Podbeskidzie - Lech 2-3. Do finału brakło niewiele, ale są bohaterami
19.04.2011
Wydarzenie
W Bielsku-Białej długo będą się zastanawiać, co by było gdyby Piotr Koman był bardziej zdecydowany. W 73. minucie zawodnik Podbeskidzia mógł wybić piłkę na aut, zapobiegając kontrze Lecha. Nie wybił i na połowę bielszczan wbiegł Siergiej Kriwiec. Środkowy pomocnik bielszczan mógł go jednak sfaulować, dając czas na powrót kolegom z zespołu. Nie sfaulował i Białorusin podał do Semira Stilicia, który zdobył kontaktowego gola. To był początek nieszczęść Podbeskidzia.
Bohater
Kandydatów do tego miana jest kilku. Gdyby nie genialne interwencje bramkarza Richarda Zajaca, bielszczanie nie mieliby co marzyć o dobrym wyniku. Wejście Piotra Malinowskiego i jego wykorzystanie sytuacji "sam na sam" minutę później było momentem prawdopodobnie największej zbiorowej ekstazy w dziejach Bielska. Ale nie można też zapominać o Łotyszu Artjomsie Rudnevsie, który wszedł na boisko w przerwie i strzelił dwa ważne gole głową. Gwiazda Lecha odwróciła losy meczu. Wybieranie najlepszego z tej trójki to, jak mówienie, czy bardziej kocha się mamusię, czy tatusia.
Antybohater
Jeden i wspólny dla obu drużyn - Włodzimierz Bartos. Sędzia z Łodzi nie okradł bielszczan z finału, jak chcieli niektórzy kibice. Jednak w niewyobrażalnie irytujący sposób psuł widowisko. Każde starcie kończyło się faulem dla jednej lub drugiej drużyny, gwizdał po aptekarsku z niewyobrażalną nadgorliwością. Nie spodobało się to Adamowi Cieślińskiemu, napastnikowi Podbeskidzia, który w końcówce dostał dwie żółte kartki za dyskusję z arbitrem.
Co ciekawego
- Richard Zajac popisał się prawdopodobnie interwencją roku. W pierwszej połowie Jakub Wilk oddał strzał z ostrego kąta w górny róg bramki. Bramkarz Podbeskidzia odbił piłkę do góry, ale ta nieszczęśliwie się od niego odbiła i zmierzała niechybnie w kierunku bramki. Słowak z kocią zwinnością rzucił się jednak i dłonią wygarnął piłkę z linii bramkowej. Zjawiskowe.
- Franciszek Smuda po raz drugi w ciągu miesiąca gościł na stadionie Podbeskidzia. W marcu oglądał Maora Meliksona, dziś pewnie Manuela Arboledę. Panie selekcjonerze - a bielszczanie?! Każdego trzeba wypróbować...
- Kibice Podbeskidzia zaprezentowali efektowną oprawę. Najpierw transparent o treści: "Nieważne jak wyjdziemy z tej bitwy - jesteśmy czarnym koniem pucharowej gonitwy". Później zaprezentowali też przewrócone pionki Piasta Gliwice, OKS-u Otwock, Wisły Kraków i GKS-u Bełchatów, czyli poprzednich rywali Podbeskidzia. Pionek Lecha się chwiał.
- Golem w ostatniej minucie Artjoms Rudnevs zburzył "Bielską twierdzę". Bielszczanie przegrali u siebie po raz pierwszy od marca zeszłego roku, kiedy byli słabsi od Górnika Zabrze.
- Na meczu po raz pierwszy używano nowej, dostawionej trybuny za jedną z bramek. To pozwoliło podnieść frekwencję do 4200 osób.
- Krzysztof Zaremba, napastnik Podbeskidzia, w sobotę strzelił dwa gole dla rezerw bielszczan w meczu z... IV-ligowym KS-em Żory. To okazało się przepustką do podstawowego składu, jednak były zawodnik GKS-u Tychy po raz kolejny nie pokazał się z dobrej strony.
