Rok NAJ Górnika Zabrze. Scenariusz jak z filmu!

24.12.2017
Do pierwszego meczu w tym roku Górnik Zabrze przystępował z dziewięciopunktową stratą do lidera Nice I ligi, a do ostatniego - mając szansę zostać liderem Lotto Ekstraklasy. Takie historie zdarzają się niezwykle rzadko!
Rafał Rusek/Press Focus
2017 rok w wykonaniu Górnika Zabrze to wręcz filmowy scenariusz. W styczniu mało kto wierzył, że "Trójkolorowi" nawiążą jeszcze walkę o awans do Lotto Ekstraklasy, w dodatku na początku piłkarskiej wiosny grali w kratkę. Zaczęli od derbowej wygranej z GKS-em Tychy, by w następnej kolejce przegrać z Pogonią Siedlce. Następnie ograli czołową drużynę Sandecję Nowy Sącz, by później ośmieszyć się w Kluczborku i przegrać w żenującym stylu z ostatnią ekipą w tabeli. Tydzień później podopieczni trenera Marcina Brosza zrehabilitowali się i ograli mocną Olimpię Grudziądz, ale kilka dni później zagrali najsłabszy mecz na własnym stadionie w tamtym sezonie i przegrali z Zagłębiem Sosnowiec. Był to ważny moment, bo właśnie po tym spotkaniu odsunięci od drużyny zostali Adam Danch, Rafał Kosznik i Dawid Plizga.

Był to niemały wstrząs, po którym co prawda przyszła wygrana w Bytowie, ale w następnych dwóch spotkaniach Górnik znów rozczarował - zremisował u siebie z Wigrami Suwałki oraz przegrał z Chrobrym Głogów. "Już chyba nikt nie wspomni o awansie" - napisaliśmy po tym meczu. Praktycznie wszyscy wykreślili zabrzan z listy drużyn walczących o pierwsze dwa miejsca, bo na sześć meczów przed końcem rozgrywek Górnik tracił do pierwszej Sandecji 11 punktów, a do drugiego Zagłębia siedem. Oprócz tej dwójki, przed 14-krotnym mistrzem Polski było jeszcze sześć innych ekip. Procentowe wyliczenia szans na awans  były prawie zerowe. Sport jednak ma to do siebie, że potrafi pisać niesamowite scenariusze - i w Zabrzu właśnie taki napisali.

W awans przestali wierzyć nawet niektórzy kibice - na mecz z Chojniczanką Chojnice przyszło zaledwie 5985 osób. I ci, którzy odpuścili, mieli czego żałować, bo Górnik efektownie rozpoczął coś, co wydawało się nierealne - marsz do elity. 6:1 to najwyższe zwycięstwo drużyny z Zabrza w tym roku i początek zwycięskiej serii, która... zakończyła się dopiero w Lotto Ekstraklasie. W sześciu meczach "Trójkolorowi" zdobyli 18 punktów, strzelili 18 bramek, a stracili tylko 4. "Rzutem na taśmę", na kolejkę przed końcem, po raz pierwszy w sezonie wskoczyli na miejsce premiujące awansem, które utrzymali w Puławach, gdzie świętowali powrót do elity.

Tak, jak po meczu w Głogowie mało kto wierzył w awans, tak po awansie nikt nie spodziewał się, że Górnik będzie rozdawał karty w Lotto Ekstraklasie - a w wielu spotkaniach śląska drużyna pozytywnie zaskakiwała, bo zabrzanie przez większą część jesieni grali tak efektownie, jak w ostatnich sześciu pojedynkach poprzednich rozgrywek. Beniaminek był chwalony przez wszystkich, a trener Marcin Brosz i najlepszy strzelec Igor Angulo zbierali nagrody od Ekstraklasy SA. Przy Roosevelta na "dzień dobry" poległa Legia Warszawa, a później w Zabrzu przegrywały także inne zespoły, które były na podium w poprzednich rozgrywkach - Jagiellonia Białystok i Lech Poznań.

W pamięci zapadły nie tylko efektowne mecze, w których padało dużo bramek, ale też skład. Trener Brosz praktycznie nie mieszał w składzie, jeśli nie musiał. Nawet w późniejszych fazach Pucharu Polski szkoleniowiec nie dawał odpocząć podstawowej "11". Wielu zapowiadało, że zaraz zaczną się porażki, że takiej formy nie da się utrzymać do końca tegorocznego grania. Udało się prawie do samego końca. Podkreślić należy też fakt, że ekipa z Roosevelta to najmłodszy zespół w lidze, który pewnie zmierza po wygranie klasyfikacji Pro Junior System.

Dobra gra zaowocowała powołaniami do reprezentacji. Na młodzieżówkę jeździli Maciej Ambrosiewicz, Tomasz Loska, Mateusz Wieteska i Szymon Żurkowski, a do seniorskiej kadry trafili Damian Kądzior i Rafał Kurzawa. W ostatnim meczu tego roku Górnik miał świetną okazję, by wskoczyć na pierwsze miejsce, ale został rozbity przez Cracovię i ostatecznie znaleźli się na i tak bardzo dobrym, trzecim miejscu. Nawet mimo porażki 0:4, zabrzanie w liczbach wyglądają świetnie i praktycznie w każdej statystyce zanotowali najlepsze wyniki w ostatnich latach.

Górnik strzelił w 2017 roku aż 67 bramek, z czego 32 były autorstwa najskuteczniejszego zawodnika zabrzan w XXI wieku, Angulo, który był najlepszym strzelcem Nice I ligi poprzedniego sezonu. Zabrzanie mają nie tylko najlepszą strzelbę ligową, ale też najlepszego asystenta - Kurzawę. Najdalej od wielu lat (dokładnie od sezonu 2000/01) 14-krotny mistrz Polski dotarł w Pucharze Polski - wiosną powalczy z Legią o awans do majowego finału. Do serii "naj"  trzeba też dodać kibiców, których na Arenie Zabrze było łącznie 368 037 w 21 meczach, we wszystkich rozgrywkach. Tylko trzy razy fanów było mniej niż 10 tysięcy, z kolei aż jedenastokrotnie "Trójkolorowych" oglądało ponad 20 tysięcy ludzi. Najwyższa średnia frekwencja Lotto Ekstraklasy. Skoro jest tak dobrze, to może najwyższa pora zacząć nawiązać do sukcesów sprzed lat? Najwięcej pracy teraz przed zarządem, który musi postarać się, aby przed wiosną nie doszło do wyprzedaży...

Liczby Górnika Zabrze w 2017 roku

368 037 widzów na wszystkich meczach domowych (średnio 17 526)
130 bramek we wszystkich meczach (81 strzelonych, 49 straconych)
67 zdobytych punktów (1,86 pkt na mecz)
20 ligowych zwycięstw (na 36 meczów)
10 zwycięstw przynajmniej dwoma bramkami
5 zwycięstw w Pucharze Polski (na 5 meczów, 1 po dogrywce)
2 kadrowiczów w seniorskiej reprezentacji
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również