Ruch znów zawalił końcówkę! GKS ratuje remis w 95. minucie

14.09.2017
Ruch Chorzów na kilka minut przed upływem regulaminowego czasu gry wygrywał dwoma bramkami i... tylko zremisował z GKS-em Tychy. Nie jest to pierwszy mecz, który "Niebiescy" zawalili w końcówce.
Łukasz Sobala/Press Focus
Mecz zaczął się z pięciominutowym opóźnieniem, bo... źle założona była siatka na jednej z bramek. Dokładnie tej, w której stał Nikołaj Bankow. Dla niego był to pierwszy mecz w niebieskich barwach przy Cichej. Pierwszy raz po powrocie do Ruchu grał Maciej Kowalczyk, który grał w miejsce Miłosza Trojaka. Do "11" wrócił też Mateusz Zawal. W tyskiej ekipie zmiany były dwie - do bramki wskoczył Marek Igaz, z kolei Marcina Biernata na środku defensywy zmienił Łukasz Bogusławski.

Pierwszy kwadrans gry - do zapomnienia. Na boisku było więcej błędów i przypadku niż składnych akcji. Spotkanie rozkręciło się po kilkunastu minutach. Najpierw Piotr Ćwielong - wygwizdywany i wyzywany przez kibiców - wymusił rzut wolny tuż przed polem karnym, ale nie zdołał trafić w bramkę po uderzeniu z rzutu wolnego. W odpowiedzi niecelnie strzelał Vilim Posinković. Pudło Chorwata było jednak znacznie bardziej spektakularne - całą robotę zrobił Miłosz Przybecki, który wygrał pojedynek sprinterski z bramkarzem GKS-u i zbiegł z prawego skrzydła do środka. Napastnik Ruchu mógł zostawić piłkę biegnącemu Przybeckiemu, ale zdecydował się spróbować zdobyć gola. Fatalnie spudłował.

Ruch zyskał przewagę, częściej atakował aż w końcu strzelił gola, przy sporej zasłudze Posinkovicia - zawodnik zrehabilitował się bardzo dobrym podaniem do będącego w polu karnym Macieja Urbańczyka. Kapitan "Niebieskich" uderzeniem po ziemi otworzył wynik spotkania. Trzeba jednak zadać pytanie, czy przypadkiem Posinković nie był na pozycji spalonej, gy otrzymywał piłkę.

W kolejnych minutach dalej chorzowianie sprawiali lepsze wrażenie i bardziej zapowiadało się na drugie trafienie (blisko był Walski) dla nich niż na gola tyszan. Chociaż trzeba zaznaczyć, że niewiele zabrakło Ćwielongowi, by jego strzał po ziemi - tuż przed przerwą - doprowadził do wyrównania.

Tyszanie rozpoczęli drugą połowę od ataków - najpierw z kilkunastu metrów strzelał Michał Fidziukiewicz, a po chwili z większej odległości próbował Ćwielong. W obu tych sytuacjach górą był Bankow. Później ponownie inicjatywę przejęli "Niebiescy" i ponownie przewagę udokumentowali golem - choć dosyć wątpliwym, bo po uderzeniu Fidziukiewicza piłka chyba nie minęła linii bramkowej całym obwodem. Sędzia jednak zaliczył trafinie, co wywołało wściekłość w ekipie gości.

GKS stwarzał mało sytuacji, a gdy już je były - to przyjezdni strzelali obok bramki. Ruch zagrał lepiej niż w poprzednich spotkaniach i wydawało się, że w końcu wyjdzie w tabeli na plus z punktami. Tyszanie jednak świetnie zagrali końcówkę spotkania. Tuż przed ostatnią minutą gry ładnego gola zdobył Dawid Abramowicz, po chwili czerwoną kartkę otrzymał Artur Balicki, a w 95. (!) minucie spotkania po dośrodkowaniu z rzutu rożnego wyrównał całkowicie niepilnowany Łukasz Matusiak.

Ruch Chorzów - GKS Tychy 2:2 (1:0)
1:0 - Urbańczyk, 31'
2:0 - Fidziukiewicz, 57' (sambójcza)
2:1 - Abramowicz, 89'
2:2 - Matusiak, 90'

Ruch: Bankow - Villafane, Kowalczyk, Marković, Hołownia - Przybecki, Zawal (46' Nowak), Urbańczyk, Walski, Słoma (34' Balicki) - Posinković (88' Setla). Trener: Juan Ramon Rocha.

GKS: Igaz - Mańka, Biernat, Tanżyna, Abramowicz - Kaczmarczyk (44' Błanik), Matusiak, Łuszkiewicz (60' Szumilas), Zapolnik, Ćwielong - Fidziukiewicz (60'. Trener: Jurij Szatałow.

Żółte kartki: Balicki, Hołownia, Marković - Igaz, Łuszkiewicz, Biernat.
Czerwona kartka Balicki (90' za dwie żółte).
Sędziował Daniel Kruczyński (Żywiec).

Widzów: 5842.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również