Rafał Kosznik: Pokazaliśmy, że jesteśmy zespołem
07.03.2015
Górnik Zabrze dobrze wszedł w mecz - na początku spotkania to właśnie "Trójkolorowi" stworzyli kilka dogodnych sytuacji, które początkowo marnowali. Gliwickiego golkipera próbowali - bezskutecznie - zaskoczyć Łukasz Madej, Bartosz Iwan czy Wojciech Łuczak. Piłka jednak w końcu wpadła do siatki - 10 minut przed końcem pierwszej połowy. Wtedy to Rafał Kosznik wykorzystał złą interwencję Tomasza Mokwy i wyprowadził zabrzan na prowadzenie, ładnym uderzeniem, przy którym Dobrivoj Rusov nie miał zbyt wiele do powiedzenia.
Podobnie jednak jak w meczu ze Śląskiem Wrocław, Górnik prowadzenia do przerwy nie utrzymał. Tuż przed końcem pierwszej połowy błąd popełnił Błażej Augustyn, którego zagranie rozpoczęło kontrę gliwiczan - Konstantin Vassiljev świetnie zagrał do niepilnowanego Gerarda Badii, a ten nie dał szans Pavelsowi Steinborsowi. Co z tego, że to zabrzanie przeważali - liczy się to, co w sieci.
Zdaniem strzelca pierwszej bramki, to właśnie gol Badii miał duże znaczenie. - Uważam, że to my kontrolowaliśmy praktycznie cały mecz. Wiedzieliśmy, że Piast nastawi się na kontrę i będzie w nich szukał swoich szans. No i je znalazł. Szkoda bramki "do szatni", bo zamykaliśmy gospodarzy na ich połowie i w tym momencie padł gol z niczego. Tracimy bramkę po własnym błędzie, bo to nie Piast stworzył sytuację, tylko my mu ją stworzyliśmy - kręcił głową Kosznik. - Musimy nad tym elementem popracować, bo tak nie może być - dodał.
Po przerwie Kosznik znów się pokazał - to on zagrywał piłkę z lewego skrzydła, gdy Piotr Brożek nieszczęśliwie pokonał własnego bramkarza kilka minut przed końcem spotkania. - Na drugą połowę wyszliśmy z takim samym nastawieniem. Nadzialiśmy się jednak na kontrę, po której padł drugi gol dla Piasta, ale graliśmy do końca. Pokazaliśmy, że jesteśmy zespołem, że mamy charakter. Każdy zostawił serce na boisku - przyznał zawodnik Górnika.
Zdobyty punkt sprawił, że Górnik awansował w tabeli o jedno miejsce i jest piąty - wyprzedził słabo spisującą się w tym roku Wisłę Kraków. Zabrzanie co prawda wygrali tylko jedno spotkanie po wznowieniu rozgrywek, ale za to jeszcze nie schodzili z boiska pokonani.
Podobnie jednak jak w meczu ze Śląskiem Wrocław, Górnik prowadzenia do przerwy nie utrzymał. Tuż przed końcem pierwszej połowy błąd popełnił Błażej Augustyn, którego zagranie rozpoczęło kontrę gliwiczan - Konstantin Vassiljev świetnie zagrał do niepilnowanego Gerarda Badii, a ten nie dał szans Pavelsowi Steinborsowi. Co z tego, że to zabrzanie przeważali - liczy się to, co w sieci.
Zdaniem strzelca pierwszej bramki, to właśnie gol Badii miał duże znaczenie. - Uważam, że to my kontrolowaliśmy praktycznie cały mecz. Wiedzieliśmy, że Piast nastawi się na kontrę i będzie w nich szukał swoich szans. No i je znalazł. Szkoda bramki "do szatni", bo zamykaliśmy gospodarzy na ich połowie i w tym momencie padł gol z niczego. Tracimy bramkę po własnym błędzie, bo to nie Piast stworzył sytuację, tylko my mu ją stworzyliśmy - kręcił głową Kosznik. - Musimy nad tym elementem popracować, bo tak nie może być - dodał.
Po przerwie Kosznik znów się pokazał - to on zagrywał piłkę z lewego skrzydła, gdy Piotr Brożek nieszczęśliwie pokonał własnego bramkarza kilka minut przed końcem spotkania. - Na drugą połowę wyszliśmy z takim samym nastawieniem. Nadzialiśmy się jednak na kontrę, po której padł drugi gol dla Piasta, ale graliśmy do końca. Pokazaliśmy, że jesteśmy zespołem, że mamy charakter. Każdy zostawił serce na boisku - przyznał zawodnik Górnika.
Zdobyty punkt sprawił, że Górnik awansował w tabeli o jedno miejsce i jest piąty - wyprzedził słabo spisującą się w tym roku Wisłę Kraków. Zabrzanie co prawda wygrali tylko jedno spotkanie po wznowieniu rozgrywek, ale za to jeszcze nie schodzili z boiska pokonani.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów