Przy Roosevelta strzelał jego ojciec, strzela i on

04.03.2013
Jednym z bohaterów spotkania Górnika Zabrze z Jagiellonią Białystok był Adam Dźwigała. Syn byłego zawodnika "Trójkolorowych" wywiązał się ze swoich obowiązków zarówno w defensywie, jak i ofensywie.
Dariusza Dźwigałę, asystenta Tomasza Hajty, rozpierała duma, gdy jego syn strzelał swoją pierwszą bramkę w ekstraklasie. Niespełna 18-letni obrońca wykorzystał bierność Mariusza Przybylskiego przy rzucie wolnym i uderzeniem głową pokonał Łukasza Skorupskiego. - Już w meczu z Wisłą Kraków piłka szukała mnie w polu karnym, teraz udało się to wykorzystać. Cieszę się z gola, ale jeszcze bardziej ze zwycięstwa, bo chcieliśmy odbudować się po dwóch porażkach z rzędu - powiedział młody zawodnik.

Dariusz Dźwigała grał dla zespołu z Zabrza przez 3,5 roku. Gdy strzelał swoją pierwszą z sześciu ligowych bramek dla Górnika, Adam miał niecałe dwa lata. - Tata spędził tu trochę czasu, dlatego cieszę się, że akurat tutaj zdobyłem swojego pierwszego gola w ekstraklasie - przyznał zawodnik Jagiellonii, który popisał się także i w drugiej połowie. Gdyby nie on, wczoraj przy Roosevelta oglądalibyśmy... trzy debiutanckie trafienia.

Oprócz Dźwigały, po raz pierwszy w ekstraklasie na listę strzelców wpisał się Dani Quintana. Gola mógł zdobyć także Sergiej Mosznikow. Estończyk chwilę po wejściu na boisko zdołał uderzyć obok Jakuba Słowika, jednak młody defensor białostoczan przytomnie wybił piłkę z linii bramkowej.

- W każdej sytuacji biegnę do końca. Wydawało mi się, że jest spalony, dobrze, że zdążyłem ją wybić - skomentował sytuację Dźwigała. On i jego koledzy mieli w końcówce spotkania sporo roboty bowiem gospodarze rzucili się do odrabiania strat. - Jak się wygrywa 2-0 na wyjeździe, to w podświadomości jest to, by bronić bramki. Nie ma jakiejś recepty na Górnik. W każdym meczu trzeba grać na 100 procent. Albo się uda, albo nie - zakończył gracz Jagiellonii
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również