Śląscy marketingowcy: Lech? Co to za sztuka... Nie mają konkurencji

27.12.2010
Zarządzać klubem na Śląsku nie jest łatwo. - Ile to już razy firmy, po wysłaniu zdjęć stadionu, odpowiadały: "mieliście wysłać widok głównego obiektu, a nie treningowego" - mówią w Polonii.
- Lech? Phi, co to za sztuka... W promieniu 150 kilometrów nie mają żadnej poważnej konkurencji - to zdanie, może w nieco odmiennej formie, ale identyczne co do przekazanej myśli, wypowiadają nasi marketingowcy bardzo zgodnie.

Nie ma drugiego regionu w kraju, gdzie na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych funkcjonuje tyle klubów z chlubną - często ekstraklasową - przeszłością, co na Górnym Śląsku. Z jednej strony, niemal każdy rodzi się tu więc kibicem piłkarskim; z drugiej - trwa nieustanna rywalizacja klubów o "rząd dusz" tychże fanów. Swoistymi "generałami" wodzącymi rej w tych bojach są marketingowcy śląskich klubów... - pisze "Sport".

Słowo "marketingowcy" w tym przypadku oznacza zazwyczaj dużo większy zakres obowiązków, niż podręcznikowe rozumienie tego pojęcia. Obejmuje przecież i działania z zakresu pozyskiwania sponsorów, i kontakty z mediami, a nawet - sprawy organizacji widowisk i bezpieczeństwo podczas meczów! - W Polonii przez dwa lata dzięki własnym kontaktom "zorganizowałem" ze 2 mln złotych. Nie mówiąc już o tematach, które rozpoczyna prezes, a ja - w jego imieniu - je finalizuję - mówi Marek Pieniążek z Polonii Bytom.

Jemu teoretycznie było (i jest) ciężej niż Marzenie Mrozik i Krzysztofowi Majowi. Ruch Chorzów i Górnik Zabrze to najbardziej utytułowane polskie kluby w dziejach. Ich kibiców - rozsianych po całym kraju - liczy się w dziesiątkach i setkach tysięcy, a oba kluby - mimo chwilowych upadków - wciąż należą do elity naszego futbolu. - Cieszy mnie rozwijająca się sieć naszych sklepów z klubowymi pamiątkami i gadżetami - podkreśla Mrozik. I wymienia miasta, w których takowe już funkcjonują bądź właśnie są uruchamiane: Ruda Śląska, Mikołów, Radlin.

Problemem ich wszystkich jest brak nowoczesnych stadionów. - Wiele razy zdarzało się rozmawiać z potencjalnymi partnerami, zainteresowanymi współpracą z Górnikiem, którzy jednak stawiali sprawę jasno: "wrócimy do tematu, kiedy będziecie mieli nowoczesny obiekt" - przyznaje Maj.

A Marek Pieniążek przytacza życiowe historie, które dla niezorientowanych mogą brzmieć jak (smutne, niestety) anegdotki. - Miałem już parę razy mocno zaawansowane rozmowy sponsorskie z różnymi firmami. W pewnym momencie przychodziła jednak "nieśmiertelna" prośba: "przyślijcie nam wizualizację naszych reklam na stadionie". Wtedy już wiedziałem, że temat upadnie. Jakbym się bowiem nie starał, po wysłaniu takich obrazów z Olimpijskiej zawsze dostawałem tę samą odpowiedź: "mieliście nam wysłać widok z głównego stadionu, a nie płyty treningowej"...
źródło: SPORT / SportSlaski.pl

Przeczytaj również