Prezes Górnika o spadku z ekstraklasy dowiedział się od kibica... Legii
02.03.2010
Jak wiele różni Łukasza Mazura, nowego prezesa Górnika Zabrze, od Jędrzeja Jędrycha, którego wczoraj zastąpił. Wygląda na to, że... wiele. Przede wszystkim Mazur, pochodzący z Tarnowskich Gór, to zagorzały fan klubu. Deklaruje, że jest mu wierny od 30 lat, a więc od 4. roku życia. Choć ze swojej pierwszej wizyty na Roosevelta wspomnienia ma dosyć osobliwe...
- Byłem wtedy bardzo mały. W pamięci utkwił mi chyba tylko... widok parasoli innych kibiców. Skutecznie zasłaniały mi boisko - śmieje się Mazur, który od tamtego momentu pojawiał się na stadionie już regularnie. Porażki z Polonią Warszawa, która to zadecydowała o spadku zabrzan do I ligi, jednak nie widział. - Z czego się cieszę. Takie przeżycie to nic przyjemnego - zaznacza.
- O tej klęsce dowiedziałem się od mojego przyjaciela, sympatyka... Legii Warszawa, który wysłał mi sms-a o treści: "Szkoda". I wcale nie chodziło mu o jakiś cynizm. Jemu naprawdę było bardzo żal naszego klubu, bo - nie oszukujmy się - dla ludzi z Warszawy elektryzujące są konfrontacje z Widzewem Łódź i Górnikiem Zabrze, a nie z Piastem Gliwice - podkreśla.
A wracając do porównania "starego" z "nowym"... 34-latek ma być "prezesem-biznesmenem", podczas gdy Jędrych dużej części fanów klubu kojarzył się jako "prezes-polityk". Dodajmy, nie było to pozytywne skojarzenie. - W zeszłym tygodniu zrezygnowałem z przewodzenia jednej z największych w kraju firm doradczych, którą sam założyłem - przyznaje Mazur.
I wreszcie, nowy szef Górnika nie chce, by... zwracano się do niego per "prezesie". - To takie moje przyzwyczajenie. Prezesem się bywa, a Łukaszem już zostanę, więc wystarczy "panie Łukaszu" - tłumaczył dziennikarzom podczas wczorajszej konferencji prasowej. Nie oznacza to jednak, że Mazur ma zamiar wprowadzać na Roosevelta zupełnie nowe obyczaje. Jest zupełnie odwrotnie. "Sternik" I-ligowca zapowiedział już, że "jego" Górnik ma opierać się na tradycji.
- Chcemy, by takim naszym okrętem flagowym został pan Stanisław Oślizło, legenda tego klubu - zapowiada Mazur. - Często powtarzam, że tak naprawdę tylko my i Ruch Chorzów mamy w swoich szeregach takie osobistości. Różnica polega na tym, że pan Gerard Cieślik nie grał w finale europejskiego pucharu, a pan Oślizło i owszem - uśmiecha się szef Górnika.
- Byłem wtedy bardzo mały. W pamięci utkwił mi chyba tylko... widok parasoli innych kibiców. Skutecznie zasłaniały mi boisko - śmieje się Mazur, który od tamtego momentu pojawiał się na stadionie już regularnie. Porażki z Polonią Warszawa, która to zadecydowała o spadku zabrzan do I ligi, jednak nie widział. - Z czego się cieszę. Takie przeżycie to nic przyjemnego - zaznacza.
- O tej klęsce dowiedziałem się od mojego przyjaciela, sympatyka... Legii Warszawa, który wysłał mi sms-a o treści: "Szkoda". I wcale nie chodziło mu o jakiś cynizm. Jemu naprawdę było bardzo żal naszego klubu, bo - nie oszukujmy się - dla ludzi z Warszawy elektryzujące są konfrontacje z Widzewem Łódź i Górnikiem Zabrze, a nie z Piastem Gliwice - podkreśla.
A wracając do porównania "starego" z "nowym"... 34-latek ma być "prezesem-biznesmenem", podczas gdy Jędrych dużej części fanów klubu kojarzył się jako "prezes-polityk". Dodajmy, nie było to pozytywne skojarzenie. - W zeszłym tygodniu zrezygnowałem z przewodzenia jednej z największych w kraju firm doradczych, którą sam założyłem - przyznaje Mazur.
I wreszcie, nowy szef Górnika nie chce, by... zwracano się do niego per "prezesie". - To takie moje przyzwyczajenie. Prezesem się bywa, a Łukaszem już zostanę, więc wystarczy "panie Łukaszu" - tłumaczył dziennikarzom podczas wczorajszej konferencji prasowej. Nie oznacza to jednak, że Mazur ma zamiar wprowadzać na Roosevelta zupełnie nowe obyczaje. Jest zupełnie odwrotnie. "Sternik" I-ligowca zapowiedział już, że "jego" Górnik ma opierać się na tradycji.
- Chcemy, by takim naszym okrętem flagowym został pan Stanisław Oślizło, legenda tego klubu - zapowiada Mazur. - Często powtarzam, że tak naprawdę tylko my i Ruch Chorzów mamy w swoich szeregach takie osobistości. Różnica polega na tym, że pan Gerard Cieślik nie grał w finale europejskiego pucharu, a pan Oślizło i owszem - uśmiecha się szef Górnika.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów