Rodzina Mandryszów - świat wokół futbolu
25.01.2013
Zresztą sama małżonka trenera GKS-u Tychy była związana ze sportem. Jej wujek Jerzy Gryt zdobył sześć medali drużynowych mistrzostw Polski na żużlu, a w 1971 roku był indywidualnym mistrzem kraju. - Z powodu wujka od dziecka kibicowałam żużlowcom. Piotra poznałam w biurze radcy prawnego na kopalni "Rymer". Przyszedł do kuzyna, który jest adwokatem, a ja pracowałam jako inspektor organizacyjno-prawny. Pierwsze wrażenie? Piotr mi się... nie podobał. Naszą pierwszą randką był bal lekarzy podczas zabawy karnawałowej. Zaręczyliśmy się po sześciu miesiącach znajomości - mówi Ilona Mandrysz.
Sama chodziła kiedyś często na mecze męża i synów. - Kiedyś byłam niemal na wszystkich. Dziś tylko sporadycznie. Za bardzo się denerwuję. Zwłaszcza gdy słyszę "proroków", którzy najlepiej znają się na piłce i wszystkich obrażają. Tak samo żonę i matkę. Za to w okresie narzeczeństwa przydarzyła mi się zabawna historia. Spóźniłam się na mecz, siadam na trybunach i nie widzę Piotra. W jego drużynie znałam tylko bramkarza, a swojego narzeczonego odnalazłam w... przeciwnym zespole. Tymczasem okazało się, że Piotr doznał kontuzji barku, został odwieziony do szpitala i w ogóle nie było go na boisku - śmieje się żona trenera.
Starszy syn, Robert, wyprowadził się z domu już mając 15 lat, kiedy wyjechał do internatu w Zabrzu i został zawodnikiem Gwarka. - Nie byłam zadowolona z jego przeprowadzki. Pojechałam z Piotrem do internatu i zobaczyłam, jak bardzo warunki różniły się od domowych - wspomina. - Spodziewałem się, że każe mi wyremontować ten pokój - dodaje ojciec. - Też trudno mi było się pogodzić z wyjazdem syna, ale zaakceptowałem jego wybór. Razem z nim mieszkali w internacie Paweł Olkowski, Remigiusz Malicki i Paweł Wieczorek, syn trenera ROW-u Rybnik. Nigdy nie było problemów wychowawczych - twierdzi szkoleniowiec tyszan.
W rodzinie Mandryszów jest jeszcze najmłodszy syn Paweł, który ma 15 lat i też planuje zostać piłkarzem. Póki co chodzi do gimnazjum, którego dyrektorem jest... Grzegorz Janik, prezes Energetyka ROW Rybnik. - Gram ze starszymi o rok kolegami. Głównie jako napastnik, bo uwielbiam strzelać bramki. Tata stara się chodzić na wszystkie mecze i udziela cennych wskazówek. Staram się słuchać, choć niektóre są krytyczne. Porównań do ojca jeszcze nie słyszę, choć pewnie się pojawią, bo też chcę być profesjonalnym piłkarzem. Chciałbym osiągnąć więcej niż Robert i tata. Cel ambitny, ale wierzę, że realny - kończy rozmowę z dziennikiem "Sport".
Sama chodziła kiedyś często na mecze męża i synów. - Kiedyś byłam niemal na wszystkich. Dziś tylko sporadycznie. Za bardzo się denerwuję. Zwłaszcza gdy słyszę "proroków", którzy najlepiej znają się na piłce i wszystkich obrażają. Tak samo żonę i matkę. Za to w okresie narzeczeństwa przydarzyła mi się zabawna historia. Spóźniłam się na mecz, siadam na trybunach i nie widzę Piotra. W jego drużynie znałam tylko bramkarza, a swojego narzeczonego odnalazłam w... przeciwnym zespole. Tymczasem okazało się, że Piotr doznał kontuzji barku, został odwieziony do szpitala i w ogóle nie było go na boisku - śmieje się żona trenera.
Starszy syn, Robert, wyprowadził się z domu już mając 15 lat, kiedy wyjechał do internatu w Zabrzu i został zawodnikiem Gwarka. - Nie byłam zadowolona z jego przeprowadzki. Pojechałam z Piotrem do internatu i zobaczyłam, jak bardzo warunki różniły się od domowych - wspomina. - Spodziewałem się, że każe mi wyremontować ten pokój - dodaje ojciec. - Też trudno mi było się pogodzić z wyjazdem syna, ale zaakceptowałem jego wybór. Razem z nim mieszkali w internacie Paweł Olkowski, Remigiusz Malicki i Paweł Wieczorek, syn trenera ROW-u Rybnik. Nigdy nie było problemów wychowawczych - twierdzi szkoleniowiec tyszan.
W rodzinie Mandryszów jest jeszcze najmłodszy syn Paweł, który ma 15 lat i też planuje zostać piłkarzem. Póki co chodzi do gimnazjum, którego dyrektorem jest... Grzegorz Janik, prezes Energetyka ROW Rybnik. - Gram ze starszymi o rok kolegami. Głównie jako napastnik, bo uwielbiam strzelać bramki. Tata stara się chodzić na wszystkie mecze i udziela cennych wskazówek. Staram się słuchać, choć niektóre są krytyczne. Porównań do ojca jeszcze nie słyszę, choć pewnie się pojawią, bo też chcę być profesjonalnym piłkarzem. Chciałbym osiągnąć więcej niż Robert i tata. Cel ambitny, ale wierzę, że realny - kończy rozmowę z dziennikiem "Sport".
Polecane
I liga