Sędziowie podzieleni w sprawie oceny rzutu karnego dla Lecha

12.03.2013
- Można sobie wyobrazić, że gdyby takie zagrania nie były karane, zawodnicy mogliby próbować wypracować na treningach taką metodę blokowania strzałów rywali w powietrznym obrocie - mówi Zbigniew Przesmycki.
Przewodniczący Kolegium Sędziowskiego w ten sposób argumentuje rzut karny dla Lecha Poznań w spotkaniu z Górnikiem Zabrze. Jego zdaniem decyzja Pawła Raczkowskiego z Warszawy była słuszna. - W przypadku zawodnika broniącego rozróżniamy w tej obronie zachowania "ofensywne" i "defensywne". Te pierwsze - to aktywność: wślizg, atak na zawodnika rywala uderzającego piłkę. W tym przypadku trudniej o kontrolę ułożenia rąk, i zakres tolerancji dla ewentualnego trafienia w rękę jest u sędziów nieco większy. Co innego w przypadku zachowania "defensywnego", kiedy piłkarz przyjmuje na ciało oddany strzał. W ligach zachodnich sędziowie są bardzo wyczuleni na takie zagrania, a i zawodnicy już nauczyli nowych reakcji: chowają ręce za plecy lub... ochraniają nimi "miękkie części męskiego ciała" - tłumaczy.

Inne zdanie na ten temat na Sławomir Stempniewski. - Na powtórkach widać, że piłka uderzana przez zawodnika Lecha trafia w ciało obrońcę Górnika, odbija się, trafia w łokieć i powoduje ruch ręki Zagranie było absolutnie niezamierzone. Tymczasem UEFA nakazała karanie rzutem karnym jedynie taki ruch ręki, który jest zamierzony i udaje zasłanianie się przed uderzeniem piłki. A zatem - generalnie - był to błąd arbitra - komentuje członek władz Kolegium Sędziowskiego.
źródło: SPORT

Przeczytaj również