Seweryn Gancarczyk: Puchary? Tak, zdecydowanie. Pasują do Zabrza

08.03.2013
W niedzielę Seweryn Gancarczyk będzie miał okazję do spotkania się z byłymi kolegami z drużyny. W Lechu Poznań obrońca spędził dwa sezony. W pierwszym zdobył mistrzostwo Polski, o drugim wolałby zapomnieć.
Gancarczyk wrócił do Polski po 6,5-letniej przygodzie na Ukrainie. Mógł zostać, bo Metalist Charków proponował mu nowy kontrakt. Podpisał jednak umowę z Lechem Poznań, w którym szybko wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie. To również dzięki niemu "Kolejorz" świętował triumf w sezonie 2009/2010. Drugi sezon nie był już tak udany.

Przytrafiła się pechowa kontuzja (wślizg na treningu zakończył się rozciętym kolanem - na murawie ktoś zostawił kawałek metalu bądź szkła), przez którą Gancarczyk stracił mecze w Lidze Europy przeciwko Juventusowi Turyn czy Manchesterowi City. Co gorsza, nie grał także po wyleczeniu kontuzji, w pewnym momencie trafił do Młodej Ekstraklasy, z której po czasie też go wyrzucono...

- Trener Bakero powiedział któregoś dnia, że powinienem odpocząć. Byłem zdziwiony, bo nie po to pracowałem dwa miesiące, żeby po dwóch meczach odpoczywać. Ale pomyślałem, ok, idę na trybuny, zaraz wracam. Potem graliśmy z Arką i Bakero powiedział, że mam tydzień wolnego... Ale nie miał argumentów. Po prostu nie znał odpowiedzi, bo to nie była jego decyzja. Wtedy zaczynał rządzić Piotr Rutkowski, syn właściciela Lecha, i sądzę, że to była jego decyzja. Jednak tak naprawdę nigdy nikt nie powiedział, o co chodziło. Czy o oszczędności? To możliwe. Ale z drugiej strony, w drużynie było przecież wielu lepiej ode mnie zarabiających zawodników - wspomina tamten okres zawodnik.

Gancarczyk już po spotkaniu z Jagiellonią Białystok zapewniał, że do meczu z "Kolejorzem" będzie przygotowywał się tak, jak do każdego innego. - Dziś Lech to przeciwnik. Po prostu. Musimy ich ograć, jeśli myślimy o pucharach - przyznaje. A jeśli już o pucharach mowa...

- Puchary? Tak, zdecydowanie. Pasują do Zabrza. Górnik to firma. Nazwa, którą trzeba szanować. Gdy grałem jeszcze w Arsenalu Kijów, nikt nie kojarzył tam za bardzo polskich drużyn. Jak mówiłeś "Polska" i "piłka nożna", to oni wiedzieli, że jest Górnik. Był u nas w klubie taki starszy pan od sprzętu, Sasza, i on pamiętał jeszcze te mecze Górnika z Dynamem Kijów z lat 60. Fajnie byłoby w jakimś stopniu nawiązać do tych czasów - mówi obrońca.
źródło: Przegląd Sportowy

Przeczytaj również