Prezes AZS-u proponuje: Zbojkotujmy europejskie puchary!
22.11.2010
Pakosz zastanawia się nad sensem europejskich pucharów. - Te rozgrywki są od dawna towarem deficytowym. Niestety, nie jest w stanie tego zmienić fantastyczna postawa polskich kibiców, którzy tłumnie odwiedzają siatkarskie hale - mówi działacz. - I może nadszedł ten moment, kiedy cała Polska siatkówka powinna zastanowić się nad sensem udziału w tym objazdowym cyrku, jakim są europejskie puchary? Dlatego też jako pierwszy postawię odważną tezę. W przyszłym roku żaden polski klub nie zgłasza się do tych rozgrywek. To może być dość duże zaskoczenie dla całej siatkarskiej Europy - proponuje.
Niezbyt pochlebne zdanie o tych rozgrywkach ma nie tylko prezes AZS-u, ale również inni działacze. - Myślę, że tylko tak ostre postawienie sprawy przez polskie zespoły, a tym samym przez polską federację, może uzdrowić tą chorą od wielu lat sytuację. A choroba postępuje - alarmuje Pakosz. Swój pomysł argumentuje przykładami, jak postępuje z drużynami z naszego kraju europejska federacja.
Na mecz AZS-u w ramach II rundy Challenge Cup z Langhenkelvolley Doetinchem federacja wyznaczyła sędziego z Rosji, a dokładnie z miejscowości położonej przy granicy z Mongolią. - Przelot na trasie Chita-Moskwa-Warszawa-Moskwa-Chita to koszt około 8500 złotych. Do tego dochodzi koszt wizy, który również my mamy pokryć. Plus transport z Warszawy do Częstochowy, pobyt w hotelu wraz z wyżywieniem oraz dieta. 70 euro dziennie. Razem to będzie dobre 10000 złotych. Jeśli dopowiem, że na mecz w Holandii nasz klub, 17 osób, poleciał za niespełna 6000 złotych, to sytuacja jest kuriozalna - mówi.
Historia z arbitrem ma swoją kontynuację. - CEV w porozumieniu z rosyjską federacją podjął decyzję, że koszty podróży nie mogą przekroczyć 1150 euro. I sędzia zaszczyci swoją obecnością Częstochowę, a żeby zmieścić się w tej kwocie trasę z Moskwy do Warszawy i z powrotem pokona… pociągiem. I będzie w stolicy o 5:40 rano we wtorek, no i oczywiście trzeba go odebrać z dworca - zdradza prezes.
To nie koniec absurdów jakie funduje Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej. - Przed rokiem, zgodnie z przepisami CEV, delegat na mecz pucharowy miał pochodzić z kraju ościennego. No i co się okazało? Że według CEV Bułgaria jest krajem ościennym z Polską - opowiada Pakosz. - Coraz częściej zaczynam się zastanawiać, dla kogo u licha są te puchary. No bo na pewno nie dla klubów biorących w nich udział. Szczególnie dla polskich. I proszę nie traktować tego w kategorii użalania się. Jeździmy już od wielu lat po Europie i na własnej skórze doświadczamy jak są traktowani przedstawiciele innych federacji, a jak zachowują się przedstawiciele CEV-u na meczach w Polsce - irytuje się sternik AZS-u.
Dlatego Pakosz rzuca ciekawym pomysłem. - A może wspólnie z federacją włoską i rosyjską zrobić własną, elitarną ligę europejską? Ligę, w której kluby będą partnerami i będą uczestniczyć w podziale powierzchni reklamowych, sprzedaży praw telewizyjnych i zyskach.
Niezbyt pochlebne zdanie o tych rozgrywkach ma nie tylko prezes AZS-u, ale również inni działacze. - Myślę, że tylko tak ostre postawienie sprawy przez polskie zespoły, a tym samym przez polską federację, może uzdrowić tą chorą od wielu lat sytuację. A choroba postępuje - alarmuje Pakosz. Swój pomysł argumentuje przykładami, jak postępuje z drużynami z naszego kraju europejska federacja.
Na mecz AZS-u w ramach II rundy Challenge Cup z Langhenkelvolley Doetinchem federacja wyznaczyła sędziego z Rosji, a dokładnie z miejscowości położonej przy granicy z Mongolią. - Przelot na trasie Chita-Moskwa-Warszawa-Moskwa-Chita to koszt około 8500 złotych. Do tego dochodzi koszt wizy, który również my mamy pokryć. Plus transport z Warszawy do Częstochowy, pobyt w hotelu wraz z wyżywieniem oraz dieta. 70 euro dziennie. Razem to będzie dobre 10000 złotych. Jeśli dopowiem, że na mecz w Holandii nasz klub, 17 osób, poleciał za niespełna 6000 złotych, to sytuacja jest kuriozalna - mówi.
Historia z arbitrem ma swoją kontynuację. - CEV w porozumieniu z rosyjską federacją podjął decyzję, że koszty podróży nie mogą przekroczyć 1150 euro. I sędzia zaszczyci swoją obecnością Częstochowę, a żeby zmieścić się w tej kwocie trasę z Moskwy do Warszawy i z powrotem pokona… pociągiem. I będzie w stolicy o 5:40 rano we wtorek, no i oczywiście trzeba go odebrać z dworca - zdradza prezes.
To nie koniec absurdów jakie funduje Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej. - Przed rokiem, zgodnie z przepisami CEV, delegat na mecz pucharowy miał pochodzić z kraju ościennego. No i co się okazało? Że według CEV Bułgaria jest krajem ościennym z Polską - opowiada Pakosz. - Coraz częściej zaczynam się zastanawiać, dla kogo u licha są te puchary. No bo na pewno nie dla klubów biorących w nich udział. Szczególnie dla polskich. I proszę nie traktować tego w kategorii użalania się. Jeździmy już od wielu lat po Europie i na własnej skórze doświadczamy jak są traktowani przedstawiciele innych federacji, a jak zachowują się przedstawiciele CEV-u na meczach w Polsce - irytuje się sternik AZS-u.
Dlatego Pakosz rzuca ciekawym pomysłem. - A może wspólnie z federacją włoską i rosyjską zrobić własną, elitarną ligę europejską? Ligę, w której kluby będą partnerami i będą uczestniczyć w podziale powierzchni reklamowych, sprzedaży praw telewizyjnych i zyskach.
Polecane
Plus Liga
Przeczytaj również
06.12.2017
06.12.2017
Zaczynamy! Liga Mistrzów na Śląsku
03.12.2017
03.12.2017
Siatkarskie derby dla Jastrzębia