Reaktywacja "Bizona"? "Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa"

10.10.2013
- Jestem gotowy do gry w I lidze. Trenuję normalnie. Zdrowie mi dopisuje. Doświadczenie jest moim atutem - mówi Krzysztof Bizacki, który liczy, że pod okiem Jana Żurka podbije jeszcze I ligę.
W sezonie 2010/2011 "Bizon" był czołowym zawodnikiem tyszan. Zagrał 31 meczów w II lidze, a dzięki ośmiu golom przyczynił się do awansu GKS-u na zaplecze ekstraklasy. Piłkarzowi wydawało się wtedy, że przed nim kilka lat grania. Pomylił się jednak, bo ówczesny szkoleniowiec, Piotr Mandrysz, nie stawiał na 40-latka i ostatni raz wystawił go 7 maja. W dniu, w którym zawodnik obchodził swój jubileusz.

- Trener Mandrysz uznał, że mój czas minął. W jego koncepcji I-ligowej drużyny już się nie mieściłem i albo siedziałem na ławce rezerwowych, albo grałem... w drużynie rezerwowej w okręgówce. Kiedy jednak trener Mandrysz pożegnał się z drużyną, uznałem, że mogę jeszcze spróbować powalczyć o miejsce w zespole. Dlatego podpisałem umowę do końca tego roku - tłumaczy Krzysztof Bizacki.

Mandrysza zastąpił Tomasz Fornalik i napastnik liczył, że u niego będzie dostawał więcej szans. Tak się nie stało, bo zagrał tylko minutę w meczu Pucharu Polski. W Tychach jest już kolejny trener - Jan Żurek. Wydaje się, że nadchodzą lepsze czasy dla ligowego weterana, bo w ostatnim spotkaniu wszedł na boisko w 64. minucie.

-  Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Jestem gotowy do gry w I lidze. Trenuję normalnie. Zdrowie mi dopisuje. Doświadczenie jest moim atutem - podkreśla piłkarz, który wciąż czerpie z piłki ogromną radość i będzie chciał przedłużyć kontrakt. A jeśli się nie uda, to zostanie w piłce jako trener. Ma już licencję UEFA B.
źródło: Sport

Przeczytaj również