Prezes rady nadzorczej Górnika: Mamy do siebie pretensje

03.08.2010
Michael Mueller jest rozczarowany zachowaniem Pawła Strąka i Damiana Gorawskiego. Przyznaje jednak: - Popełniliśmy błąd. Bezgranicznie wierzyliśmy wtedy zatrudnionym ludziom - mówi w wywiadzie dla "Sportu".
To chyba najbardziej drażliwy temat lata w Zabrzu. Kilku piłkarzy, którym Górnik półtora roku temu zaoferował wielkie pieniądze w zamian za uratowanie ekstraklasy, było do wzięcia za darmo. W innym przypadku, zostaliby "zesłani" do rezerw klubu. I taki los spotkał Pawła Strąka...

- Jestem rozczarowany jego zachowaniem. W trudnym momencie podaliśmy mu rękę. Dziś, choć sam powiedział na jakich warunkach może odejść i myśmy je wypełnili, zmienił zdanie. Nie rozumiem, jak zawodowy piłkarz może nie mieć ambicji, by grę w B klasie zamienić na ligowy klub. A wiem, że miał takie propozycje - zdradza prezes rady nadzorczej Górnika.

- W pewnym sensie mamy do siebie pretensje. Bezgranicznie wierzyliśmy wtedy ludziom, którzy znają się na piłce i mieli wyprowadzić klub na prostą. Skoro Henryk Kasperczak podjął się zadania utrzymania Górnika w ekstraklasie, to nie mogliśmy po miesiącu weryfikować jego "listy życzeń". Trener zapewniał, że zna Strąka i wie, jaki to piłkarz i człowiek - wspomina Mueller, który żałuje też, że Górnik nie przeprowadził kompleksowych badań medycznych Damianowi Gorawskiemu.

Skrzydłowy od siedmiu miesięcy nie gra w piłkę, tłumacząc się urazami. - Jestem przekonany, że nie zachował się fair i pewne sprawy przed nami ukrył. Popełniliśmy błąd, bo dodatkowe badania kosztowałby setną część jego kontraktu - przyznaje w rozmowie ze "Sportem" Mueller.
źródło: SPORT / SportSlaski.pl

Przeczytaj również