Roman Gergel: "Od dłuższego czasu nie patrzę w tabelę"

18.04.2016
Po raz trzynasty w sezonie w niedzielny wieczór z placu gry na tarczy schodzili piłkarze Górnika Zabrze. Chociaż po 120 dniach niemocy strzeleckiej przełamał się w końcu Roman Gergel, który zdobył swoją dziesiątą bramkę w rozgrywkach, kibice 14-krotnych Mistrzów Polski po końcowym gwizdku sędziego stadion przy Reymonta opuszczali w minorowych nastrojach. Strata zabrzan do bezpiecznego miejsca wynosi pięć oczek.
Łukasz Sobala/PressFocus
W dziwnych okolicznościach swoje trafienie w starciu z Wisłą zaliczył słowacki zawodnik zabrzan. W rozmowie z naszym portalem nie ukrywał, że w dużym stopniu przyczynili się do tego rywale. - Swojego gola strzeliłem po wyraźnym błędzie Wisły. Wykorzystałem swoją szansę, ale niestety nic nam ta bramka nie dała. Po raz kolejny zaliczyliśmy przegrany mecz. Mieliśmy w drugiej połowie sytuacje, po których mogliśmy strzelić gola na 2:2. Swoją szansę miał Armin Cerimagić, ale trafił w poprzeczkę. Gdy wydawało się, że kwestią czasu pozostaje, gdy zdobędziemy bramkę na 2:2, to rywal wykorzystał swoją szansę i strzelił trzeciego gola. Później było już mało czasu, aby cokolwiek zrobić i odrobić straty - mówił w rozmowie z naszym portalem Gergel, który był wyraźnie przygnębiony.

- Pierwsza połowa spotkania z Wisłą nie wyglądała tak, jakbyśmy wszyscy tego chcieli. Po zmianie stron było nieco lepiej. Przede wszystkim stwarzaliśmy sobie sytuacje. Pomogła nam w tym zmiana ustawienia, gdy przeszliśmy na trzech obrońców, pięciu pomocników i dwóch napastników. Jednak kolejny raz w tym sezonie szybko strzelony gol przez przeciwników sprawił, że musieliśmy praktycznie od pierwszych fragmentów gry gonić wyniki - dodal 28-latek.

Być może wpływ na słabą postawę w tym roku miał hiszpański klimat podczas zimowego zgrupowania. Dodajmy, że w tym samym kraju do rundy wiosennej przygotowywały się Cracovia i Piast Gliwice. Wszystkie te ekipy mają obecnie mniejszą lub większą obniżkę formy. - Trudno powiedzieć, czy główną winą naszej gry jest cały obóz w Hiszpanii. W gruncie rzeczy to już dawno za nami. Gdy jesteśmy na boisku, nie myślimy już o tym, co było. Nasza gra wygląda źle i to jest faktem. Każdy z nas musi zacząć analizę spotkania przede wszystkim od swoich błędów. Mam na myśli nie tylko siebie, ale każdego w zespole - stwierdził Gergel.

W drugiej części gry z Wisłą zabrzanie przeszli na grę z trójką defensorów. W pewnym sensie przypomniały się czasy, gdy opiekunem Górników był Robert Warzycha, pod którego batutą gra ekipy ze Śląska mogła się podobać. - Za trenera Warzychy graliśmy naprawdę fajną piłkę. W ustawieniu, które preferował ten szkoleniowiec, wyglądaliśmy dobrze. Obecnie musimy szukać powodów naszej słabszej dyspozycji. Nie jesteśmy młodą drużyną, ale za to doświadczoną, zatem musimy dawać sobie radę - rzekł były zawodnik FK DAC 1904 Dunajská Streda.


Górnik wciąż jest czerwona latarnią rozgrywek polskiej ekstraklasy a po podziale punktów ma na koncie 13. W trwającej kampanii zabrzanie wygrali tylko... cztery mecze. Taki stan rzeczy sprawił, że niewielu zawodników ekipy z siedzibą przy ulicy Roosevelta chce zaglądać w tabelę. W gronie tym jest najskuteczniejszy strzelec zabrzan. - Nie patrzę na tabelę już od dłuższego czasu, bo wiem doskonale, jak ona wygląda. Wszyscy chcemy, aby atmosfera w zespole uległa poprawie, ale przegranym spotkaniami tego nie zrobimy. W środę przed nami kolejna bitwa, którą musimy wygrać. Tylko, to się liczy, inne rozstrzygnięcie nic nam nie da i wszyscy o tym wiemy - zakończył Słowak.

W najbliższą środę rywalem Górników będzie Podbeskidzie Bielsko-Biała, które ostatnio uległo na swoim stadionie Termalicz-Bruk-Bet Nieciecza. Przypomnijmy, że w tym sezonie Górnik dwukrotnie mierzył się z Góralami. Na swoim obiekcie uległ bielszczanom 0:2. Natomiast pod Klimczokiem bezbramkowo zremisował. W roli gospodarzy zabrzanie po raz ostatni wygrali z bielszczanami w lidze w listopadzie 2013 roku. Mecz zakończył się wynikiem 2:0 dla Górników, a trafienia dla ekipy dowodzonej wówczas przez Ryszarda Wieczorka zanotowali Mateusz Zachara i Bartosz Iwan.

autor: Łukasz Pawlik

Przeczytaj również