Ruch liże rany po piątej porażce. "To frajerstwo i nic więcej"
28.08.2017
Trudno nie odnieść przekonania, że 26-letni skrzydłowy w mocnych słowach powiedział dokładnie to, co po szalonej końcówce myśleli wszyscy w chorzowskiej szatni. "Niebiescy" zamiast mentalnego kopa po odrobieniu dwubramkowej straty, zostali brutalnie sprowadzeni do parteru przez Jakuba Bąka. - Nie wiem, czy kiedykolwiek zdarzyło mi się zagrać w takim meczu. Jesteśmy bardzo źli na siebie. W tych wszystkich okolicznościach ten punkt dałby bardzo dużo naszej drużynie - przyznawał Maciej Urbańczyk.
- Mieliśmy mało czasu, ale doprowadziliśmy do remisu, chociaż robiło się nerwowo. Strzeliłem bramkę, ale niestety nie zapewniło nam to zwycięstwa lub przynajmniej remisu. Musi minąć trochę czasu, aż to wszystko do nas dotrze. Niesamowity mecz… Nie wiem, co musimy jeszcze zrobić, żeby zacząć w końcu wygrywać. Ewidentnie brakuje nam szczęścia - wtórował kolegom 17-letni Artur Balicki.
Z tym ostatnim trudno się jednak zgodzić. Pięć porażek w sześciu meczach nie jest dziełem przypadku. A fortuna sprzyjała przecież chorzowianom choćby w Chojnicach, gdzie rywal nie wykorzystał dwóch "jedenastek". Nawet trener Warzycha przyznawał, że pierwsza część gry mogła się skończyć zdecydowanym prowadzeniem gospodarzy. - Zespół nie wszedł w ten mecz tak jak powinien, mieliśmy problemy w pierwszej połowie, a gospodarze mieli dużo bramkowych sytuacji. Bezbramkowy remis dawał nadzieję na lepsza drugą odsłonę w naszym wykonaniu - mówił opiekun "niebieskich". - Na sekundy przed zakończeniem doprowadziliśmy do remisu i wydawało się, że w końcu przywieziemy z wyjazdu chociaż punkt. Błąd indywidualny naszego zawodnika i bramka w ostatnich sekundach i... niestety, po dobrej drugiej połowie znowu wracamy do domów bez punktów - żałował Warzycha.
Trzeba przyznać, że na pomeczowej konferencji Warzycha starał się być już spokojniejszy niż w trakcie końcówki niedzielnego spotkania. Kamery klubowej telewizji Ruchu uchwyciły moment, jak wściekły "Gucio" ciska reklamowym banerem o murawę po decydującym trafieniu dla Chojniczanki. Nerwom trenera trudno się dziwić. Nie tylko ze względu na okoliczności ostatniej porażki. Przede wszystkim dlatego, że spośród 14 meczów o stawkę w roli trenera wygrał raptem jeden. Wyrozumiałość fanów z Cichej może się pomału kończyć...
- Mieliśmy mało czasu, ale doprowadziliśmy do remisu, chociaż robiło się nerwowo. Strzeliłem bramkę, ale niestety nie zapewniło nam to zwycięstwa lub przynajmniej remisu. Musi minąć trochę czasu, aż to wszystko do nas dotrze. Niesamowity mecz… Nie wiem, co musimy jeszcze zrobić, żeby zacząć w końcu wygrywać. Ewidentnie brakuje nam szczęścia - wtórował kolegom 17-letni Artur Balicki.
Z tym ostatnim trudno się jednak zgodzić. Pięć porażek w sześciu meczach nie jest dziełem przypadku. A fortuna sprzyjała przecież chorzowianom choćby w Chojnicach, gdzie rywal nie wykorzystał dwóch "jedenastek". Nawet trener Warzycha przyznawał, że pierwsza część gry mogła się skończyć zdecydowanym prowadzeniem gospodarzy. - Zespół nie wszedł w ten mecz tak jak powinien, mieliśmy problemy w pierwszej połowie, a gospodarze mieli dużo bramkowych sytuacji. Bezbramkowy remis dawał nadzieję na lepsza drugą odsłonę w naszym wykonaniu - mówił opiekun "niebieskich". - Na sekundy przed zakończeniem doprowadziliśmy do remisu i wydawało się, że w końcu przywieziemy z wyjazdu chociaż punkt. Błąd indywidualny naszego zawodnika i bramka w ostatnich sekundach i... niestety, po dobrej drugiej połowie znowu wracamy do domów bez punktów - żałował Warzycha.
Trzeba przyznać, że na pomeczowej konferencji Warzycha starał się być już spokojniejszy niż w trakcie końcówki niedzielnego spotkania. Kamery klubowej telewizji Ruchu uchwyciły moment, jak wściekły "Gucio" ciska reklamowym banerem o murawę po decydującym trafieniu dla Chojniczanki. Nerwom trenera trudno się dziwić. Nie tylko ze względu na okoliczności ostatniej porażki. Przede wszystkim dlatego, że spośród 14 meczów o stawkę w roli trenera wygrał raptem jeden. Wyrozumiałość fanów z Cichej może się pomału kończyć...
Polecane
I liga