"Ruch? Lubię na świeżym powietrzu i do kiosku Ruchu lubię chodzić"

26.04.2013
- Czy zagrałbym w Ruchu? Ja pierdzielę, co za pytanie. Otwartym autobusem bym tam pojechał. A poważnie, to nigdy w życiu. Ruch i Piast to dwa kluby, w których nigdy bym nie zagrał - mówi Jacek Wiśniewski.
W rozmowie z "Przeglądem Sportowym", Wiśniewski mówi o tym, czym są dla niego derby, o których mówi się, że trzeszczą w nich kości. - I raz stało się to na moich oczach. Grałem w meczu, w którym Piotruś Gierczak złamał nogę Marcinowi Molkowi. Szkoda mi było Molka, bo to fajny synek, jeden z nielicznych chorzowskich, którego lubię, a ta kontuzja rozwaliła mu karierę. Miał jednak Marcin pecha, bo trafił na Piotrka, który twardy był i nigdy nie odpuszczał. Widok był wtedy nieciekawy, niektórzy odwracali głowę, ale ja nie poczułem żadnego dreszczu, zahartowany byłem. Jak na boisku kopali moich albo moi kopali, ja zawsze w to wchodziłem. Liczyła się walka - mówi "Wiśnia".

- Lubię ruch na świeżym powietrzu i do kiosku Ruchu lubię chodzić, bo fajne gazety można tam kupić - mówi były obrońca zabrzan, gdy schodzi na temat chorzowian. - Czy zagrałbym w Ruchu? Ja pierdzielę, co za pytanie. Otwartym autobusem bym tam pojechał. A poważnie, to nigdy w życiu. Ruch i Piast to dwa kluby, w których nigdy bym nie zagrał. Zresztą stamtąd bym nigdy propozycji nie dostał. Wiśniewski i Ruch - to się gryzie. Szczerze powiedziawszy, nie potrafię do dziś zrozumieć, jak Piotrek Lech i Molek, którzy byli w Ruchu, mogli przyjść potem do Górnika. Ja bym tego kibicom nie zrobił - podkreśla.

Wiśniewski nie wymieniłby się też koszulką z żadnym z graczy z Chorzowa. - Co to za pomysł? Nigdy mi nawet przez myśl nie przeszło, że mógłbym coś takiego zrobić. Ja to chciałbym mieć koszulkę Jerzego Gorgonia. Jak on był gwiazdą Górnika, na nocnik po drabinie wchodziłem, ale to był niesamowity gość.

A o czym rozmawiają kibice, gdy zbliżają się derby? Na pewno nie o "Niebieskich"... - Kibic Górnika o Ruchu nie rozmawia. Natomiast zdziwilibyście się, bo te rozmowy o piłce są bardzo poważne. Są też żarty i śmiechy, ale to normalne. Kibice to nie patologia, choć takie wrażenie można odnieść, słuchając czasami mediów. A propos zabawnych historyjek - pamiętam z derbów takie zdarzenie, jak ktoś w nocy przed meczem "erkę" na środku płyty boiska przy Roosevelta wypalił. 2:0 wtedy wygraliśmy. Darek Dźwigała strzelił wtedy Piotrowi Lechowi gola z połowy boiska - wspomina.
źródło: Przegląd Sportowy

Przeczytaj również