Piłkarze Górnika zaczęli śpiewać, bo w szatni popsuło się radio

02.10.2009
- Każdy trener chciałby mieć duże pole manewru. Nie jest jednak łatwo posadzić na ławkę Roberta Szczota, czy też Damiana Gorawskiego - twierdzi trener Górnika, Ryszard Komornicki.
Obaj zawodnicy byli w ostatnim meczu z Górnikiem Łęczna tylko rezerwowymi. Gorawski pojawił się na boisku na ostatnie pół godziny, natomiast Szczot zaliczył epizod w ostatnich minutach. - Każdy trener chciałby mieć duże pole manewru. Nie jest jednak łatwo posadzić na ławkę Damiana, czy też Roberta. Tego pierwszego trzeba za pojedynek z Łęczna pochwalić. Miał nie tylko asystę, ale także przeprowadził kilka ciekawych akcji. Każdy musi walczyć o swoją pozycję w zespole - podkreśla Ryszard Komornicki.

Po sobotnim spotkaniu na Roosevelta można było usłyszeć ogromną radość dochodzącą z szatni gospodarzy. - Atmosfera w drużynie jest zła. Radio się popsuło i piłkarze zaczęli śpiewać - uśmiecha się ironicznie szkoleniowiec "Trójkolorowych". - Widać jednak, że zaczynamy się coraz lepiej rozumieć. Zawodnicy wiedzą, że w każdym spotkaniu muszą wykazać się ambicją i wolą walki. Jednak to, czy jesteśmy na torach prowadzących do ekstraklasy pokaże mecz w Stalowej Woli - uważa "Koko".
autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również