Rozmawiamy z kapitanami naszych klubów. Banaś musi czasami być ostry

10.09.2011
Adam Banaś trafił do Górnika Zabrze zimą 2009 roku. Od razu został zastępcą ówczesnego kapitana, Sebastiana Nowaka. Kilka miesięcy później na stałe przejął rolę po bramkarzu. I jeszcze jej nie oddał.
Bycie kapitanem takiego zespołu jak Górnik to chyba powód do dumy?
- Od początku, gdy zostałem wybrany kapitanem, powtarzałem, że jest to wielkie wyróżnienie i ogromny zaszczyt. Tym bardziej, że jest to Górnik, czyli 14-krotny mistrz Polski. Nic więcej nie trzeba dodawać.

Kto wybiera kapitana w Górniku?
- Każda drużyna ma swoje sposoby, u nas wybiera trener Adam Nawałka. Sam zdecydował, że ja będę kapitanem. Tym bardziej trzeba pokazać, że zasługuję na to, bo przecież mógł zostać wybrany ktoś inny. Mam nadzieję, że chłopaki podzielają jego zdanie. Jak na razie żadnych podtekstów w stylu, że się nie nadaję, nie słyszałem i jestem z tego zadowolony. Opaska kapitana to też pewne obowiązki. Mam nadzieję, że do dziś wywiązuję się z nich dobrze.

W szatni trzeba czasami krzyknąć na drużynę?
- Na pewno tak. Czasami trzeba sobie powiedzieć kilka gorzkich słów, żeby "zatrybiło" i na boisku wszystko funkcjonowało jak należy. Bo z tego przecież jesteśmy rozliczani. Ostre słowa są, ale tylko w czasie meczu. Po nim jesteśmy dalej kolektywem i dobrymi kumplami.

Po niektórych meczach trzeba wyjść i wytłumaczyć się ze słabszego meczu.

- Zdarza się, że kapitan musi czasami przyjąć porażkę na siebie, ale taka jest jego rola. Ja tej funkcji się nie obawiałem. Są ciężkie chwile, ale są i dobre. Taka jest piłka i to jest w tym wszystkim piękne.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również