrzał żółtą kartkę.
- Przed meczem i w trakcie pierwszej połowy nad Wrocławiem przechodziła duża ulewa i boisko było mocno nasiąknięte wodą, przez co w kilku sytuacjach zawodnikom było trudno utrzymać równowagę. Już na samym początku poślizgnął się Dzikamai Gwaze, dzięki czemu gospodarze mogli ruszyć z atakiem, po którym musiał interweniować Steinbors.
- Gospodarze ciekawie rozegrali rzut wolny w drugiej połowie. Wszyscy spodziewali się dośrodkowania Mili, ten jednak krótko zagrał do Dudu Paraiby, który uderzył po ziemi, nieznacznie obok bramki.
- Górnik miał wyborną sytuację, by doprowadzić do wyrównania mniej więcej na kwadrans przed końcem spotkania. Złą interwencją popisał się Mariusz Pawełek, który wyszedł z bramki, ale piłki nie złapał. Futbolówkę miał Łukasz Madej, lecz nie zdecydował się na uderzenie, tylko na dogranie do Rafała Kosznika. Ten nie opanował piłki i nie oddał strzału. Zabrzanie jeszcze próbowali wykończyć akcję strzałem, ale z ogromnego zamieszania wrocławianie wyszli obronną ręką.
- Do gry powrócił Oleksandr Szeweluchin, który w drugiej połowie zmienił Seweryna Gancarczyka. Dla Ukraińca był to pierwszy występ po wyleczeniu kontuzji, której nabawił się w pierwszej kolejce.
- Pod koniec meczu mocny strzał z dystansu oddał Dominik Sadzawicki. Pawełek z trudem odbił piłkę.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów