ROW 1964 - Raków 3:1. Przekonująca wygrana

11.05.2016
Fatalna passa Rakowa trwa. Dzisiaj wyżej notowani częstochowianie nie sprostali rybnickiemu ROW-owi i definitywnie żegnają się już chyba z myślami o pierwszej lidze. A zielono-czarni? Są tuż, tuż, niemalże „witają się z gąską” i prawie pieczętują swoje utrzymanie na drugim froncie. 
ROW 1964 Rybnik
Wydarzenie

Między 25, a 30 minutą ROW z impetem natarł na broniących się zawodników gości. Strzały Płonki oraz Grolika wybronił jeszcze Kos, ale po rzucie karnym podyktowanym za faul na Gładkowskim, bramkarz Rakowa nie miał już nic do powiedzenia. Jedenastkę co prawda nieskutecznie wykonał Mariusz Muszalik, na szczęście dla gospodarzy przy dobitce bezbłędny był Paweł Mandrysz.

Bohater

Damian Warchoł – młody pomocnik Rakowa dwoił się dzisiaj i troił by dać swojemu zespołowi wygraną. Zabrakło mu nieco skuteczności, którą imponował chociażby w jesiennym meczu z Nadwiślanem, gdy pięciokrotnie trafił do siatki rywali. Dziś nie trafił, ale pomimo porażki warto go docenić za występ w Rybniku.

Rozczarowanie

Zaledwie kilkadziesiąt sekund zespół Dietmara Brehmera cieszył się z prowadzenia w tym meczu. Wyrównującego gola zdobył dla Rakowa kapitan częstochowian Błażej Radler.

Co ciekawego?

- Pomimo niedawnej porażki z GKS-em Tychy aż 1:8 częstochowianie nadal pozostają najskuteczniejszą ekipą całej drugiej ligi. Choć smak zwycięstwa poznali ostatnio już dość dawno temu – 26 marca.

- Naprzeciwko siebie stanęły dzisiaj dwa zespoły, które przed rokiem na samym finiszu zmagań przegrały walkę o awans na zaplecze Ekstraklasy. Dziś ich sytuacja jest zgoła odmienna. Raków zakończy raczej sezon w środku tabeli, ROW natomiast wciąż drży o utrzymanie na „drugim froncie”.

- Goście zagrali w Rybniku bez pauzującego za kartkę Adriana Klepczyńskiego. Ich rywale zaczęli natomiast ten mecz pozbawieni duetu stoperów Broniewicz – Jary.

- Intensywny początek spotkania przy Gliwickiej: najpierw defensorzy ROW-u blokują próbę Warchoła, chwilę później Muszalik uderza nad poprzeczką. Dodatkowo w 7 minucie Kajzer z trudnością sparował strzał Rogali na rzut rożny.

- 16 minuta i Mateusz Kos jest w wielkich opałach, wychodzi jednak z nich obronna ręką, broniąc uderzenie z około 17 metrów. W rewanżu Warchoł znalazł się w sytuacji sam na sam z Kajzerem i w tym przypadku lepszy był jednak bramkarz. Tym razem gospodarzy.

- W 35 minucie groźny strzał Kamińskiego wybronił rybnicki golkiper.

- Tuż po przerwie niezwykle aktywny Warchoł ponownie chciał wpisać się na listę strzelców. I ponownie piłka wylądowała w rękawicach Daniela Kajzera. ROW odpowiedział niemal natychmiast, akcją skrzydłem Gojnego, którą zakończył strzałem „na wślizgu” Sebastian Siwek.

- Decydujący o ponownym prowadzeniu zespołu trenera Brehmera gol padł w 64 minucie. Zdobywcą bramki wspomniany wyżej Siwek, który wykorzystał doskonałe, prostopadłe podanie Mandrysza.

- W 71 minucie syn trenera Termaliki jeszcze raz dał o sobie znać i przymierzył wprost w... poprzeczkę. Minutę później jeszcze raz poprzeczka pomogła Mateuszowi Kosowi, który przy dobitce Marka Gładkowskiego był już jednakże bez szans.


ROW 1964 - Raków 3:1 (1:1)

1-0 – Mandrysz, 31 min.
1-1 – Radler, 32 min.
2-1 – Siwek, 64 min.
3-1 – Gładkowski, 72 min.

ROW: Kajzer – Krotofil, Janik, Grolik, Gojny – Mandrysz (84. Musiolik), Płonka, Muszalik, Slisz (90+4. Spratek), Siwek (90+3. Dzierbicki) – Gładkowski (86. Nowak).

Raków: Kos – Kamiński, Mesjasz, Radler, Rogala – Warchoł (71. Carlinhos), Bissi (78. Mizgała), Góra, Figiel (90. Piątek), Malinowski (66. Sabiłło) – Okińczyc.

Żółte kartki: Janik – Rogala, Warchoł, Figiel, Góra

Sędziował: Konrad Aluszyk (Gorzów Wlkp.)
źródło: SportSlaski.pl
autor: Miłosz Karski

Przeczytaj również