Piotr Żyła: Coś za coś, czasem trochę musi boleć (wywiad)

29.10.2013
Podchodzę z dystansem, a nie z planami, że wszystko powygrywam. To jest mało realne. Każdy ma swoje punkty, które musi zrealizować. Jeżeli się to udaje, to wtedy jest dobry wynik - mówi skoczek z Wisły.
Jakie masz przeczucia przed zbliżającą się inauguracją Pucharu Świata? Sezon letni w Twoim wykonaniu był taki sobie.

Piotr Żyła: - Skoki są specyficznym sportem i wyniki z lata niewiele mówią. Trzeba się starać utrzymywać wysoki, równy poziom. W tym sporcie można szybko spaść i ponownie wejść na ten dobry poziom. Trudno jest powiedzieć, jakie miejsce się zajmie. Jak to mówią "indyk myślał o niedzieli, a w sobotę łeb ucięli" (śmiech).

Wiemy, że oprócz treningów z kadrą, przygotowywałeś się też pod okiem Jana Szturca. Jak to wyglądało?

- Cały czas współpracujemy. Czasem idę do niego np. na imitację skoku. Patrząc na przygotowania z 2012 roku, to w tym nie zmieniło się wiele. W kadrze każdy zawodnik jest traktowany indywidualnie. Nie ma czegoś takiego, że wrzucają wszystkich do jednego worka. Treningi indywidualne są tak przygotowane, że wszystko to fajnie funkcjonuje.

Znany jesteś z olbrzymiej mocy w nogach. Nie opuściła Cię?

- Moc zawsze u mnie była, ale niekoniecznie w głowie miałem wszystko poukładane. W skokach kilka elementów ma wpływ na dobre próby. Nogi zawsze miałem mocne, od czasu do czasu pojawiały się problemy techniczne, ale nie potrafiłem sobie tego wszystkiego w głowie poskładać. Cały czas coś mi nie pasowało, wciąż czegoś szukałem. Myślę, że teraz w miarę się to wszystko poukładało. W lecie starałem się bazować na tym, co już umiem, a nie szukać czegoś całkowicie innego.

Jakie konkretne cele stawiasz sobie na nadchodzące miesiące walki?

- Zawsze sobie zakładam wyniki, które chciałbym osiągnąć, ale myślę, że po sezonie powiem wam, czy udało mi się je zrealizować. Skupiam się na tym, żeby robić swoje. Podchodzę do tego z dystansem, a nie z planami, że wszystko powygrywam. To jest mało realne. Każdy ma swoje punkty, które musi zrealizować. Jeżeli się to udaje, to wtedy jest dobry wynik.

Na konferencji, gdzie przedstawiono kadry, mówiono trochę o zdrowiu, medycynie. U Ciebie wszystko w porządku?

- Ja nigdy nie miałem problemów ze zdrowiem, dawno nie złapałem kontuzji. Mam nadzieję, że zdrowie wciąż będzie mi dopisywało.

Jakieś szczególne nowinki sprzętowe przed tym sezonem się pojawiły?

- To się zmienia cały czas, np. w butach i  zapięciach. Kombinezony  - wiadomo, że dobry starcza na jakiś czas, potem trzeba brać nowy. Mamy już kilka dobrych przetestowanych.

Mógłbyś sprecyzować, co zmieniło się w butach i zapięciach?

- Wiadomo, ja przede wszystkim jestem od skakania i aż tak dokładnie nie wiem. Nad tym pracują trenerzy i cały sztab. Ale co mogę powiedzieć... Buty są bardziej utwardzone, zapięcia lepiej współgrają z nartą. Można powiedzieć, że są bardziej pokrzywione (śmiech). Efekt jest taki, że narta -  po wyjściu z progu - jest stabilniejsza. Może się wydawać, że to są mało istotne elementy, ale jak testowaliśmy to w sezonie letnim, to było czuć na progu różnicę.

- Buty trochę kostkę obcierają, bo są twardsze. Ale coś za coś, czasem trochę musi boleć.

Nie powinno być raczej takiego falstartu sprzętowego, jaki mieliście dokładnie rok temu?

- Nie.

Jesteś bardzo rozpoznawalny. Jak siądziesz na belce w pierwszym konkursie, to pewnie pół Polski będzie na Ciebie patrzyło.

- Akurat na to nie zwracam uwagi. Pójdę na skocznię i przygotuję się najlepiej jak umiem. Będę robił swoje.

Twoje konto na Facebooku lubi już ponad 600 000 osób! Myślisz, że tej zimy uda Ci się dojść do okrągłego miliona?

- Nie ma to dla mnie dużego znaczenie, powiem szczerze...

Wiesz, rośnie marketingowa wartość najpopularniejszego polskiego sportowca na tym portalu społecznościowym.

- Czy ja wiem... Jakoś nigdy na to pod tym względem nie patrzyłem, nie zwracałem na to uwagi.

Jak to jest? Sponsorzy walą do Ciebie drzwiami i oknami?

- No, jest sporo propozycji, ale wiadomo, że nie ze wszystkich skorzystam. Myślę, że przedłużę umowy z tymi, z którymi już współpracuję.

Rozmawiał Michał Knura.
autor: Michał Knura

Przeczytaj również