Piotr Rocki: Za długo gram w piłkę, by mnie tak traktować
04.07.2013
- W oświadczeniu czytam, że zaproponowano mi nowe warunki, lepsze ni rok temu. Faktycznie, ale może przedstawię fakty po kolei. Otóż po sezonie usłyszałem, że klub chce odmłodzić skład i rezygnuje ze starszych piłkarzy. Chodziło m.in. o mnie. Decyzja ta została następnego dnia zmieniona, ale... Zaproponowano obniżkę kontraktu, który miał obowiązywać pół roku. Zdałem sprzęt i tyle. Miałem bardzo dobrą rundę, więc pojawiły się różne oferty, choćby ze Stróż, Polonii Bytom czy Zagłębia Sosnowiec. Ale czekałem - mówi Piotr Rocki w dzienniku "Sport".
"Rocky" czekał na ofertę z GKS-u Tychy. Nie pojechał na urlop i mimo to wciąż nie mógł się doczekać spotkania z tyskimi działaczami. W czwartek otrzymał ofertę ze Stróż, ale niczego nie podpisał. Dopiero wtedy udało mu się umówić na piątek z prezes Sową. - Powiedziałem, że mam tylko złożyć podpis w Stróżach. Słysząc to, Tych zaproponowały mi podwyżkę i roczną umowę. Pierwszy raz. Powiedziałem, że jestem bardzo zaskoczony taką zmianą stanowiska i muszę to przemyśleć. Daliśmy sobie czas do poniedziałku. W sobotę ukazała się wiadomość, że podpisałem umowę z Kolejarzem, ale to nie była prawda. Poinformowałem o tym Tychy i w poniedziałek przyjechałem do klubu - dodaje.
Co tam się wydarzyło? - Nie miałem już ważnej umowy, więc nie wyszedłem na trening. Pojechałem do Stróż, a władze Tychów poinformowałem, że skoro Kolejarz był pierwszy z konkretną ofertą, to ostatecznie będę grał w tym zespole. Kontrakt podpisałem w poniedziałek po południu. Zapewniam, że gdyby Tychy dwa tygodnie temu, a nawet tydzień temu złożyłby mi taką ofertę jak w piątek, to dziś przygotowywałbym się do sezonu w GKS-ie. Nie bardzo tylko rozumiem, co chcą osiągnąć pani Sowa i tyscy działacze? Wybielić się przed kibicami, wytłumaczyć brak konkretnych decyzji? Dlaczego padają zdania niezgodne z prawdą? Milczeliby - nie byłoby tematu. Ale za długo gram w piłkę, by tak mnie traktować - kończy rozmowę z dziennikiem "Sport".
"Rocky" czekał na ofertę z GKS-u Tychy. Nie pojechał na urlop i mimo to wciąż nie mógł się doczekać spotkania z tyskimi działaczami. W czwartek otrzymał ofertę ze Stróż, ale niczego nie podpisał. Dopiero wtedy udało mu się umówić na piątek z prezes Sową. - Powiedziałem, że mam tylko złożyć podpis w Stróżach. Słysząc to, Tych zaproponowały mi podwyżkę i roczną umowę. Pierwszy raz. Powiedziałem, że jestem bardzo zaskoczony taką zmianą stanowiska i muszę to przemyśleć. Daliśmy sobie czas do poniedziałku. W sobotę ukazała się wiadomość, że podpisałem umowę z Kolejarzem, ale to nie była prawda. Poinformowałem o tym Tychy i w poniedziałek przyjechałem do klubu - dodaje.
Co tam się wydarzyło? - Nie miałem już ważnej umowy, więc nie wyszedłem na trening. Pojechałem do Stróż, a władze Tychów poinformowałem, że skoro Kolejarz był pierwszy z konkretną ofertą, to ostatecznie będę grał w tym zespole. Kontrakt podpisałem w poniedziałek po południu. Zapewniam, że gdyby Tychy dwa tygodnie temu, a nawet tydzień temu złożyłby mi taką ofertę jak w piątek, to dziś przygotowywałbym się do sezonu w GKS-ie. Nie bardzo tylko rozumiem, co chcą osiągnąć pani Sowa i tyscy działacze? Wybielić się przed kibicami, wytłumaczyć brak konkretnych decyzji? Dlaczego padają zdania niezgodne z prawdą? Milczeliby - nie byłoby tematu. Ale za długo gram w piłkę, by tak mnie traktować - kończy rozmowę z dziennikiem "Sport".
Polecane
I liga