Przepychanki w Zabrzu. Mazur odpowiada obecnym władzom...
03.06.2012
Mazurowi przysługuje jeszcze wypłata 200 tysięcy złotych. - Oczywiście, za wykonaną pracę należy się wynagrodzenie, ale doskonale pamiętam wypowiedzi pana Mazura, który zapewniał, że w Górniku pracuje charytatywnie. Jestem zaskoczony, że jako zadeklarowany kibic naszego klubu zachowuje się w ten sposób - komentuje w rozmowie z dziennikiem "Sport" prezes Górnika, Artur Jankowski.
Mazur jest zażenowany. - Zrezygnowałem z przysługującej mi odprawy oraz ubiegania się o należną z tytułu spełnienia KPI premię. Jestem kibicem Górnika i dla niego lekką ręką olałem ponad 300.000 PLN brutto. Choć mówili mi, żem głupi, bo rządzący szybko dla swoich tę kwotę zagospodarują. Trudno. Do dzisiaj swej decyzji nie żałuję bo to mój klub - pisze na swoim profilu FB.
- Na pożegnalnej konferencji prasowej powiedziałem o tym, jak i o tym, że od kilku miesięcy nie pobieram wynagrodzenia. A teraz „prezes” Jankowski mówi, że pamięta, jakobym twierdził, że pracuję charytatywnie. Kłamie podwójnie bo raz, że pamiętać nie może, bo się wtedy klubem kompletnie nie interesował, a dwa bo nigdy nic takiego nie twierdziłem. Chyba, że nie kłamie a taki ma obraz rzeczywistości, ale to już byłby przypadek kliniczny - ironizuje Mazur.
- Ale nie o tym. Moje niezapłacone z klubu faktury wisiały sobie i wisiały. Ja natomiast musiałem od nich zapłacić z własnej kieszeni podatki. Ale nie upominałem się, nie trąbiłem do mediów. Ujawnianie takich spraw nie przysłuży się wizerunkowi klubu. To działanie na szkodę klubu - twierdzi.
Mazur twierdzi, że szukał polubownego rozwiązania. - Nawet za pośrednictwem klubowego prawnika zaproponowałem żeby część na te podatki zapłacili, część się rozłoży na raty, a część umorzy. Jeszcze Tomasz Młynarczyk zapłacił mi część zaległości. Ale następcy nic. Cisza - dodaje.
Przyznaje zarazem, że pod koniec 2011 roku wystąpił z wezwaniem o zapłatę, a jako że okazało się ono bezskutecznie, sprawa trafiła do sądu.
Do sprawy wrócimy, a o komentarz poprosimy przedstawicieli Górnika.
Mazur jest zażenowany. - Zrezygnowałem z przysługującej mi odprawy oraz ubiegania się o należną z tytułu spełnienia KPI premię. Jestem kibicem Górnika i dla niego lekką ręką olałem ponad 300.000 PLN brutto. Choć mówili mi, żem głupi, bo rządzący szybko dla swoich tę kwotę zagospodarują. Trudno. Do dzisiaj swej decyzji nie żałuję bo to mój klub - pisze na swoim profilu FB.
- Na pożegnalnej konferencji prasowej powiedziałem o tym, jak i o tym, że od kilku miesięcy nie pobieram wynagrodzenia. A teraz „prezes” Jankowski mówi, że pamięta, jakobym twierdził, że pracuję charytatywnie. Kłamie podwójnie bo raz, że pamiętać nie może, bo się wtedy klubem kompletnie nie interesował, a dwa bo nigdy nic takiego nie twierdziłem. Chyba, że nie kłamie a taki ma obraz rzeczywistości, ale to już byłby przypadek kliniczny - ironizuje Mazur.
- Ale nie o tym. Moje niezapłacone z klubu faktury wisiały sobie i wisiały. Ja natomiast musiałem od nich zapłacić z własnej kieszeni podatki. Ale nie upominałem się, nie trąbiłem do mediów. Ujawnianie takich spraw nie przysłuży się wizerunkowi klubu. To działanie na szkodę klubu - twierdzi.
Mazur twierdzi, że szukał polubownego rozwiązania. - Nawet za pośrednictwem klubowego prawnika zaproponowałem żeby część na te podatki zapłacili, część się rozłoży na raty, a część umorzy. Jeszcze Tomasz Młynarczyk zapłacił mi część zaległości. Ale następcy nic. Cisza - dodaje.
Przyznaje zarazem, że pod koniec 2011 roku wystąpił z wezwaniem o zapłatę, a jako że okazało się ono bezskutecznie, sprawa trafiła do sądu.
Do sprawy wrócimy, a o komentarz poprosimy przedstawicieli Górnika.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów