ROW-u zjazd po równi pochyłej

09.12.2015
7 czerwca tego roku. ROW przegrywa na własnym boisku ze zdegradowaną już do trzeciej ligi Limanovią i marzenia o powrocie na zaplecze Ekstraklasy pryskają niczym bańka mydlana. Pół roku później rybnicki team walczy o utrzymanie wśród drugoligowców. A być może wystarczyło jedynie nie przegrać tego, ostatniego w poprzednim sezonie, spotkania...
Rafał Rusek/pressfocus.pl
Nagłówek mówi wiele w kontekście aktualnej sytuacji futbolu w Rybniku, tak naprawdę jednak początek tego „złego” miał miejsce kilka miesięcy wcześniej. Już w trakcie zimowej przerwy w rozgrywkach, blisko rok temu, działacze Energetyka ROW-u dowiedzieli się bowiem, że zarządzany przez nich klub nie dostanie z magistratu takiego wsparcia finansowego na jakie liczyli i jakie otrzymali w roku poprzednim.

Zarząd zareagował natychmiast, ograniczając między innymi ilość zgrupowań, które zaplanowano dla pierwszego zespołu. W kuluarach mówiło się jednak, iż w tle zmian w zakresie finansowania rybnickiego sportu jest niedawna zmiana we władzach miasta. Czy tak jest rzeczywiście nie nam to oceniać, fakt faktem że ROW rzeczywiście otrzymał ostatecznie sporo mniejszy zastrzyk finansowy z pieniędzy publicznych. Wówczas się jednak jeszcze nie poddał.

Przy Gliwickiej postanowiono walczyć dalej, pomimo przeciwności losu. Zatrudniono nowy sztab szkoleniowy, nie zdecydowano się także na wycofanie drużyny z rozgrywek drugiej ligi, choć taka opcja była w pewnym momencie rozważana. Zespół zaczął sezon od napawającej optymizmem wygranej w Pucharze Polski, później jednak „im dalej w las, było już tylko coraz ciemniej”.

Kolejne rezultaty w lidze spychały rybniczan w dół tabeli, widmo zmiany trenera zawisło, jak to zwykle bywa w takich przypadkach, nad ROW-em, ostatecznie jednak to nie Dietmar Brehmer odszedł z klubu. Najpierw swe stanowisko zwolnił bowiem wieloletni prezes, Grzegorz Janik, który czyniąc to zasugerował, iż może właśnie po jego odejściu nowemu zarządowi będzie się nieco łatwiej dogadać w kwestiach finansowych z władzami Rybnika. W tle znów pojawiły się w tym momencie polityczne układy i układziki.

W drużynie zmieniono więc zarząd, nowym prezesem został kolejny człowiek od lat związany z ROW-em – Henryk Frystacki i całkiem niedawno przystąpiono do trójstronnego dialogu z przedstawicielami Urzędu Miasta oraz kibiców. Szkoda, że w tym samym czasie z pracy w klubie zrezygnowała dotychczasowa rzeczniczka Magdalena Figura, w wyniku czego na dzień dzisiejszy team z Gliwickiej pozostaje bez jakiegokolwiek pracownika, którego główne obowiązki to kontakt z mediami.

Nierozwiązanych problemów jest oczywiście o wiele więcej. Dobrze, że jest chociaż nikłe „światełko w tunelu”, dające teraz nadzieję na przyszłość. Jak w takiej sytuacji mieli grać piłkarze pierwszego zespołu? Jest w pełni zrozumiałe, że bez rewelacji. Sukcesem jest to, że w ogóle udało się zakończyć rundę na miejscu bezpiecznym, trzynastym, choć przewaga nad pierwszą z ekip ze strefy spadkowej wynosi zaledwie jeden punkt.

Oby na wiosnę nie okazało się, że ta trzynasta lokata przyniosła ROW-owi pecha i zespół z hukiem zleci na „trzeci front”. Byłby to wynik na pewno dużo poniżej możliwości rybniczan, którzy w porównaniu do sezonu 2014/15, kiedy walczyli o miejsce na pudle rozgrywek, stracili praktycznie tylko dwóch graczy z podstawowej jedenastki (Sebastian Musiolik odszedł do gliwickiego Piasta, Szymon Sobczak do MKS Kluczbork).

A miało być tak pięknie – plany awansu do 1 ligi, powrót do tradycji, w postaci zmiany nazwy na ROW 1964, modyfikacja herbu zespołu, nowa klubowa maskotka – to wszystko wydarzenia z tego roku, gdy zespół mógł w końcu trafić na piłkarskie salony. Oby w wyniku decyzji władz miasta nie trafił teraz na jakieś futbolowe peryferia...
źródło: SportSlaski.pl
autor: Miłosz Karski

Przeczytaj również