Robili co mogli. Ruch wciąż sporo na minusie
28.07.2017
W Chorzowie bardzo ostrożnie podchodzili do ligowej inauguracji. Asekurował się nawet trener Krzysztof Warzycha podkreślając tu i ówdzie, że trzy kolejki grania w składzie pozbawionym wzmocnień trzeba będzie przetrwać. Wiadomo było, że o ile "niebiescy" jak na I-ligowe standardy mają kim pograć do przodu, to poskładanie defensywy na mecz ze Stalą będzie prawdziwym wyzwaniem.
W pierwszej połowie Ruch wyglądał zaskakująco dobrze. Starał się grać mądrze, zespołowo, daleko od własnej bramki. Owszem - indywidualnie mylili się choćby Gracjan Komarnicki (po jego podaniu na kontrę skończyło się tylko rzutem wolnym dla Stali), czy Adam Pazio, który jak dziecko dał się ograć Waldemarowi Gancarczykowi, ale cała drużyna tuszowała zaangażowaniem i ambicją indywidualne braki. A z przodu? Dobrze wypadł wracający do Mielca Bartosz Nowak, który zresztą jako pierwszy postraszył stojącego w bramce gospodarzy Radosława Majeckiego. Stuprocentową okazję mógł mieć Miłosz Przybecki, ale zabrakło chłodnej głowy i kalkulacji w szesnastce rywala. Wreszcie kapitalnym strzałem popisał się Maciej Urbańczyk, po którym efektowną paradą ratował się golkiper Stali. To pod jego bramką działo się zdecydowanie więcej, niż po przeciwległej stronie boiska, gdzie Libor Hrdlicka i jego koledzy z zespołu systematycznie "kasowali" akcje przeciwnika.
10 sekund po przerwie chorzowianie dali sobie wbić gola w najprostszy z możliwych sposobów. Długa piłka zagrana ze środka pola przez Krzysztofa Kiercza, zgranie głową Dejana Dermanovicia do Łukasza Wrońskiego, który przepchnął Miłosza Trojaka, a później zmieścił piłkę tuż przy słupku niemającego szans na interwencję Hrdlicki.
Trudno powiedzieć, czy to stracony gol, czy po prostu postawa Stali po przerwie odebrały pewność ekipie z Chorzowa, fakt jest jednak taki, że "niebiescy" - znowu zespołowo - niemal zniknęli z boiska. To ułatwiało sprawę gospodarzom. Groźnie strzelał Edgar Bernahrdt, po chwili minimalnie pomylił się Dejan Dermanović, w końcu po wątpliwym faulu Miłosza Trojaka na Waldemarze Gancarczyku sędzia Łukasz Szczech dał mielczanom "jedenastkę". Rzut karny fatalnie egzekwował Krystian Getinger, którego wyczuł Hrdlicka utrzymując kolegów "przy życiu". Gospodarze nie zwalniali, i już po chwili popsuli kolejną szansę na 2:0 - Djermanović mając przed sobą tylko Hrdlickę nie opanował piłki zagranej przez Mateusza Cholewiaka, w efekcie nie zdołał oddać nawet strzału.
Stal dominowała przez dobre 20 minut, po czym do głosu znowu doszli chorzowianie. I mieli okazje na wyrównanie. Tą najlepszą zmarnował zaledwie 17-letni Artur Balicki, który kilka sekund po wejściu na boisko dostał piłkę od Miłosza Przybeckiego. Debiutujący w dorosłej piłce napastnik z kilku metrów uderzył nerwowo, pozwalając na skuteczną interwencję Majeckiemu. Kilka minut później role się odwróciły - znakomitą akcję z lewej strony pola karnego rywali przeprowadził Balicki, ale w piłkę nie zdołał trafić Przybecki. Chorzowianie do końca próbowali wywalczyć choćby punkt, ale nie potrafili w sobotę skończyć swoich akcji.
