Sarnowski: "Patrzę z optymizmem na to, co trzeba zrobić"
27.05.2016
We wtorek po posiedzeniu Rady Nadzorczej Górnik Zabrze ogłosił, że Marek Pałus nie jest już prezesem 14-krotnego mistrza Polski. Dzisiaj w jego miejsce powołano Bartosza Sarnowskiego - z wykształcenia prawnika, dla którego "Trójkolorowi" nie będą pierwszą pracą w piłce nożnej. Wcześniej związany był z Lechią Gdańsk - przez cztery lata był prezesem Akademii Piłkarskiej tego klubu, w 2012 roku został członkiem zarządu, a od stycznia 2013 do sierpnia 2014 pełnił funkcję prezesa Lechii. Przez rok zasiadał też w Radzie Nadzorczej Ekstraklasy SA.
Do Górnika sam się zgłosił - wysłał aplikację na stanowisko prezesa tuż po spadku zabrzan. Nie był jednym kandydatem, ale zdaniem decyzyjnych osób - najlepszym. Nowy sternik klubu od razu musi wziąć się za pracę na pełnych obrotach, bo zadań jest dużo. Zacznie jednak nie od przedstawiania planu na przyszłość, tylko od zapoznania się z obecnym stanem. W międzyczasie trzeba też zadecydować, kto ma być trenerem.
- Proszę nie oczekiwać, że będę w stanie teraz szczegółowo przedstawić plan, jak ma funkcjonować Górnik. Od dzisiaj mogę poznawać klub od środka. Nie ma sensu planować, jeśli nie pozna się realiów. Trzeba przyjrzeć się sytuacji - przyznaje, choć zdaje sobie sprawę, że czeka go ciężkie zadanie. - Kondycja klubu jest dość trudna, ale na pewno nie taka, żeby przez sensowne zarządzanie z nią sobie nie poradzić. Patrzę z optymizmem na to, co trzeba zrobić. Wolę spojrzeć na to, co można zbudować, a nie odnosić się do tego, co wcześniej było złe. Stawiam na pracę i optymistyczne podejście - wyjaśnia.
Sarnowski uważa, że przy Roosevelta czeka go trudniejsze zadanie niż to, z jakim mierzył się w Gdańsku. - Ale z przyczyn sportowych - podkreśla. - Dostrzegam pewne analogie z tamtego okresu, ale Lechia wtedy nie spadła z Ekstraklasy. Trzeba było zająć się atmosferą wokół klubu w szerokim tego słowa znaczeniu. Trzeba było przyjrzeć się kontraktom piłkarzy, na których klub nie mógł liczyć. To zostało zrobione - przyznaje. Sytuacja jakby podobna do tej, jaka teraz panuje w Zabrzu...
Do Górnika sam się zgłosił - wysłał aplikację na stanowisko prezesa tuż po spadku zabrzan. Nie był jednym kandydatem, ale zdaniem decyzyjnych osób - najlepszym. Nowy sternik klubu od razu musi wziąć się za pracę na pełnych obrotach, bo zadań jest dużo. Zacznie jednak nie od przedstawiania planu na przyszłość, tylko od zapoznania się z obecnym stanem. W międzyczasie trzeba też zadecydować, kto ma być trenerem.
- Proszę nie oczekiwać, że będę w stanie teraz szczegółowo przedstawić plan, jak ma funkcjonować Górnik. Od dzisiaj mogę poznawać klub od środka. Nie ma sensu planować, jeśli nie pozna się realiów. Trzeba przyjrzeć się sytuacji - przyznaje, choć zdaje sobie sprawę, że czeka go ciężkie zadanie. - Kondycja klubu jest dość trudna, ale na pewno nie taka, żeby przez sensowne zarządzanie z nią sobie nie poradzić. Patrzę z optymizmem na to, co trzeba zrobić. Wolę spojrzeć na to, co można zbudować, a nie odnosić się do tego, co wcześniej było złe. Stawiam na pracę i optymistyczne podejście - wyjaśnia.
Sarnowski uważa, że przy Roosevelta czeka go trudniejsze zadanie niż to, z jakim mierzył się w Gdańsku. - Ale z przyczyn sportowych - podkreśla. - Dostrzegam pewne analogie z tamtego okresu, ale Lechia wtedy nie spadła z Ekstraklasy. Trzeba było zająć się atmosferą wokół klubu w szerokim tego słowa znaczeniu. Trzeba było przyjrzeć się kontraktom piłkarzy, na których klub nie mógł liczyć. To zostało zrobione - przyznaje. Sytuacja jakby podobna do tej, jaka teraz panuje w Zabrzu...
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów