Robert Mandrysz: Nie byłem przez tatę dyskryminowany
16.11.2012
Na zakończenie rundy jesiennej w I lidze GKS Tychy Piotra Mandrysza zmierzy się z Bogdanką Łęczna, w której gra jego syn Robert. - To, że jestem teraz piłkarzem, to w lwiej części zasługa taty, chociaż mama też dołożyła do tego swoją cegiełkę. Rodzice kształtowali mój charakter do ciężkiej pracy, ale tata nie zmuszał mnie, żebym grał w piłkę. To był mój wybór. Wiedziałem jednak, że zawsze mogę liczyć na jego pomoc, doradzał mi, udzielał wskazówek. Był i jest moim autorytetem, ale postaram się go prześcignąć - przyznaje młody zawodnik.
Ich drogi zbiegły się swego czasu w Pogoni Szczecin. - Wszyscy myślą, że trafił do tego klubu przez protekcję. Tymczasem ściągnęli go prezesi. Pozyskaniem go było zainteresowane także Zagłębie Lubin, ale Robert dał wcześniej słowo Pogoni i chciał być lojalny. Jego sytuacja była trudniejsza o tyle, że jako trener a także zawodnik byłem wobec Roberta bardziej wymagający. Nie zastosowałem "równouprawnienia" z różnych względów - dodaje.
- Tata zawsze zawieszał mi wysoko poprzeczkę, ale nie czułem się przez niego dyskryminowany. Jego wymagania wobec wszystkich zawodników były takie same, to ja sam sobie wyżej zawieszałem poprzeczkę, by udowodnić sobie, jemu i kolegom z drużyny, że potrafię grać w piłkę. Nie wiem czy teraz wyjdę w podstawowym składzie, ale mam nadzieję, że trener Rzepka da mi taką szansę. Jeżeli pojawię się na boisku, postaram się napsuć tacie trochę krwi. Jestem zawodowcem, więc rodzinne sentymenty zostawiam na boku. Po końcowym gwizdku będziemy mieli trochę czasu, by porozmawiać nie tylko na temat meczu - stwierdza Robert.
A jak ocenia go jako piłkarza ojciec? - Jak na swój wiek, jest bardzo ułożony taktycznie. Ma dobry przegląd pola, dobrze czyta grę. Poza tym, to bardzo pracowity i ambitny chłopak, ale czasami "grzeje" mu się głowa - kończy Piotr Mandrysz.
Ich drogi zbiegły się swego czasu w Pogoni Szczecin. - Wszyscy myślą, że trafił do tego klubu przez protekcję. Tymczasem ściągnęli go prezesi. Pozyskaniem go było zainteresowane także Zagłębie Lubin, ale Robert dał wcześniej słowo Pogoni i chciał być lojalny. Jego sytuacja była trudniejsza o tyle, że jako trener a także zawodnik byłem wobec Roberta bardziej wymagający. Nie zastosowałem "równouprawnienia" z różnych względów - dodaje.
- Tata zawsze zawieszał mi wysoko poprzeczkę, ale nie czułem się przez niego dyskryminowany. Jego wymagania wobec wszystkich zawodników były takie same, to ja sam sobie wyżej zawieszałem poprzeczkę, by udowodnić sobie, jemu i kolegom z drużyny, że potrafię grać w piłkę. Nie wiem czy teraz wyjdę w podstawowym składzie, ale mam nadzieję, że trener Rzepka da mi taką szansę. Jeżeli pojawię się na boisku, postaram się napsuć tacie trochę krwi. Jestem zawodowcem, więc rodzinne sentymenty zostawiam na boku. Po końcowym gwizdku będziemy mieli trochę czasu, by porozmawiać nie tylko na temat meczu - stwierdza Robert.
A jak ocenia go jako piłkarza ojciec? - Jak na swój wiek, jest bardzo ułożony taktycznie. Ma dobry przegląd pola, dobrze czyta grę. Poza tym, to bardzo pracowity i ambitny chłopak, ale czasami "grzeje" mu się głowa - kończy Piotr Mandrysz.
Polecane
I liga