Piotr Mandrysz: Ja nie jestem Vicente del Bosque...
Za nami okres przygotowawczy. Skończył się czas eksperymentów i testów - zaczyna się liga. Często przed pierwszą kolejką można w mediach usłyszeć, że pierwsze spotkanie na wiosnę jest kluczowe dla reszty sezonu. Czy i pan podziela taki pogląd?
Piotr Mandrysz, trener GKS-u Tychy: - Myślę, że pierwsza kolejka jest kluczowa głównie dla zespołów, które walczą o określony cel. Mam na myśli awans, mistrzostwo Polski... albo uniknięcie degradacji. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że każda drużyna woli wystartować dobrze, niż źle. Nie inaczej jest w moim przypadku. Nie użyłbym jednak takich sformułowań, że start jest kluczowy i będzie rzutował na całą rundę.
Wasz start odbędzie się w Stróżach, gdzie zmierzycie się z drużyną Kolejarza. Wie pan, że to spotkanie jest zapowiadane jako starcie najlepszego bramkarza z najskuteczniejszym napastnikiem I ligi?
- Tak, słyszałem. Czytam prasę i jestem po lekturze tych artykułów. W Stróżach na boisku rzeczywiście Piotr Misztal spotka się z Maciejem Kowalczykiem. Dwóch kumpli, którzy razem grali w jednym klubie... i akurat składa się tak, że ten drugi jest najlepszym strzelcem w naszej klasie rozgrywkowej, a Maciek - ex aequo z bramkarzem Zawiszy - wpuścił najmniej goli. Dziennikarze doszukali się tej ciekawej historii i dorobili treść do spotkania.
Właśnie Piotr Misztal opowiadał, że doskonale zna wszystkie atuty Macieja Kowalczyka i ostrzegał przed długimi podaniami na tego napastnika. Czy odcięcie go właśnie od tych piłek będzie kluczowe dla wyniku spotkania z Kolejarzem?
- Kowalczyk należy do grupy najszybszych zawodników w tej klasie rozgrywkowej. Jego gra bazuje właśnie na długich podaniach. On gra na linii z obrońcami i szuka szans w piłkach granych "na plecy" defensorów. My to doskonale wiemy... ale i wiedzieliśmy jesienią, a i tak Kowalczyk nam się "urwał" i zdobył gola. Stąd wiedzieć, a przeciwstawić się tym zagrożeniom - to dwie różne sprawy. Znamy sposób gry Kolejarza i mam nadzieję, że sprawimy, że Kowalczyk, ani żaden z jego kolegów, nie wpisze się na listę strzelców. Powiem jednak szczerze, że imponuje mi dorobek strzelecki tego napastnika. 13 trafień w 17 meczach to wspaniała statystyka.
Rozmawiamy o napastniku Kolejarza... a gdy spojrzymy na listę tych zawodników z ataku, którymi pan dysponuje, to nie wygląda to zbyt imponująco. Przede wszystkim - znajdują się na niej tylko dwa nazwiska.
- Przyznam, że od tej kwestii boli mnie głowa. Z trzech napastników, którzy grali u nas jesienią, w tej chwili nie ma nikogo. Mówię nikogo, bo może i fizycznie jest Marcin Folc, ale nie mogę z niego skorzystać. Jest po okresie rehabilitacji i najwcześniej do treningów piłkarskich włączymy go za dwa tygodnie. Zostałem więc z jednym napastnikiem, którego sprowadziliśmy jesienią. To Marcin Ściański, młodzieżowiec, który w tej klasie rozgrywkowej jeszcze nie grał. Nie ukrywam, że mamy duży deficyt z przodu. Szczególnie w tym systemie, którym gra nasza drużyna, braki w ataku są odczuwalne. Powinniśmy mieć minimum trzech napastników. Mamy tylko jednego. Będziemy musieli więc "łatać" dziury z przodu. Najgorsze jest to, że ciężko określić naszą drużynę mianem "bramkostrzelnej", a ze składu wypadł mi gość, który strzelił siedem z 16 zdobytych przez nas goli. To nie jest łatwa sytuacja.
Pamiętam pańskie wypowiedzi jeszcze przed startem obecnego sezonu. Już wtedy narzekał pan na problem z deficytem napastników. Dlaczego ta sytuacja się powtórzyła?
- Moim zdaniem, najpierw należy kogoś sprowadzić do klubu, a potem komuś innemu podziękować. W Tychach, w obu okienkach transferowych, robiono na odwrót. Zrezygnowano z Malickiego i Sobczaka, a później gorączkowo szukano zawodników na rynku. W takich sytuacjach ryzyko popełnienia błędu jest o wiele większe, niż gdy sprawdza się większość ilość zawodników i wybiera z tej grupy. W naszym kręgu zainteresowań byli piłkarze ciekawi, tacy jak Pawela czy Piątkowski... niestety, nie byliśmy w stanie ich ściągnąć do siebie. Stąd te rozpaczliwe próby pozyskiwania wolnych piłkarzy, gdy jechałem na obóz i nie miałem w kadrze napastników. Ja nie mówię, że zawodnicy z kartą na ręku są źli, ale gdy przychodzi się w końcówce okresu przygotowawczego, to trudno mu wkomponować się w drużynę. Tak było w przypadku Dawida Jarki i Łukasza Tumicza. Zimą ta sytuacja się powtórzyła. Z tego drugiego - co prawda - zrezygnowaliśmy już w listopadzie, ale z Dawidem klub pożegnał się zbyt późno. Wtedy już było za mało czas, aby wypełnić po nim lukę. Zostaliśmy więc ze Ściańskim. Branie kogoś z "łapanki" mija się z celem, bo powtórzyłaby się sytuacja z opisywanego przeze mnie okresu.
Na koniec zapytam więc nieco żartobliwie: może w takim razie powinien pan ustawić drużynę bez napastników, na hiszpańską"modę"?
- Jestem pewien problem. Ja nie jestem Vincente del Bosque, a moim chłopcom trochę brakuje do tych zawodników z Hiszpanii...
Zadałem to pytanie nie bez powodu - po prostu uważam, że linia pomocy pańskiej drużyny prezentuje się najlepiej.
- Rzeczywiście, jeśli chodzi o linię pomocy, to mam komfort. Mam nadzieję i liczę na to, że ta ilość pomocników odbije się również na jakości ich gry. Chciałbym, aby druga linia była siłą pociągową mojej drużyny.
Rozmawiał Maciej Smolewski.
Kolejarz Stróże - GKS Tychy
Niedziela, 15:00