Ruch ma ostatnio furę szczęścia. Tylko nie ma sił! [VIDEO]
20.09.2017
Rzeczony pech to... mit. Nie można regularnie popełniać tych samych błędów i w kółko dziwić się, że punkty wymykają się z rąk. Nie można tyle razy z rzędu spóźniać się na pociąg i wciąż złorzeczyć na niebiosa! Lista meczów, w których Ruch wypuszcza swój dorobek tuż przed końcowym gwizdkiem w poniedziałek znowu się poszerzyła:
- w Bytowie gol na 1:2 stracony z karnego w doliczonym czasie
- w Chojnicach gol na 3:4 stracony w ostatniej sekundzie meczu
- z Tychami gol na 2:2 stracony w ostatniej sekundzie meczu
- z Łęczną gol na 1:2 stracony w ostatnich sekundach meczu
To jednak tylko wierzchołek, te najbardziej spektakularne straty "niebieskich". Do wymienionych czterech goli należy dołożyć również 6 kolejnych, traconych w ciągu ostatniego kwadransa (1x Chrobry, 1x Stomil, 2x Chojnice, 1x Tychy, 1x Łęczna - mowa tylko o lidze). Takie wyliczenie jest już zatrważające - ekipa z Cichej w końcówkach meczów dała sobie wbić 10 z 15 w sumie straconych bramek!
Mecze z Górnikiem i Tychami to koronny argument na to, że co jak co - ale szczęście było ostatnio przy... "niebieskich". Ono po prostu nie wystarczyło! Owszem, przez większość obu spotkań Ruch przeważał, momentami nawet dominował, ale gole strzelał niezwykle fartownie. 1:0 z GKS-em - asystujący przy golu Macieja Urbańczyka Vilim Posinković sam był wcześniej na spalonym. 2:0 - arbiter uznał, że piłka po odbiciu od głowy Artura Balickiego, słupka i rękawicy Marka Igaza przekroczyła linię bramkową, choć... powtórki jeśli coś sugerowały, to błąd arbitra. Jedyne trafienie Ruchu w meczu z Górnikiem było zaś efektem cyrkowej interwencji Arkadiusza Kasperkiewicza, który wpakował piłkę do swojej bramki. Chorzowianie grali wtedy z przewagą jednego gracza po głupiej czerwonej kartce Łukasza Wiecha. Przyznacie - fura szczęścia!
A teraz przyjrzyjmy się golom traconym przez podopiecznych Juana Ramona Rochy na przestrzeni ostatnich dni. Znowu - GKS Tychy: nieudana pułapka ofsajdowa, a później strzał kompletnie pominiętego w kryciu Dawida Abramowicza i gol kontaktowy dla przyjezdnych. Po chwili rzut rożny i znowu - w "szesnastce" "niebieskich" tam gdzie spada piłka zupełnie swobodnie hasa sobie Łukasz Matusiak - 2:2.
Rwać włosy z głowy można jednak było dopiero w poniedziałek. Mecz pod kontrolą, gra 11 na 10 i... czyżby brak sił?
- z Łęczną gol na 1:2 stracony w ostatnich sekundach meczu
To jednak tylko wierzchołek, te najbardziej spektakularne straty "niebieskich". Do wymienionych czterech goli należy dołożyć również 6 kolejnych, traconych w ciągu ostatniego kwadransa (1x Chrobry, 1x Stomil, 2x Chojnice, 1x Tychy, 1x Łęczna - mowa tylko o lidze). Takie wyliczenie jest już zatrważające - ekipa z Cichej w końcówkach meczów dała sobie wbić 10 z 15 w sumie straconych bramek!
Mecze z Górnikiem i Tychami to koronny argument na to, że co jak co - ale szczęście było ostatnio przy... "niebieskich". Ono po prostu nie wystarczyło! Owszem, przez większość obu spotkań Ruch przeważał, momentami nawet dominował, ale gole strzelał niezwykle fartownie. 1:0 z GKS-em - asystujący przy golu Macieja Urbańczyka Vilim Posinković sam był wcześniej na spalonym. 2:0 - arbiter uznał, że piłka po odbiciu od głowy Artura Balickiego, słupka i rękawicy Marka Igaza przekroczyła linię bramkową, choć... powtórki jeśli coś sugerowały, to błąd arbitra. Jedyne trafienie Ruchu w meczu z Górnikiem było zaś efektem cyrkowej interwencji Arkadiusza Kasperkiewicza, który wpakował piłkę do swojej bramki. Chorzowianie grali wtedy z przewagą jednego gracza po głupiej czerwonej kartce Łukasza Wiecha. Przyznacie - fura szczęścia!
A teraz przyjrzyjmy się golom traconym przez podopiecznych Juana Ramona Rochy na przestrzeni ostatnich dni. Znowu - GKS Tychy: nieudana pułapka ofsajdowa, a później strzał kompletnie pominiętego w kryciu Dawida Abramowicza i gol kontaktowy dla przyjezdnych. Po chwili rzut rożny i znowu - w "szesnastce" "niebieskich" tam gdzie spada piłka zupełnie swobodnie hasa sobie Łukasz Matusiak - 2:2.
Rwać włosy z głowy można jednak było dopiero w poniedziałek. Mecz pod kontrolą, gra 11 na 10 i... czyżby brak sił?
Polecane
I liga