Po weekendzie naszych drużyn, czyli szpital, ślepi i... ślepaki

11.03.2013
To nie był dobry weekend - powiedzą w większości województwa. Jak to nie? - odpowiedzą w Gliwicach i Katowicach. To był dobry weekend, bo nareszcie na boiska wybiegli wszyscy. Zaczęło się!
Ekstraklasa gra już od jakiegoś czasu, ale bez I ligi czegoś nam jednak brakuje. To był pierwszy tegoroczny weekend, w którym można było być względnie usatysfakcjonowanym. Grały wszak nareszcie dwie najlepsze ligi. A że wyniki były mocno średnie? Taki los.

Same straty, co jedna to większa
Podbeskidzie znów zagrało całkiem niezły mecz, a Legia znów nie przypominała ani trochę drużyny, którą widzieli przed sezonem oczami wyobraźni dziennikarze centralnych mediów. Bielszczanie ambitnie walczyli o wyrównanie, strzelili gola nogami Roberta Demjana, który rok temu był wyszydzany, a dziś skuteczniejszych od niego jest w lidze tylko trzech zawodników. Wszyscy biją się o mistrzostwo Polski. Mimo wskazówek z trybun, by grać na Wawrzyniaka, bo on jest słaby, "Górale" jednak przegrali, po strzale tegoż ślizgającego się obrońcy. Stracili gola, stracili punkty, ale kto wie, czy nie największą stratą jest kontuzja Błażeja Telichowskiego, jednego z lepszych bielskich graczy tej wiosny, który po zderzeniu z Duszanem Kuciakiem musiał pojechać do szpitala i będzie pauzował około dwóch miesięcy. Biednemu zawsze wiatr w oczy? Nawet Damian Chmiel po meczu zaczął się obawiać, że "Góralom" jednak punktów na koniec zabraknie.

Nie trzeba sprawdzać w internecie
Mindaugas Panka gole strzela rzadko. Może nie tak rzadko jak Jacek Broniewicz, ale jednak trafiał od święta. Nie taka jednak jego rola. Ostatnio sam siebie nie poznaje. Gdy dwa tygodnie temu ładnym wolejem dobił Widzew Łódź, mówił, że musi sprawdzić w internecie, kiedy ostatni raz strzelił gola. Tymczasem tydzień później znów wszedł z ławki i w doliczonym czasie gry wbił Śląskowi Wrocław gola. Trener Jacek Zieliński powiedział, że to najlepszy mecz Ruchu tej wiosny. I niech to służy za cały komentarz do wiosennej gry "Niebieskich". Bo rok temu byłoby to jedno z... najsłabszych spotkań.


"To co, Stasiu, zagrajmy jak na mistrza i wicemistrza przystało

Zima służy naszym
Najlepiej w tej kolejce poradziły sobie nasze drużyny, które były zmuszone grać w zimowych warunkach. Kiedy u nas pogoda była całkiem niezła, reszta Polski walczyła z zimą. W Szczecinie boisko próbowały przygotować służby porządkowe, w Łodzi takich nie mają, więc pomagali kibice. GieKSa mogła się poczuć jak przez całą zimę, bo warunki pogodowe były takie jak w kraju przez ostatnie miesiące. Ale Piast na hiszpańskich murawach takich warunków jednak nie miał. Dał jednak radę, bo ma w składzie "Czeskiego Ibrahimovicia", jak ochrzcił Tomasza Doczekala jeden z komentatorów. Napastnik jesienią nie łapał się do składu, zimą miał trafić do Sosnowca, a tymczasem wyrasta na groźnego konkurenta Wojciecha Kędziory, nie mówiąc już o Marcinie Robaku. Nie popisał się za to Edi Andradina, który zmarnował pierwszego karnego w tym sezonie. Jak się wkrótce miało okazać, nie był ostatnim zawodnikiem, który w ten weekend z 11 metrów strzelał ślepakami. Katowiczanie też przywieźli z lodowiska trzy punkty, mimo że Rafał Górak obawiał się łódzkiej młodzieży. Ach, ta dzisiejsza młodzież...

"Megakozaczki" się posypały
Biorąc pod uwagę to, co dzieje się w naszej lidze na wszystkich szczeblach, Polonia Bytom powinna zajmować koło... szóstego miejsca. Im jest gorzej, tym jest lepiej. Ile razy bywało, że piłkarze na głodzie - i nie mówimy tu wcale o głodzie piłki - bili zawodników, którzy przed meczami odbywają seanse z fachurami od każdej części organizmu? Generalnie - tak się dzieje średnio co dwa tygodnie. I "megakozaczki" Jacka Trzeciaka dzielnie radziły sobie w Niecieczy, ale gdy już straciły gola, całkowicie zeszło z nich powietrze. Dwa gole strzelił Michał Nalepa, były obrońca "Cidrów". Kto jak kto, ale on akurat powinien się nad Polonią zlitować. W Radzionkowie przeżywał podobne do bytomskich problemy. Wyjazdu do Niecieczy nie będzie miło wspominał Kamil Białkowski, który po uderzeniu w podbrzusze musiał pojechać do szpitala, jako drugi już zawodnik naszej drużyny w ciągu dwóch dni. Powtórzymy - biednemu zawsze wiatr w oczy.

Ślepi i ślepaki
Paweł Raczkowski uchodzi za sędziego, który rzadko się myli. Marcin Borski wręcz przeciwnie. Ale łączy ich to, że w ostatnim czasie obaj mogą narzekać na arbitrów bramkowych. Borski akurat podjął w zeszły poniedziałek wyjątkowo trafną decyzję o karnym przeciwko Podbeskidziu na Wiśle, ale sędzia bramkowy nakłonił go do podjęcia złej. Raczkowski - gdy jest sam - zwykle trafnie ocenia sytuację. W meczu Górnika z Lechem miał "wsparcie" sędziów bramkowych i podyktował dwa bardzo kontrowersyjne rzuty karne. A że jednego z nich popisowo zepsuł Prejuce Nakoulma, to już inna sprawa. Co powiedział mu Łukasz Trałka przed karnym? "Strzelaj tak jak Jeleń". Napastnik, który wczoraj zadebiutował w Górniku, jesienią w barwach Podbeskidzia spartolił "jedenastkę" w podobnym stylu. Przeciwko Lechowi.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również