PŚ w Wiśle za rok, a skocznia na razie nieczynna. Małysz mówi: wstyd

25.01.2011
Według zapewnień Apoloniusza Tajnera, w przyszłym roku Puchar Świata po raz pierwszy zawita do małyszowej Wisły. Gdyby zawody miałyby się odbyć w tym roku, mogłaby być wielka klapa.
Na łamach "Gazety Wyborczej Katowice" Małysz stwierdził, że jest mu wstyd za ludzi, którzy zajmują się skocznią. Przede wszystkim dlatego, że w środku zimy z obiektu... nie można korzystać. Zepsuty jest wyciąg, czyli dziesięcioletnia kolejka, z którą podobno od początku istnienia skoczni były problemy.

- Będziemy dążyć do tego, aby dostawca kolejki - firma Elster - usunęła awarię w możliwie krótkim czasie. Być może nastąpi to już na początku tygodnia. Tak więc wyciąg krzesełkowy mógłby ruszyć jeszcze w styczniu - mówi dla "Dziennika Zachodniego" Krzysztof Woch, rzecznik prasowy Hydrobudowa Polska, która budowała skocznię.

Wśród minusów obiektu w Malince wymienia się - w kontekście przyszłorocznego konkursu - małą ilość miejsc parkingowych i niezbyt pojemne trybuny. Marek Nogowczyk z Centrum Rezerwacji Noclegów Wistour w Wiśle uspokaja: - Są problemy z parkingami, ale na całym świecie parkingi są oddalone od obiektów sportowych i można ludzi dowozić na miejsce autobusami lub mogą sobie podejść na nogach. Na Letniej Grand Prix powiększono trybuny, więc i ten problem udało się rozwiązać - podkreśla.

Podobno konkurs może oglądać nawet 13 tysięcy widzów. Największym atutem Wisły, biorąc pod uwagę kwestie organizaycjne, wydaję się być duża liczba miejsc nocelgówych (ok. 10 tys.) oraz łatwiejszy niż w Zakopanem wyjazd turystów po zawodach.

- My ze swej strony także zrobimy wszystko, żeby godnie przyjąć kibiców i by w Wiśle panowała taka sportowa atmosfera jak w Zakopanem - zapewnia Jan Poloczek, burmistrz Wisły.
źródło: Dziennik Zachodni / SportSlaski.pl

Przeczytaj również