Prezes Górnika poręczył własnym majątkiem, by spłacić zaległości
08.06.2011
Przy Roosevelta nie chcą otwarcie mówić, za jaką kwotę Daniel Sikorski i Robert Jeż zostali sprzedani do Polonii Warszawa. Nieoficjalnie mówi się, że klubowe konto wzbogaciło się o milion euro. Na co zostaną przeznaczone te pieniądze? - Pewna część na transfery - informuje prezes Tomasz Młynarczyk. Reszta pójdzie na spłatę zadłużenia.
Kibice największe pretensje mają o sprzedaż Jeża, który przy Roosevelta grał ledwie kilka miesięcy. W tym czasie zdążył udowodnić, że gracza o takich umiejętnościach w Zabrzu dawno nie było. - Gdybym nie miał tak zadłużonego klubu, Robert zostałby w Górniku. A nie są to moje długi - broni się Młynarczyk.
- W tych warunkach, jakie mamy, sprzedaż Jeża i Sikorskiego to była jedyna możliwość. Środki te były niezbędne. Gdyby nie one, moglibyśmy zostać ukarani finansowo, bądź też groziłoby nam odjęcie punktów w nadchodzącym sezonie - przypomina prezes. - Robimy wszystko, by problemy finansowe były tylko czarną przeszłością, o której szybko zapomnimy - dodaje.
Górnik nie ma wyjścia. Musi do sierpnia uporać się z zaległościami za ubiegły rok, ponieważ ma nadzór finansowy. - Cały czas spłacamy zobowiązania, które klub zaciągnął w poprzednim roku. W sierpniu będziemy mieć dwie kontrole finansowe. Od marca przez pięć miesięcy musimy spłacać umowne raty - wyjaśnia Młynarczyk, który niedawno zatwierdził listę wypłat zaległych, dwumiesięcznych pensji. By móc je uregulować zgodnie z warunkami porozumień zawartych z piłkarzami, Górnik wziął dwa miliony złotych pożyczki, którą prezes poręczył własnym majątkiem. W klubie wszyscy są przekonani, że ta sprawa uratowała licencję dla zespołu.
Kibice największe pretensje mają o sprzedaż Jeża, który przy Roosevelta grał ledwie kilka miesięcy. W tym czasie zdążył udowodnić, że gracza o takich umiejętnościach w Zabrzu dawno nie było. - Gdybym nie miał tak zadłużonego klubu, Robert zostałby w Górniku. A nie są to moje długi - broni się Młynarczyk.
- W tych warunkach, jakie mamy, sprzedaż Jeża i Sikorskiego to była jedyna możliwość. Środki te były niezbędne. Gdyby nie one, moglibyśmy zostać ukarani finansowo, bądź też groziłoby nam odjęcie punktów w nadchodzącym sezonie - przypomina prezes. - Robimy wszystko, by problemy finansowe były tylko czarną przeszłością, o której szybko zapomnimy - dodaje.
Górnik nie ma wyjścia. Musi do sierpnia uporać się z zaległościami za ubiegły rok, ponieważ ma nadzór finansowy. - Cały czas spłacamy zobowiązania, które klub zaciągnął w poprzednim roku. W sierpniu będziemy mieć dwie kontrole finansowe. Od marca przez pięć miesięcy musimy spłacać umowne raty - wyjaśnia Młynarczyk, który niedawno zatwierdził listę wypłat zaległych, dwumiesięcznych pensji. By móc je uregulować zgodnie z warunkami porozumień zawartych z piłkarzami, Górnik wziął dwa miliony złotych pożyczki, którą prezes poręczył własnym majątkiem. W klubie wszyscy są przekonani, że ta sprawa uratowała licencję dla zespołu.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów