Ramon Rocha wyznaczy kierunek. "Wyciągniemy ten klub z dołka"
12.09.2017
- Pewnie wielu z Was jeszcze nie było na świecie, kiedy grałem przeciwko Ruchowi - zaskoczył Ramon Rocha dziennikarzy na konferencji prasowej. Istotnie - Argentyńczyk styka się z "niebieskimi" już po raz... trzeci. W 1975 roku, jeszcze jako piłkarz Newell's Old Boys w obecności 30 tysięcy widzów wygrał z przebywającym na tournee po Ameryce Południowej chorzowianami 1:0. 30 lat później przyjechał do Chorzowa, by wspólnie z byłymi gwiazdami greckiego Panathinaikosu uczcić zakończenie kariery swojego dawnego podopiecznego, Krzysztofa Warzychy.
O tym, że rozumieją się doskonale świadczył choćby przebieg poniedziałkowej konferencji. Po kwadransie Warzycha przejął obowiązki tłumacza od wyraźnie zagubionej w futbolowych realiach osoby mającej pełnić tą funkcję. To właśnie "Gucio", który mocno sparzył się na początku swojej pracy z Ruchem, zaproponował swojego byłego szkoleniowca na trenera "niebieskich". - Od około 15 dni rozmawiałem z Krzysztofem, a decyzja o podjęciu tej pracy wcale nie była trudna - przekonuje Rocha. - Mam spore doświadczenie i chcę pomóc Ruchowi w znalezieniu drogi do lepszego jutra i wierzę, że wspólną pracą wyciągniemy ten klub z dołka - dodaje Argentyńczyk.
Poza oczywistym atutem Rochy, którym jest świetne, choć nieco zakurzone CV, 63-latek ma jeszcze kilka innych argumentów, by pozwolić uwierzyć fanom w powodzenie jego misji. W Chorzowie będzie pracował z młodzieżą, a na tym, jako wieloletni trener i pracownik Akademii Panathninaikosu zna się doskonale. - Od 27 lat prowadzę też własną akademię, a wielu jej wychowanków gra w klubach na całym świecie. Po 2013 roku zająłem się skautingiem i obserwowaniem utalentowanych graczy z całego świata - mówi Rocha, który w swojej karierze do tytułu Mistrzów Grecji poprowadził nie tylko dorosłe drużyny "Koniczynek", ale też juniorów tego klubu. W sumie w Atenach przepracował ponad 30 lat i chociaż po największym trenerskim sukcesie w postaci półfinału Ligi Mistrzów miał oferty z mocnych klubów, z Grecji wcale nie chciał się ruszać. - Niczego mi tam nie brakowało, ale zdecydowałem się pomóc Ruchowi. To dla mnie nowy bodziec - tłumaczy Rocha.
Obawy może za to budzić fakt, że Rocha raczej niewiele wie o I-ligowych realiach naszego futbolu. Sam przyznaje, że widział cztery ostatnie spotkania "niebieskich". - Mam swój plan i wiem co chcę zrobić, by zespół ruszył do przodu. Potrafię się szybko aklimatyzować. Piłka nożna nie ma granic, wszędzie polega na tym samym. Ważne jest zaangażowanie i miłość do wykonywanej roboty - zapewnia były piłkarz reprezentacji Argentyny.
O tym, że rozumieją się doskonale świadczył choćby przebieg poniedziałkowej konferencji. Po kwadransie Warzycha przejął obowiązki tłumacza od wyraźnie zagubionej w futbolowych realiach osoby mającej pełnić tą funkcję. To właśnie "Gucio", który mocno sparzył się na początku swojej pracy z Ruchem, zaproponował swojego byłego szkoleniowca na trenera "niebieskich". - Od około 15 dni rozmawiałem z Krzysztofem, a decyzja o podjęciu tej pracy wcale nie była trudna - przekonuje Rocha. - Mam spore doświadczenie i chcę pomóc Ruchowi w znalezieniu drogi do lepszego jutra i wierzę, że wspólną pracą wyciągniemy ten klub z dołka - dodaje Argentyńczyk.
Poza oczywistym atutem Rochy, którym jest świetne, choć nieco zakurzone CV, 63-latek ma jeszcze kilka innych argumentów, by pozwolić uwierzyć fanom w powodzenie jego misji. W Chorzowie będzie pracował z młodzieżą, a na tym, jako wieloletni trener i pracownik Akademii Panathninaikosu zna się doskonale. - Od 27 lat prowadzę też własną akademię, a wielu jej wychowanków gra w klubach na całym świecie. Po 2013 roku zająłem się skautingiem i obserwowaniem utalentowanych graczy z całego świata - mówi Rocha, który w swojej karierze do tytułu Mistrzów Grecji poprowadził nie tylko dorosłe drużyny "Koniczynek", ale też juniorów tego klubu. W sumie w Atenach przepracował ponad 30 lat i chociaż po największym trenerskim sukcesie w postaci półfinału Ligi Mistrzów miał oferty z mocnych klubów, z Grecji wcale nie chciał się ruszać. - Niczego mi tam nie brakowało, ale zdecydowałem się pomóc Ruchowi. To dla mnie nowy bodziec - tłumaczy Rocha.
Obawy może za to budzić fakt, że Rocha raczej niewiele wie o I-ligowych realiach naszego futbolu. Sam przyznaje, że widział cztery ostatnie spotkania "niebieskich". - Mam swój plan i wiem co chcę zrobić, by zespół ruszył do przodu. Potrafię się szybko aklimatyzować. Piłka nożna nie ma granic, wszędzie polega na tym samym. Ważne jest zaangażowanie i miłość do wykonywanej roboty - zapewnia były piłkarz reprezentacji Argentyny.
- Piłka uczy nas pokory i weryfikuje niektóre pomysły. Trzeba zawsze mieć plan "B", kiedy coś zaczyna szwankować. Dla nas był nim od pewnego czasu trener Rocha. Po rozmowach z Krzyśkiem Warzychą uznaliśmy, że jeśli Rocha zgodzi się z nami popracować z nami, plan "B" zostanie wdrożony - tłumaczy decyzję o zmianie pierwszego szkoleniowca prezes Paterman.
- Ta decyzja była podjęta po to, by pomóc klubowi. Ruch musi znowu pójść w stronę zwycięstw. Juana znam bardzo dobrze, ze średnim zespołem doszliśmy za jego kadencji do półfinału Ligi Mistrzów. Wiem jak pracuje, mam do niego zaufanie i dlatego zaproponowałem tą kandydaturę - przyznaje Krzysztof Warzycha, który sam będzie pełnił rolę asystenta Argentyńczyka. - Musimy ten wózek ciągnąć wszyscy razem. Piłkarze muszą się dostosować do metod nowego trenera, a zobaczycie, że to ostry trener. Sprawia wrażenie rozluźnionego, ale na boisku wymaga bardzo dużo - zapowiada "Gucio". - Tylko niech nikt nie liczy na to, że od jutra wszystko będzie super jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Chciałbym, by efekty mojej pracy owocowały za 3 lata, ale wszyscy musimy do tego dążyć - zaznacza Rocha.
Przy Cichej woleliby jednak, by pierwsze owoce pracy Argentyńczyka pojawiły się zdecydowanie szybciej. Najlepiej już w czwartek, kiedy po raz pierwszy pod jego wodzą "niebiescy" zagrają o ligowe punkty. Rywalem Ruchu będzie tyski GKS.
Polecane
I liga