W Bielsku-Białej długo będą się zastanawiać, co by było gdyby Piotr Koman był bardziej zdecydowany. W 73. minucie zawodnik Podbeskidzia mógł wybić piłkę na aut, zapobiegając kontrze Lecha. Nie wybił i na połowę bielszczan wbiegł Siergiej Kriwiec. Środkowy pomocnik bielszczan mógł go jednak sfaulować, dając czas na powrót kolegom z zespołu. Nie sfaulował i Białorusin podał do Semira Stilicia, który zdobył kontaktowego gola. To był początek nieszczęść Podbeskidzia.
Bohater
Kandydatów do tego miana jest kilku. Gdyby nie genialne interwencje bramkarza Richarda Zajaca, bielszczanie nie mieliby co marzyć o dobrym wyniku. Wejście Piotra Malinowskiego i jego wykorzystanie sytuacji "sam na sam" minutę później było momentem prawdopodobnie największej zbiorowej ekstazy w dziejach Bielska. Ale nie można też zapominać o Łotyszu Artjomsie Rudnevsie, który wszedł na boisko w przerwie i strzelił dwa ważne gole głową. Gwiazda Lecha odwróciła losy meczu. Wybieranie najlepszego z tej trójki to, jak mówienie, czy bardziej kocha się mamusię, czy tatusia.
Antybohater
Jeden i wspólny dla obu drużyn - Włodzimierz Bartos. Sędzia z Łodzi nie okradł bielszczan z finału, jak chcieli niektórzy kibice. Jednak w niewyobrażalnie irytujący sposób psuł widowisko. Każde starcie kończyło się faulem dla jednej lub drugiej drużyny, gwizdał po aptekarsku z niewyobrażalną nadgorliwością. Nie spodobało się to Adamowi Cieślińskiemu, napastnikowi Podbeskidzia, który w końcówce dostał dwie żółte kartki za dyskusję z arbitrem.
Co ciekawego
- Richard Zajac popisał się prawdopodobnie interwencją roku. W pierwszej połowie Jakub Wilk oddał strzał z ostrego kąta w górny róg bramki. Bramkarz Podbeskidzia odbił piłkę do góry, ale ta nieszczęśliwie się od niego odbiła i zmierzała niechybnie w kierunku bramki. Słowak z kocią zwinnością rzucił się jednak i dłonią wygarnął piłkę z linii bramkowej. Zjawiskowe.
- Franciszek Smuda po raz drugi w ciągu miesiąca gościł na stadionie Podbeskidzia. W marcu oglądał Maora Meliksona, dziś pewnie Manuela Arboledę. Panie selekcjonerze - a bielszczanie?! Każdego trzeba wypróbować...
- Kibice Podbeskidzia zaprezentowali efektowną oprawę. Najpierw transparent o treści: "Nieważne jak wyjdziemy z tej bitwy - jesteśmy czarnym koniem pucharowej gonitwy". Później zaprezentowali też przewrócone pionki Piasta Gliwice, OKS-u Otwock, Wisły Kraków i GKS-u Bełchatów, czyli poprzednich rywali Podbeskidzia. Pionek Lecha się chwiał.
- Golem w ostatniej minucie Artjoms Rudnevs zburzył "Bielską twierdzę". Bielszczanie przegrali u siebie po raz pierwszy od marca zeszłego roku, kiedy byli słabsi od Górnika Zabrze.
- Na meczu po raz pierwszy używano nowej, dostawionej trybuny za jedną z bramek. To pozwoliło podnieść frekwencję do 4200 osób.
- Krzysztof Zaremba, napastnik Podbeskidzia, w sobotę strzelił dwa gole dla rezerw bielszczan w meczu z... IV-ligowym KS-em Żory. To okazało się przepustką do podstawowego składu, jednak były zawodnik GKS-u Tychy po raz kolejny nie pokazał się z dobrej strony.
Polecane