Resovia - BBTS 3-0. Mistrz za mocny, ale wstydu nie było
11.10.2013
W bielskim zespole toczyła się dziś walka z czasem. Do ostatnich chwil przed meczem próbowano zatwierdzić do gry zagranicznych zawodników. Ostatecznie udało się to na godzinę przed rozpoczęciem spotkania. Jak się okazało, bardzo dobrze się stało, bo Milosz Stojković czy zwłaszcza Jose Luis Gonzalez należeli do najlepszych na boisku.
Dla Resovii, aktualnego mistrza Polski, starcie z beniaminkiem miało być spacerkiem. Wcale tak jednak nie było. Zawodnicy Janusza Bułkowskiego zagrali na Podkarpaciu bez najmniejszych kompleksów, ryzykowali zagrywką, nie wstrzymywali ręki przy atakach i to przynosiło efekty. Rzeszowianie nie grali jeszcze na swoim najwyższym poziomie, więc w pierwszym secie pachniało sensacją. To goście prowadzili w końcówce trzema punktami. Gracze Andrzeja Kowala spięli się jednak i na przewagi wygrali pierwszą odsłonę.
Po nieudanym finiszu pierwszej partii, można się było obawiać, czy z BBTS-u nie ujdzie powietrze. Nic takiego się jednak nie stało. Fakt, bielszczanie nie zagrywali już tak skutecznie i zaczęli mieć problemy z przyjęciem, lecz mimo to nie było na parkiecie widać olbrzymiej różnicy, jaka dzieli oba kluby w kwestiach organizacyjnych, finansowych i sportowych. Beniaminek nie wywarł już na mistrzu takiej presji jak w pierwszej połowie, niemniej wynik 20-25 wstydu mu nie przynosi.
W dalszym ciągu świetnie grał Gonzalez, który pokazał, że potrafi umiejętnie obijać blok, a cała drużyna dzielnie stawiała czoło rzeszowianom. Trzeci set toczył się przez dłuższy czas punkt za punkt, co należy uznać za sukces naszych siatkarzy. Problemem były jednak - przez cały mecz - zagrywki Łukasza Perłowskiego, gracza Resovii, który potrafił za każdym razem gdy pojawiał się w polu serwisowym, ugrać kilka punktów dla swojej drużyny. Podobnie jak było w poprzednich setach, w newralgicznych momentach rzeszowskie gwiazdy brały sprawy w swoje ręce i odbierały bielszczanom szanse na wygranie choć jednej odsłony.
BBTS przegrał więc do zera, niemniej pokazał się z ciekawej strony. Po tym meczu z nadzieją można oczekiwać potyczek z rywalami z trochę niższej półki. Z taką grą, bielszczanie mogą im poważnie zagrozić.
Dla Resovii, aktualnego mistrza Polski, starcie z beniaminkiem miało być spacerkiem. Wcale tak jednak nie było. Zawodnicy Janusza Bułkowskiego zagrali na Podkarpaciu bez najmniejszych kompleksów, ryzykowali zagrywką, nie wstrzymywali ręki przy atakach i to przynosiło efekty. Rzeszowianie nie grali jeszcze na swoim najwyższym poziomie, więc w pierwszym secie pachniało sensacją. To goście prowadzili w końcówce trzema punktami. Gracze Andrzeja Kowala spięli się jednak i na przewagi wygrali pierwszą odsłonę.
Po nieudanym finiszu pierwszej partii, można się było obawiać, czy z BBTS-u nie ujdzie powietrze. Nic takiego się jednak nie stało. Fakt, bielszczanie nie zagrywali już tak skutecznie i zaczęli mieć problemy z przyjęciem, lecz mimo to nie było na parkiecie widać olbrzymiej różnicy, jaka dzieli oba kluby w kwestiach organizacyjnych, finansowych i sportowych. Beniaminek nie wywarł już na mistrzu takiej presji jak w pierwszej połowie, niemniej wynik 20-25 wstydu mu nie przynosi.
W dalszym ciągu świetnie grał Gonzalez, który pokazał, że potrafi umiejętnie obijać blok, a cała drużyna dzielnie stawiała czoło rzeszowianom. Trzeci set toczył się przez dłuższy czas punkt za punkt, co należy uznać za sukces naszych siatkarzy. Problemem były jednak - przez cały mecz - zagrywki Łukasza Perłowskiego, gracza Resovii, który potrafił za każdym razem gdy pojawiał się w polu serwisowym, ugrać kilka punktów dla swojej drużyny. Podobnie jak było w poprzednich setach, w newralgicznych momentach rzeszowskie gwiazdy brały sprawy w swoje ręce i odbierały bielszczanom szanse na wygranie choć jednej odsłony.
BBTS przegrał więc do zera, niemniej pokazał się z ciekawej strony. Po tym meczu z nadzieją można oczekiwać potyczek z rywalami z trochę niższej półki. Z taką grą, bielszczanie mogą im poważnie zagrozić.
Polecane
Plus Liga
Przeczytaj również
06.12.2017
06.12.2017
Zaczynamy! Liga Mistrzów na Śląsku
03.12.2017
03.12.2017
Siatkarskie derby dla Jastrzębia