Ruch - Górnik 3-0. "Niebiescy" przejęli panowanie na Górnym Śląsku!

18.03.2011
Niesamowity scenariusz! Śnieżyca w środku marca, awaria oświetlenia, druga przerwa w meczu, po której Ruch strzelił trzy bramki Górnikowi. A to równo 55 lat po pierwszym spotkaniu obu drużyn!
10 tysięcy ludzi przyszło na Cichą, mimo nieustannie padającego śniegu. Prognozy nie były optymistyczne, lecz nikt się nie spodziewał, że podgrzewana murawa będzie musiała być w trakcie każdej dłuższej przerwy w grze dodatkowo odśnieżana. - Ruch lepiej dostosował się do tych warunków. Kontrolował wydarzenia na boisku. Nie umieliśmy się mu przeciwstawić, choć po pierwszym kwadransie wydawało się, że to my będziemy dominować - wskazał trener gości, Adam Nawałka.

Kiedy 15. minuta upłynęła, na białej murawie rządziła już tylko drużyna ubrana w niebieskie koszulki. Chorzowianie byli bardziej zdeterminowani, o czym świadczyła choćby statystyka fauli. W dodatku lepiej konstruowali akcje. Bramkę powinni byli strzelić już przed przerwą, bo Maciej Jankowski wykorzystał nieporozumienie dwóch rywali i stanął oko w oko z Adamem Stachowiakiem. Kąt był jednak ostry i napastnik Ruchu chybił. Bramkarz zabrzan świetnie spisał się po zgraniu piłki Wojciecha Grzyba. Trudne chwile miał dopiero przed sobą...

Górnik odpowiedział tylko raz, ale za to od razu powinien był zdobyć gola. Robert Jeż idealnie podał do Grzegorza Bonina, a ten spudłował, choć nie był atakowany. Drugiej takiej szansy ekipa z Zabrza już nie miała. Pół tysiąca ich kibiców miało prawo się nudzić.

Sympatykom Ruchu nudno ani zimno nie było. Atmosfera przy Cichej była bowiem gorąca. - Fantastycznie się grało w takim klimacie! - przyznał Marek Zieńczuk, na którym doping i oprawa meczowa wywarły spore wrażenie. Szczególnie efektownie było, kiedy na samym początku drugiej połowy... zgasły jupitery. Sędzia zaprosił obie drużyny do szatni.

- Rozegraliśmy trzy tercje na lodzie - śmiał się Wojciech Grzyb. Warunki zbliżone do meczu hokejowego nie były na rękę Stachowiakowi. Bramkarz Górnika wypluł przed siebie niegroźny strzał Arkadiusza Piecha. Z dobitką pospieszył Zieńczuk. - Odezwał się we mnie instynkt snajpera - cieszył się "Zieniu", dla którego była to pierwsza bramka w barwach Ruchu.

- Przypadkowa bramka, słabe warunki, słaby mecz. I to w wykonaniu obu drużyn. Ogólnie antyfutbol – ocenił wściekły Grzegorz Bonin. Razem z kolegami jeszcze nie zdążył przełknąć straty pierwszego gola, a goście przegrywali już 0-3. Piech wykończył prostopadłe podanie Grzyba, zaś genialnym uderzeniem z dystansu popisał się Marcin Malinowski. Pomocnik Ruchu trafia do siatki z rzadka, ale jak już to zrobi... - Stadiony świata! Ten pająk, który wisiał na tej poprzeczce i tkał sieć, wisiał długo, ale już go nie ma - śmiał się "Grzybek". I dodał, że tej nocy imprezy w domach chorzowskich kibiców prędko się nie skończą. Z chorzowskiej szatni głośne śpiewy dobiegały jeszcze 40 minut po końcowym gwizdku.

- A my razem wygrywamy i razem przegrywamy - westchnął Adam Nawałka.

Było to 25. zwycięstwo Ruchu w historii konfrontacji z Górnikiem. Co ciekawe, równo 55 lat po pierwszej ligowej potyczce obu zespołów!
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również