W pierwszej połowie Ruch wyglądał zaskakująco dobrze. Starał się grać mądrze, zespołowo, daleko od własnej bramki. Owszem - indywidualnie mylili się choćby Gracjan Komarnicki (po jego podaniu na kontrę skończyło się tylko rzutem wolnym dla Stali), czy Adam Pazio, który jak dziecko dał się ograć Waldemarowi Gancarczykowi, ale cała drużyna tuszowała zaangażowaniem i ambicją indywidualne braki. A z przodu? Dobrze wypadł wracający do Mielca Bartosz Nowak, który zresztą jako pierwszy postraszył stojącego w bramce gospodarzy Radosława Majeckiego. Stuprocentową okazję mógł mieć Miłosz Przybecki, ale zabrakło chłodnej głowy i kalkulacji w szesnastce rywala. Wreszcie kapitalnym strzałem popisał się Maciej Urbańczyk, po którym efektowną paradą ratował się golkiper Stali. To pod jego bramką działo się zdecydowanie więcej, niż po przeciwległej stronie boiska, gdzie Libor Hrdlicka i jego koledzy z zespołu systematycznie "kasowali" akcje przeciwnika.
10 sekund po przerwie chorzowianie dali sobie wbić gola w najprostszy z możliwych sposobów. Długa piłka zagrana ze środka pola przez Krzysztofa Kiercza, zgranie głową Dejana Dermanovicia do Łukasza Wrońskiego, który przepchnął Miłosza Trojaka, a później zmieścił piłkę tuż przy słupku niemającego szans na interwencję Hrdlicki.
Trudno powiedzieć, czy to stracony gol, czy po prostu postawa Stali po przerwie odebrały pewność ekipie z Chorzowa, fakt jest jednak taki, że "niebiescy" - znowu zespołowo - niemal zniknęli z boiska. To ułatwiało sprawę gospodarzom. Groźnie strzelał Edgar Bernahrdt, po chwili minimalnie pomylił się Dejan Dermanović, w końcu po wątpliwym faulu Miłosza Trojaka na Waldemarze Gancarczyku sędzia Łukasz Szczech dał mielczanom "jedenastkę". Rzut karny fatalnie egzekwował Krystian Getinger, którego wyczuł Hrdlicka utrzymując kolegów "przy życiu". Gospodarze nie zwalniali, i już po chwili popsuli kolejną szansę na 2:0 - Djermanović mając przed sobą tylko Hrdlickę nie opanował piłki zagranej przez Mateusza Cholewiaka, w efekcie nie zdołał oddać nawet strzału.
Stal dominowała przez dobre 20 minut, po czym do głosu znowu doszli chorzowianie. I mieli okazje na wyrównanie. Tą najlepszą zmarnował zaledwie 17-letni Artur Balicki, który kilka sekund po wejściu na boisko dostał piłkę od Miłosza Przybeckiego. Debiutujący w dorosłej piłce napastnik z kilku metrów uderzył nerwowo, pozwalając na skuteczną interwencję Majeckiemu. Kilka minut później role się odwróciły - znakomitą akcję z lewej strony pola karnego rywali przeprowadził Balicki, ale w piłkę nie zdołał trafić Przybecki. Chorzowianie do końca próbowali wywalczyć choćby punkt, ale nie potrafili w sobotę skończyć swoich akcji.
Ruch, choć to przecież spadkowicz z Ekstraklasy, płaci "frycowe" na zapleczu elity. Dzieciaki Warzychy wyraźnie uczą się ligi, problem w tym, że nie ma na to czasu. Chorzowianie z pięcioma punktami na minusie jeszcze co najmniej dwa tygodnie będą zamykać ligową tabelę. Jeśli na starcie nie chcą zakopać się na dnie, uczyć muszą się naprawdę szybko.
Stal Mielec - Ruch Chorzów 1:0 (0:0)
1:0 - Wroński 46'
Stal: Majecki - Sadzawicki, Kiercz, Granchov, Getinger - Wroński (84' Buczek), Cholewiak, Marciniec, Bernhardt (54' Lech), Waldemar Gancarczyk - Djermanović (72' Banaszewski). Trener: Zbigniew Smółka.
Ruch: Hrdlicka - Komarnicki, Trojak, Czajkowski, Pazio - Przybecki, Urbańczyk, Walski (87' Starzyński), Nowak, Słoma (67' Siedlik) - Arak (67' Balicki). Trener: Krzysztof Warzycha.
Sędzia: Łukasz Szczech (Warszawa)
Żółte kartki: Getinger (Stal), Słoma (Ruch)
Widzów: 5000
Ruch: Hrdlicka - Komarnicki, Trojak, Czajkowski, Pazio - Przybecki, Urbańczyk, Walski (87' Starzyński), Nowak, Słoma (67' Siedlik) - Arak (67' Balicki). Trener: Krzysztof Warzycha.
Sędzia: Łukasz Szczech (Warszawa)
Żółte kartki: Getinger (Stal), Słoma (Ruch)
Widzów: 5000
Polecane
I liga