Ryszard Wieczorek: Chyba powinniśmy dać na mszę
22.02.2014
Przy Roosevelta liczyli, że powtórzy się scenariusz z meczu Pucharu Polski i Górnik odniesie zwycięstwo, które poprawiłoby nastroje po porażce w Lubinie. Skończyło się na kolejnym 0-3... - Dzisiejszy mecz pokazał, jaka jest różnica między Legią a Górnikiem, jeśli chodzi o stan osobowy. Wzmocnienia były widoczne. W wyjściowym składzie gości wystąpiło trzech Polaków i ośmiu obcokrajowców. Rozumiem, że jak obcokrajowiec przyjeżdża do nas, to jest lepszy od zawodnika z naszego kraju - rozpoczął podsumowywanie potyczki szkoleniowiec zabrzan.
- Legia była dominatorem, grała bardzo dobrą piłkę w ofensywie i defensywie, potrafiła utrzymać się przy piłce. My mieliśmy z tym problemy, za mało było jakości. W optymalnym ustawieniu byłaby dużo większa szansa na rywalizację z tak dobrym zespołem - bronił się Wieczorek.
Trener zwrócił też uwagę na sytuację, w której Antoni Łukasiewicz zderzył się z Pavelsem Steinborsem. Łotysz musiał opuścić boisko na noszach. Według pierwszych diagnoz, Łotysz może mieć złamaną kość jarzmową. Obrońca kończył spotkanie ze złamanym nosem.
- My też mieliśmy dobre fragmenty gry, przy stanie 0-1. Początek drugiej połowy był dla Legii, która chciała szybko załatwić sprawę i odskoczyć. Mieliśmy problem z utrzymaniem piłki, ale od 60. minuty było już zdecydowanie lepiej. Mecz się otworzył, stworzyliśmy swoje sytuacje. Nie wiem czy to jest pech, niefart... Powinniśmy dać na mszę, bo coś się zaczęło układać i nagle dwóch zawodników zderza się przy stałym fragmencie gry, chyba mają złamane kości. Kiedy chciałem wzmocnić zespół ofensywnym zawodnikiem, musiałem zmienić bramkarza. Antek ze złamanym nosem został na boisku i się wszystko posypało - przyznał Wieczorek.
Z trybun padło sporo gorzkich słów na temat Wieczorka. Niektórzy skandowali imię i nazwisko poprzedniego szkoleniowca Górnika, Adama Nawałki i... Jana Urbana. - Rozumiem kibiców. Zdaję sobie sprawę, że jak nie idzie, to w głównej mierze trener jest za to odpowiedzialny, ale chciałbym też, żebyśmy wytrzymali ciśnienie i dali sobie szansę, gdy zespół będzie w optymalnym składzie, który może rywalizować z najlepszymi - zaapelował opiekun "Trójkolorowych".
- Legia była dominatorem, grała bardzo dobrą piłkę w ofensywie i defensywie, potrafiła utrzymać się przy piłce. My mieliśmy z tym problemy, za mało było jakości. W optymalnym ustawieniu byłaby dużo większa szansa na rywalizację z tak dobrym zespołem - bronił się Wieczorek.
Trener zwrócił też uwagę na sytuację, w której Antoni Łukasiewicz zderzył się z Pavelsem Steinborsem. Łotysz musiał opuścić boisko na noszach. Według pierwszych diagnoz, Łotysz może mieć złamaną kość jarzmową. Obrońca kończył spotkanie ze złamanym nosem.
- My też mieliśmy dobre fragmenty gry, przy stanie 0-1. Początek drugiej połowy był dla Legii, która chciała szybko załatwić sprawę i odskoczyć. Mieliśmy problem z utrzymaniem piłki, ale od 60. minuty było już zdecydowanie lepiej. Mecz się otworzył, stworzyliśmy swoje sytuacje. Nie wiem czy to jest pech, niefart... Powinniśmy dać na mszę, bo coś się zaczęło układać i nagle dwóch zawodników zderza się przy stałym fragmencie gry, chyba mają złamane kości. Kiedy chciałem wzmocnić zespół ofensywnym zawodnikiem, musiałem zmienić bramkarza. Antek ze złamanym nosem został na boisku i się wszystko posypało - przyznał Wieczorek.
Z trybun padło sporo gorzkich słów na temat Wieczorka. Niektórzy skandowali imię i nazwisko poprzedniego szkoleniowca Górnika, Adama Nawałki i... Jana Urbana. - Rozumiem kibiców. Zdaję sobie sprawę, że jak nie idzie, to w głównej mierze trener jest za to odpowiedzialny, ale chciałbym też, żebyśmy wytrzymali ciśnienie i dali sobie szansę, gdy zespół będzie w optymalnym składzie, który może rywalizować z najlepszymi - zaapelował opiekun "Trójkolorowych".
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów