Prezes Energetyka ROW Rybnik: Czujemy się oszukani!

12.12.2013
- Gdyby to były stare czasy, wszyscy ci sędziowie powinni wylądować we Wrocławiu - grzmi Grzegorz Janik, prezes Energetyka ROW Rybnik. Uważa, że arbitrzy regularnie krzywdzili jesienią jego zespół.
Energetyk ROW Rybnik zajmuje przedostatnie miejsce w I lidze, ale jego prezes zdecydowanie chętniej niż o tym, mówi o sędziach. - Gdyby to były stare czasy, to myślę, że wszyscy ci sędziowie powinni wylądować we Wrocławiu. Chciałbym głęboko wierzyć, że to są błędy popełnione nieświadomie i niekonkretnie przeciwko nam. Padły mocne słowa, ale czuliśmy się oszukiwani. Nie może być tak, że sędzia zmienia decyzję po 40 sekundach, że korzysta z jednych przepisów mówiąc, że są nowe, a w naszym przypadku już obowiązują stare. Były też sytuacje, w których sędzia nie mógł widzieć czy była bramka, czy nie, a mimo to gola uznał. To tak, jakby myślał, że ktoś popełnił zbrodnię i karze na podstawie domysłów. Sędziowie bardzo surowo oceniali nasz zespół, zobaczymy jak ich praca zostanie zweryfikowana. Kluby I ligi zasugerowały, żeby zimą jeden sędzia zawodowy wytłumaczył wszystkie przepisy, i PZPN do tego pomysłu się przychylił. Słusznie, bo wiele jest interpretacji, które budzą wątpliwość - mówi w rozmowie z dziennikiem "Sport".

Oprócz tego klub ma też inne problemy. Cały czas znajduje się na garnuszku miasta, a po ostatnich incydentach z rybnickimi kibicami, prezydent Adam Fudali zagroził wycofaniem się z finansowania klubu. Niedawno mówiło się o możliwości dofinansowania klubu przez firmę Rojek Decor. - Cały czas jesteśmy w kontakcie. Pan Rojek nawet swego czasu nam pomógł, już na przełomie pierwszej i drugiej ligi. Rozmowy dalej trwają, to nie było tak, że powiedziałem "nie". Panu Rojkowi cały czas ciągną się jeszcze sprawy z Odrą Wodzisław, to go trochę zniechęca. I to jest główna przeszkoda, że nie ma go teraz w piłce - dodaje Janik.

ROW cieszy się natomiast zainteresowaniem drobnych lokalnych sponsorów. - Tylu podmiotów nigdy wcześniej nie mieliśmy. Co prawda to są kwoty małe, od 500 do 2 tysięcy złotych miesięcznie. Obecnie też prowadzimy negocjacje z jedną większą, zagraniczną firmą, która do końca przyszłego roku ma dać odpowiedź. Tych wpływów z zewnątrz jest około milion złotych rocznie - kończy Janik.
źródło: Sport

Przeczytaj również